fot. Mariusz Forecki; od lewej: Patryk Piotr Antoniak i Paweł Bajerlein

Klezmerska Wielkopolska

„Mam nadzieję, że Simchat Chajim Festival wypełnia pewną niszę i daje spojrzenie z szerokiej perspektywy na wielokulturową przeszłość południowej Wielkopolski. Zaplanowaliśmy ponad 50 wydarzeń, które obudzą radość życia, przywrócą to, co zapomniane i czegoś też nauczą” – mówi Patryk Piotr Antoniak, który wraz z Pawłem Bajerleinem współtworzy festiwal kultury żydowskiej.

KUBA WOJTASZCZYK: Po co nam kolejny festiwal?

PAWEŁ BAJERLEIN: Staramy się, aby Simchat Chajim był właśnie festiwalem nietypowym. Współpracujemy z instytucjami lokalnymi, włączamy mieszkańców, szkoły, by byli nie tylko odbiorami, ale i współtwórcami wielu wydarzeń. Chodzi o to, aby nie tylko zrobić wydarzenia, na które się przychodzi, wychodzi i zapomina o nich, ale by jakaś cząstka pozostała w odbiorcach. Dlatego mamy w programie warsztaty dla młodzieży, na których staną się przewodnikami po wystawie o Polsce wielu narodów. Oni sami będą po niej oprowadzać, zostaną z tą wiedzą i będą mogli dzięki niej realizować w szkole kolejne projekty.


PATRYK PIOTR ANTONIAK: Wychodzimy także poza nasz przewodni motyw, czyli kultury i tradycji żydowskiej, aby animować lokalną społeczność. Zachęcić ludzi do wyjścia z domu, do uczestnictwa w kulturze i sztuce. Istotny jest walor edukacyjny, stąd wystawy historyczne, wykład i prezentacja o świętach żydowskich, czy dyskusja Rabina Dawida Szychowskiego i ks. dr Aleksandra Gendery wokół Starego Testamentu podobieństw i różnic pomiędzy judaizmem a chrześcijaństwem.

Ważna jest też dla nas współpraca z wieloma instytucjami kultury, które z jednej strony są dla nas ogromnym wsparciem, a z drugiej – mogą realizować własną misję w nieco inny sposób. Mam nadzieję, że Simchat Chajim Festival wypełnia jednak pewną niszę i daje spojrzenie z szerokiej perspektywy na wielokulturową przeszłość południowej Wielkopolski. Najwięcej wydarzeń przygotowaliśmy dla mieszkańców Krotoszyna i Jarocina. Jednak pojawimy się także w Kobylinie, Koźminie Wielkopolskim, Odolanowie, Rozdrażewie czy Zdunach.

 

Kiedy narodził się pomysł na Simchat Chajim?

PB: Od początku działalności Stowarzyszenia Krotochwile, czyli od 2012 roku organizowaliśmy coroczne wydarzenia związane z kulturą żydowską. Był to jednak skromny projekt odbywający się wyłącznie w Krotoszynie. Z biegiem czasu zyskiwał coraz większe zainteresowanie. Dołączyły do niego kolejne instytucje i osoby. W 2015 roku do zespołu dołączył Patryk i wspólnie  postanowiliśmy zmienić formułę projektu.

PPA: Wcześniejsze wydarzenia odbywały się pod nazwą Simchat Krotoszyn, czyli radosny Krotoszyn. Nie chcieliśmy robić wielkiej rewolucji w nazwie. Dlatego z panią Grażyną Banaszkiewicz szukaliśmy nowej formy i tak właśnie powstał Simchat Chajim. Mieliśmy jasny plan, żeby działać poza Krotoszynem, odnaleźć intrygujące historie i miejsca, ale przede wszystkim pokazać Wielkopolankom i Wielkopolanom kulturę żydowską. I teraz ten plan realizujemy.

 

Simchat Chajim to po hebrajsku „radość życia”. Żydowskość kojarzy się nam głównie z Zagładą...

PB: Dokładnie! Jest to zazwyczaj pierwsze skojarzenie. Bardzo chcemy to zmienić. Bo przecież Żydzi i kultura żydowska to nieodłączny element naszej historii... To też muzyka, sztuka, kuchnia, zwyczaje. I właśnie dlatego nasz festiwal to radość życia. Nie zapominamy o tragicznej przeszłości, organizujemy spotkania młodzieży z Ocaloną z Holocaustu. Ale chcemy pokazać, że skojarzenia z żydowskością mogą być zupełnie inne.

PPA: Żydowskość to nie tylko smutek i nie tylko Holokaust. Legenda głosi, że po wygnaniu z Niemiec i Hiszpanii Żydzi osiedlili się w Polsce i odczytali nazwę naszego kraju jako Po lin, czyli tutaj spocznij. Początkowo zostali gościnnie przyjęci, jednak ich losy przez kilka wieków bywały różne. Kultura żydowska miała wyjątkowo mocny wpływ na nasze zwyczaje, z języka jidysz przejęliśmy wiele słów. Ta kulturowa wymiana działała również w drugą stronę.

Z czystym sumieniem można powiedzieć, że Polacy przesiąkli żydowskością, a Żydzi polskością. Muzyka klezmerska, czyli szczera, prawdziwa muzyka żydowska, dziś ma funkcję bardziej rozrywkową, dlatego, że jest bardzo energiczna i radosna, dominują skrzypce, klarnet, kontrabas, a nawet akordeon. Podczas jarocińskiej nocy muzeów przy budynku dawnej synagogi, zagra wywodzący się z Sejn zespół Sztetl, który bazuje na tradycji klezmerskiej. Przy ich muzyce nie można wręcz ustać w miejscu! Także kultura żydowska niesie w sobie dużo radości.

 

Festiwal może być odpowiedzią na wzrost tendencji nacjonalistycznych w społeczeństwie, czy raczej pozłotkiem historii, czystą rozrywką?

PPA: Dziś bardzo łatwo zapomnieć o przeszłości, która wcale nie jest aż tak odległa. Może szukanie dialogu, podobieństw zarówno w kulturze, języku, a nawet religii pozwoli nieco lepiej zrozumieć i poznać zalety zróżnicowania kulturowego. Nacjonalizm i antysemityzm bardzo nas bolą, ale też nie chcemy z nimi bezpośrednio walczyć, wierzymy, że małymi krokami uda się budować postawę otwartości i szacunku.


PB: Nie chcemy, aby festiwal pełnił funkcję wyłącznie rozrywkową. We współpracy z Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN organizujemy warsztaty edukacyjne traktujące o wielokulturowości, poszanowaniu drugiego człowieka. Wspominałem też o warsztatach dotyczących różnych mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce. Mam świadomość, że od razu nie zmienimy świata wokół nas. Jest to pewna praca u podstaw. Wierzę jednak, że ten walor edukacyjny, mocno obecny podczas Festiwalu, pozostanie w ludziach i będzie kiełkował w przyszłości. Na tym nam zależy.

 

Dlaczego Jarocin i Krotoszyn?

PB: Po pierwsze Stowarzyszenie Krotochwile, o którym wspominałem, powstało i ma siedzibę w Krotoszynie. Pomysł na założenie własnej organizacji powstał jeszcze na studiach kulturoznawczych. Wówczas, z grupą znajomych, postanowiliśmy działać. Uznaliśmy, że spróbujemy swoich sił poza Poznaniem. A dlaczego Krotoszyn? Tu pojawia się wątek osobisty, historia mojej rodziny silnie związanej z tym miastem. I postać Kazimierza Bajerleina, mojego pradziadka, przedwojennego działacza społecznego w Krotoszynie, właściciela drogerii i założyciela tamtejszej Szkoły Drogeryjnej. Jego postać do dziś mnie fascynuje i w wolnych chwilach staram się badać jego życie, jak również moich przodków.

 

Krotoszyn czy Jarocin często określa się mianem „prowincji”...

PB: Dokładnie, a do tego ta „prowincja” posiada negatywne zabarwienie. Nie powinno tak być! W działaniach Stowarzyszenia pomagają nam naprawdę wspaniali i wyjątkowi ludzie, realizując różne projekty. Wymienię tu choćby Wojtka Szuniewicza, dyrektora Krotoszyńskiego Ośrodka Kultury, który od kilku lat konsekwentnie wprowadza kulturalną rewolucję, organizując cykl koncertów „Więc Wiec”. Albo fenomenalna biblioteka w Jarocinie! Jej dyrektorka, Agnieszka Borkiewicz, zgromadziła wokół siebie pozytywnie zakręconych ludzi. To biblioteka nie tylko „od książek”, ale instytucja naprawdę animująca życie Jarocina.

 

Czy historia była dla was ważnym czynnikiem?

PB: Bardzo istotnym, ponieważ południowa Wielkopolska była przez wieki zamieszkiwana przez Polaków, Niemców i Żydów. Często proporcje ludności układały się mniej więcej po równo. Ci ludzie, bez względu na przynależność religijną czy narodowościową, budowali te miasta. Byli sąsiadami, choć wiadomo, że bywały też napięte sytuacje pomiędzy nimi. Nagle przyszła druga wojna światowa i to wszystko dosłownie zmiotła. A po niej przyszedł PRL, który niestety często to dzieło zniszczenia kontynuował. Zniknęły synagogi, cmentarze czy inne ważne miejsca świadczące o różnorodnej przeszłości naszego regionu. Ale przede wszystkim zniknęli ludzie, którzy tę wielokulturowość tworzyli. Nie zmienimy tego, ale chcemy podkreślać wartość, jaką ta różnorodność miała. I chwalić się wieloma znanymi na świecie postaciami żydowskiego pochodzenia, rodem z tych ziem, o których jakoś dziś nie pamiętamy.

PPA: Obraz tej wielokulturowości powoli zanikał samoistnie, ale też celowo. Nie możemy dziś patrzeć tylko na tu i teraz, bo jesteśmy wszyscy, młodsi czy starsi, ukształtowani przez przeszłość. Kto dziś pamięta o tym, że Tuwim, Brzechwa, Leśmian mają żydowskie korzenie? Zarówno Krotoszyn, jak i Jarocin były niegdyś istotnymi miastami na szlakach handlowych, widać to zarówno w architekturze i układzie miast. Dziś ich rola jest nieco inna, ale bardzo nas cieszy właśnie ten kulturalny rozwój i chcemy do tego dołożyć coś od siebie. Na pewno część rzeczy była prostsza i wygodniejsza do zrealizowania w Poznaniu, ale chcemy iść pod prąd.

 

Myślicie, że jest w Polakach ukryta tęsknota za wielokulturowością?

PB: Nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Uogólniając, z jednej strony rosną w siłę zjawiska nacjonalizmu, ksenofobii. Z drugiej strony lubimy się chwalić, że Rzeczpospolita była państwem najbardziej tolerancyjnym. Tylko niestety, za tą dumą nie idą czyny. Podkreślamy ten element naszej historii, ale jakoś nie staramy się go zaszczepić w teraźniejszości. Podczas naszych działań podchodzi do nas wiele osób, dzieli się przemyśleniami, opowieściami. Czuję w tych głosach jednak pewną nostalgię.

Mimo że coraz mniej osób pamięta niemieckich czy żydowskich sąsiadów, to jednak myślami wracamy – może podświadomie – do tamtych czasów. Patrzymy na zdjęcia synagog, kościołów ewangelickich, napisów niemieckich i hebrajskich i chyba widzimy w tym egzotyczny dla nas świat. Egzotyczny, a więc pociągający. Być może nadal siedzi w nas to poczucie niesprawiedliwości, niezrozumienia, że oto tak różnorodna Polska z „dnia na dzień” przestała istnieć. Wynika z tego pustka, której do dziś nie udało nam się zapełnić.

PPA: A jeśli już pojawia się pustka, tęsknota to mamy na tym poprzestać? Dlatego wypełniamy dziewięć dni naszego festiwalu ponad 50 wydarzeniami, które nie tylko obudzą radość życia, przywrócą to, co zapomniane, ale też czegoś nauczą. Mam taką wewnętrzną nadzieję, że jednak jako Polacy tęsknimy za różnorodnością i wielokulturowością. Czasem próbuję sobie wyobrazić, jak wyglądały te codziennie relacje mieszkańców przedwojennej Polski. Niezwykle trudno jest znaleźć takie opowieści wśród osób, które doświadczyły tej historii.

 

PAWEŁ BAJERLEIN – kulturoznawca, animator kultury. Od początku działalności jest prezesem Stowarzyszenia Krotochwile. Ukończył Szkołę Liderów Polsko Amerykańskiej Fundacji Wolności, był także członkiem bibliotecznej sieci Labib. Jest pomysłodawcą projektu Wędrowny Zakład Kultury, a z każdego działania stara się wycisnąć jak najwięcej dla lokalnej społeczności.

PATRYK PIOTR ANTONIAK– grafik, w Stowarzyszeniu Krotochwile pełni funkcję wiceprezesa – skarbnika. Jest także dyrektorem artystycznym Simchat Chajim Festival. Miłośnik twórczości Romana Opałki, ale także muzyki klezmerskiej i organowej. To właśnie on stoi za identyfikacją wizualną oraz promocją Festiwalu. Lubi, gdy wszystko jest dopięte na ostatni guzik.

 

CZYTAJ TAKŻE: „Dopóki świeca płonie”. Rozmowa ze Zbigniewem Pakułą

CZYTAJ TAKŻE: Ale jazz! Poznańska Piętnastka

CZYTAJ TAKŻE: Z poznańskiej płytoteki: Maksymilian Święch