fot. Mariusz Forecki

Koncentrujemy się na lokalnej scenie

Nasz festiwal to taka „playlista” na żywo. Funkcjonuje w trochę podobny sposób jak popularne obecnie serwisy strumieniowe w stylu Spotify czy Soundcloud. Jako uczestnik festiwalu „skaczesz” po klubach i poznajesz muzykę, której dotąd nie miałeś okazji usłyszeć – mówi Tomasz Waśko, organizator poznańskiego Enea Spring Break Showcase Festival & Conference.

SEBASTIAN GABRYEL: Kwietniowy Spring Break otwiera festiwalowy sezon. Dziś Waszą imprezę wymienia się jednym tchem z Openerem, OFF Festivalem, Audioriver czy Tauron Nowa Muzyka. Cechą, która go odróżnia jest formuła. Czym tak naprawdę jest festiwal showcase’owy?

TOMASZ WAŚKO: Cieszę się, że festiwal Enea Spring Break wymieniany jest obok największych polskich festiwali. Na festiwalowej mapie, nie tylko Poznania, ale całej Polski, udało nam się zaistnieć w krótkim czasie, bo w ciągu zaledwie trzech edycji. Myślę, że przynajmniej po części, to zasługa właśnie tej formuły – na polskim rynku nowatorskiej, a na zachodzie już bardzo dobrze przyjętej. Rzeczywiście, jest ona zdecydowanie inna od festiwali, które wymieniłeś. Polega na skomasowaniu bardzo dużej ilości krótkich koncertów, zorganizowanych w przestrzeni miejskiej.

W większości – poza kilkoma występami na placu Wolności i w CK Zamek - te koncerty trwają nie dłużej niż 30 minut, są takimi „wizytówkami” zespołów. Warto podkreślić, że odbywają się równocześnie w kilkunastu lokalizacjach na terenie miasta. Od późnego popołudnia aż do późnych godzin nocnych w każdym klubie odbywa się jakiś koncert. To daje publiczności wiele możliwości do wyboru.

 

Zorganizowanie takiego festiwalu w Polsce to był pionierski pomysł. Nie obawialiście się fiaska?

Na początku nie byliśmy przekonani, czy ta formuła się sprawdzi. Motorami napędowymi pierwszej edycji Spring Break w 2014 roku był zespół Kamp! i wokalista Artur Rojek. Mieliśmy spore obawy, czy nie skończy się tak, że większość osób, które kupiły karnet, pójdzie wyłącznie na te dwa koncerty. Na szczęście okazało się, że ludzie chcą posłuchać również młodych, debiutujących zespołów, że chcą poszukiwać, „łapać” nieznaną sobie muzykę. Postanowiliśmy więc stopniowo poszerzać taką formułę, z roku na rok dodawaliśmy coraz więcej zespołów, coraz więcej miejsc. I póki co, to świetnie działa. Zespoły na pewno nie zgłaszają się do nas z pretensjami, że grały dla pustego klubu [śmiech].

Tomasz Waśko, Enea Spring Break

Tomasz Waśko, fot. Mariusz Forecki

 

Wiele osób coraz częściej narzeka na ceny biletów na polskie festiwale. Zaczęto nawet żartować, że organizatorzy powinni wprowadzić dodatkową formę płatności za karnety: „płacę nerką” (śmiech). Oferując kilkadziesiąt koncertów za rozsądną cenę, Spring Break od początku zaskakiwał. Udowodniliście, że można zorganizować w Polsce duży, różnorodny festiwal muzyczny, nie sięgając ludziom za głęboko do portfela.

Założyliśmy, że jest to na tyle nowa i nieznana w Polsce formuła, że jej wprowadzeniu nie mogą towarzyszyć drogie bilety. Wiedzieliśmy, że ceny muszą być przystępne, co oczywiście nie ułatwiało organizacji. Nawet przy wsparciu sponsora i miasta, koszty logistyczne i techniczne są naprawdę bardzo duże.

 

Ceny biletów to jedno, drugim zaskoczeniem były rozpiski koncertów, które w formule takich imprez jak Spring Break, trwają krótko – od 30 minut do godziny. Taki pomysł nie wszystkim przypada do gustu. Zdaniem sceptyków, występy „instant” to smutny znak czasów, po raz kolejny sprowadzający muzykę do roli fast foodu.

Nie mogę się z tym zgodzić, formuła takich festiwali ma swój wyraźny cel. Enea Spring Break to impreza dla dwóch grup: pierwszą jest publiczność, drugą są przedstawiciele branży muzycznej. Formuła takich koncertowych „wizytówek” stworzona jest również dla nich, bo wytwórnie i agencje koncertowe zwykle nie mają czasu, by przez całą godzinę słuchać jednego koncertu. Mają za to dobrą intuicję. Czasem wystarczy im kilka minut, by wyczuć, czy dany zespół ma potencjał, czy zrobi karierę. To dobrze sprawdza się w praktyce.

O zespołach, które miały okazję wystąpić na Enea Spring Break, słuch nie ginie. Często można je później usłyszeć na polskich i zagranicznych festiwalach, wydają płyty w małych i dużych wytwórniach. Dlatego uważam, że festiwal showcase’owy to nie jest muzyczny fast food. To taka muzyczna pigułka, cenna dla całego środowiska.

 

Zwolennicy showcase’ów twierdzą z kolei, że tylko festiwale w takiej formie gwarantują równowagę, która – jak pokazuje rzeczywistość rynkowa – jest całkowicie zachwiana. Festiwale showcase’owe, traktujące na równi wielkie gwiazdy i małych debiutantów, to przyszłość?

Duże festiwale z wielkim gwiazdami na pewno nie znikną, one nadal będą przyciągać ludzi. Nie mam jednak wątpliwości, że nasza formuła będzie rosnąć w siłę. To impreza w bardzo demokratycznym stylu. Na naszym festiwalu nie ma gwiazdy głównej i wykonawców, poprzedzających jej koncert. Mniej i bardziej znani artyści spotykają się na tej samej scenie, przenikają się ze sobą. Nie ma żadnego znaczenia kto gra jako pierwszy, a kto jako drugi.

Tomasz Waśko, Enea Spring Break

Tomasz Waśko, fot. Mariusz Forecki

 

Czy Spring Break to odpowiedź na potrzeby słuchacza? Dziś, paradoksalnie, jest on wymagający, jak nigdy dotąd. Powszechny dostęp do muzyki, który zapewnił internet, pozwala przebierać nam w nieograniczony sposób. Widać to choćby po młodym pokoleniu, które nie zadowala się wykonawcami na „świeczniku” i ma ciągły głód nowości. Festiwale showcase`owe wydają się być idealnym rozwiązaniem.

Enea Spring Break to taka „playlista” na żywo. Można powiedzieć, że funkcjonuje w trochę podobny sposób jak popularne obecnie serwisy strumieniowe w stylu Spotify czy Soundcloud. Jako uczestnik festiwalu „skaczesz” po klubach i również poznajesz muzykę, której dotąd nie miałeś okazji usłyszeć. Swoją drogą, sukces naszego festiwalu pokazuje, że internet internetem, ale dla słuchacza taki bezpośredni kontakt z muzyką, nadal jest bardzo cenny. W końcu zespół możne świetnie brzmieć w nagraniowym studiu, jednak najważniejszy test zawsze przechodzi na scenie.

 

Co dziś dla młodego muzyka stanowi największą trudność w przebiciu się na rynku? Z Twojej perspektywy showcase to skuteczna trampolina do kariery dla debiutanta?

Największą przeszkodą jest przesyt. Łatwy dostęp do muzyki powoduje, że dziś wybić się jest wyjątkowo trudno. Zupełnie inaczej było w latach 80., kiedy odbywał się Ogólnopolski Przegląd Muzyki Młodej Generacji i Festiwal Muzyków Rockowych. Wtedy zespołom wystarczył czasem jeden zagrany koncert w Jarocinie, by zrobić ogólnopolską karierę. Jednak czasy bardzo się zmieniły.

Tomasz Waśko, Enea Spring Break

Tomasz Waśko, fot. Mariusz Forecki

Jako organizatorzy Spring Break na pewno nie jesteśmy jedyną odpowiedzią na pytanie „jak odnieść sukces?” – to byłoby nieskromne i nieprawdziwe. Z drugiej strony, faktem jest, że na potrzeby festiwalu selekcjonujemy zespoły z potencjałem. Przedstawiciele środowiska muzycznego przyjeżdżają do nas, wiedząc, że wszystko mają „na tacy”. Mogą zapoznać się z grubo ponad setką wykonawców. Ci z kolei zyskują ogromną szansę. Tylko od nich zależy jak ją wykorzystają - czy zaproszą na koncert ludzi z właściwych wytwórni i agencji. Staramy się namawiać muzyków do zmiany myślenia. Żeby to nie było tak, że przyjeżdżają do Poznania, grają koncert, wyjeżdżają i na tym się kończy.

Przygotowanie do festiwalu powinno zacząć się dużo wcześniej. Ono na pewno nie powinno ograniczać się jedynie do zagrania próby, zawsze warto sprawdzić, kto w danym roku będzie gościem festiwalu. Na naszej stronie internetowej znajduje się lista delegatów, można sprawdzić, jakie wytwórnie i media reprezentują. Zwracamy uwagę debiutantom, że zainteresować, zaintrygować swoją muzyką można w oryginalny sposób, np. zaprosić na występ ciekawym video, wysłać płytę CD. Ten festiwal to taki „pierwszy krok”, kolejne należą już tylko do artysty.

 

Kogo spośród ponad 130 wykonawców, grających w tym roku – aż w 15 miejscach – na pewno warto wyróżnić?

Czasem spotykam się z zarzutami, że na naszej stronie internetowej zespoły, występujące na festiwalu są ułożone alfabetycznie. W przypadku Enea Spring Break to zabieg jak najbardziej celowy, ponieważ nie chcemy nikogo wyróżniać. Oczywiście, siłą rzeczy, koncerty na placu Wolności zawsze przyciągną większą publiczność niż te, które odbywają się w małych klubach, tego nie da się uniknąć. Należy jednak pamiętać, że nasz festiwal nie jest konkursem. Wiele osób pyta, co można wygrać biorąc w nim udział. To nie jest też przegląd w stylu Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu czy jarocińskich Rytmów Młodych. U nas „wygrać” może każdy, wszystko zależy od samych zespołów, bowiem to one, dzięki udanemu koncertowi, decydują o formie swojej nagrody. W jednym przypadku może to być pierwsza trasa po Polsce, w drugim – występ na innych festiwalach, w trzecim – podpisanie atrakcyjnego kontraktu płytowego...

 

Występy debiutujących zespołów będą sąsiadować z warsztatami i panelami z udziałem menadżerów oraz przedstawicieli wytwórni płytowych i festiwali. Co w tym roku znalazło się w programie części konferencyjnej?

Na pewno warto zwrócić uwagę na spotkanie z Arturem Rojkiem, który przecież jest nie tylko muzykiem, ale również dyrektorem artystycznym katowickiego OFF Festivalu. Myślę, że możemy liczyć na ciekawą dyskusję o ubiegłorocznej edycji tej imprezy. Dla organizatorów była ona bardzo trudna - w ostatniej chwili okazało się, że kilka jej gwiazd jednak nie weźmie w niej udziału. W naszym programie znalazło się również wiele spotkań, dotyczących problemów, z jakimi borykają się debiutanci.

Szczególnie chciałbym tu wyróżnić panele, doświadczonego w tym zakresie Instytutu Adama Mickiewicza oraz Związku Producentów Audio-Video. Będzie też ciekawa dyskusja prawna o tym, gdzie kończy się dozwolona inspiracja cudzym utworem, wykład przedstawicieli Stowarzyszenia Autorów ZAiKS pt. „Jak zarabiać przez organizacje zbiorowego zarządzania?” czy rozmowa na temat promocji muzyki poprzez film, serial lub reklamę. Ta ostatnie spotkanie jest o tyle ważne, że młodzi muzycy często zapominają o tym, że poza płytami i koncertami istnieje jeszcze wiele innych możliwości, by zaistnieć i – koniec końców – zarobić.

 

Przed organizacją pierwszej edycji Spring Break jeździliście po Europie, by podejrzeć funkcjonowanie dużych festiwali tego typu. Jak na ich tle wypada obecnie Wasza impreza?

Nie ma w Europie drugiego takiego festiwalu showcase′owego, który tak mocno koncentrowałby się na lokalnej scenie. Organizatorzy tego rodzaju imprez zazwyczaj zapraszają artystów z całego kontynentu, co sprawia, że siłą rzeczy stają się one do siebie bardzo podobne. My również zapraszamy zagraniczne zespoły, organizujemy nawet dedykowane cykle showcase`owe – w tym roku z udziałem wykonawców z Francji i Skandynawii – jednak 90 procent programu to koncerty polskich artystów. Natomiast jeśli chodzi o kwestie produkcyjne, to sądzę, że nie musimy mieć wielkich powodów do kompleksów w stosunku do reszty Europy. Wciąż natomiast chcemy się uczyć i rozwijać, więc ten europejski kierunek obserwujemy.

 

Jaką drogą pójdzie Wasz festiwal w kolejnych latach?

Mamy wiele pomysłów, dotyczących nowych miejsc. Pamiętajmy, że Spring Break to festiwal, który w ciągu zaledwie trzech lat rozrósł się jak chyba żaden inny w Poznaniu. Podczas pierwszej edycji naszą największą przestrzenią koncertową była Sala Wielka w CK Zamek. Rok później takim miejscem był Dziedziniec Różany, a w kolejnym już plac Wolności. To jest przeskok z 900 miejsc do 5 tysięcy. W ramach tegorocznej odsłony postanowiliśmy trochę przyhamować, „bawić się” tymi przestrzeniami, którymi już dysponujemy. Wciąż jednak istnieje wiele miejsc w centrum miasta, które potencjalnie można zagospodarować na potrzeby kolejnych edycji.

 

Enea Spring Break Showcase Festival & Conference 2017 odbędzie się w Poznaniu od 20 do 22 kwietnia.

 

TOMASZ WAŚKO – urodził się w 1984 roku w Pile. Z wykształcenia prawnik, od 2008 roku pracuje w Agencji Go Ahead, od 2014 roku jest jednym ze współorganizatorów festiwalu Enea Spring Break. W przeszłości związany także z Radiem Afera oraz serwisem Porcys.com

 

CZYTAJ TAKŻE: Ekstazy, orgazmy i toasty. Wystawa Macieja Olszewskiego „Sygnalista” w Galerii TAK

CZYTAJ TAKŻE: Winna Góra – nowa wizytówka Wielkopolski

CZYTAJ TAKŻE: Kościół myślący. Zamek czyta” – spotkanie z Zuzanną Radzik