fot. Anna Małkowicz

Mikrohistorie nostalgii

Wystawa „Historia konińskiego undergroundu” mogła budzić niedosyt i dawać poczucie niewykończenia. Jednak spełniała swą funkcję – ogniskowała pamięć, prowokowała do opowiadania dawno zapomnianych miejskich mikrohistorii i legend.

„Nie próbuj wymyślać czegoś niegrzecznego i niegrzesznego zarazem, bo i tak «podziemia» nie wymyślisz. Zanim tu przybyłeś, underground już tu był. Był też w tobie. Przecież ludzie i ziarna tutaj posiane nie rodzą kwiatów, cukierków i limuzyn, tylko rodzą prąd; potem idziesz z tym prądem albo idziesz pod prąd. Underground: nie musisz odróżniać tego, co niegrzeszne od tego, co niegrzeczne, wystarczy, że tu dorastałeś” – czytamy w tekście przewodnim Jacka Wanata do wystawy „Historia konińskiego undergroundu”.

ZBYT AMBITNIE?

Przemysłowe miasto, pod koniec PRL-u. Optymizm, wizja, prosperity, które zmieniły Konin z małego, byłego sztetla w prawie stutysięczne miasto, wyczerpały się. Szachownica ulic i rytm blokowisk przestawały kojarzyć się z racjonalnym projektem, porządkiem i postępem, a szczególnie młodych uścisnęły jak pręty klatki.

Późne doświadczenie PRL-u: schyłkowość, zamknięcie i horyzont wyobraźni zagospodarowany przez brak przyszłości dobrze współgrał z rodzimą mutacją punkowej czy szerzej kontrkulturowej, przesuniętej w czasie rewolucji. Tylko że była ona w pewnym sensie (kontr)rewolucją, raczej odmową udziału w społeczeństwie, które legitymizowało się dawno zapomnianymi i recytowanymi na nudnych akademiach opowieściami o rewolucjach i partyzantach, a nie entuzjastyczną opowieścią o wizjach nowych światów.

Nastrój ten, unikalny i bardzo efemeryczny, dał się odnaleźć podczas wernisażu wystawy nazwanej odrobinę zbyt ambitnie „Historia konińskiego undergroundu”. Wydarzenie to odbywało się w pałacu Reymonda, tymczasowej siedzibie projektu artystycznego Wczasy w Koninie.

GRZECZNI I GRZESZNI

Na wydarzenie składały się: wystawa starych zdjęć, głównie z późnych lat 80., mała kolekcja plakatów koncertowych od lat 80. po 90. oraz koncert zespołu Blimp (Radosław Dziubek, Jacek Wanat z gościnnym udziałem saksofonisty Michała Giżyckiego), pierwszego w Polsce zespołu postrockowego, reaktywowanego w starym składzie po 24 latach.

 

Blimp, który debiutancki materiał – kasetę – wydał w legendarnej wytwórni Obuh Records, zdołał odcisnąć swój ślad nie tylko na polskiej, ale i międzynarodowej scenie undergroundowej.

Wernisaż wystawy „Historia konińskiego undergroundu” był bardzo specyficzny, gdyż eksponatami częściowo była sama zgromadzona publiczność. Na wystawie i koncercie pojawiły się osoby, które wspominały swoją undergroundową przeszłość, część z nich z nostalgią i zadziwieniem rozpoznawała się na czarno-białych zdjęciach. Oczy publiczności zwrócone było równie często na wyeksponowane w czterech pomieszczeniach zdjęcia, jak i na siebie nawzajem.

 

Część osób przyszła „policzyć się”, sprawdzić, kto ze „starej załogi” także przyjdzie na wystawę. Spotkania te oprócz nostalgii podszyte były atmosferą majowych „zaduszek” – wspominano tych, dla których burzliwe spotkania z kontrkulturowym życiem skończyły się tragicznie. Czarno-białe przypomnienie tych, którzy nie poradzili sobie z nałogami, życiowymi trudnościami i zakrętami, przypominały, że kontrkulturowe eksperymenty nie były jedynie zabawami.

 

„Mentalnie zanurzeni w Peerelu słuchaliśmy muzyki – nieważne jakiej – najlepiej takiej, której nie lubili rodzice i nauczyciele, żeby tylko pod prąd. Marzenia i dziwne pomysły, pasje, miłości, poszukiwanie sensu i szaleństwo, wino w piwnicy po rekolekcjach, betonowe przyjaźnie i noce nieprzespane, śmiech i dramaty. Intelektualna mordownia. Chcieliśmy być grzeczni i grzeszni zarazem. Codzienność Konina – czysty underground; wszyscy byliśmy jego beneficjentami” – czytamy we wprowadzeniu do wystawy.

POWIDOKI PAMIĘCI

 

Sama wystawa w swej skromności mogła budzić niedosyt i poczucie niewykończenia. Jednak spełniała swą funkcję, ogniskowała pamięć, prowokowała do opowiadania dawno zapomnianych miejskich mikrohistorii i legend.

Wystawa „Historia konińskiego undergroundu”, fot. Anna Małkowicz

Lokalny charakter wydarzenia powodował, że było ono dość hermetyczne, niosło inne znaczenia dla tych, którzy na fotografiach mogli odnaleźć siebie czy znajomych, inne dla tych, którzy oglądali je jak obrazki z podróży do obcego, egzotycznego miejsca i kraju.

Fryzury, swetry, nazwy zespołów, instytucje, które użyczały rodzącemu się undergroundowi swych progów – jak Młodzieżowy Dom Kultury czy wnętrza KDK – to wszystko powidoki przeświecające przez współczesny Konin, o których pamięć wyblakła, a ich znaczenia się ulotniły.

Tym, co uderza, jest także zadziwiająca z dzisiejszej perspektywy nieobecność kobiet. Zespoły, podpieranie murów i wysiadywanie ławek podczas popijania taniego wina to świat dość zmaskulinizowanej rozrywki. Warto jednak dodać, że na wystawie kobiece bohaterki, choć w mniejszości, były reprezentowane. Wystawa przypomniała też swoistą czasowość „bezczasu” średniego miasta gdzieś między późnym PRL-em a przejściowością lat 90. Zdjęcia pozwoliły na nowo przypomnieć dni spędzone na powolnych obchodach miasta, niekończących się rozmowach i lokalnych koncertach.

 

Wystawa „Historia konińskiego undergroundu” nie dawała ani pełnego przekrojowego obrazu późnego PRL-u i konińskiego undergroundu, ani też nie przedstawiała jego systematycznej historii.

Wystawa „Historia konińskiego undergroundu”, fot. Anna Małkowicz

Jej wyrywkowość, pewna przygodność, dość subiektywny dobór bohaterów i tematów – to wszystko powodowało, że fotografie, plakaty, kilka obrazów jednego ze znanych konińskich „undergroundowców” stały się sondą zapuszczoną w przeszłość.

Nie dostaliśmy pełnego przekrojowego obrazu, panoramy, uporządkowanej „historii konińskiego undergroundu”, ale w zamian czuliśmy się raczej jak pasażerowie batyskafu, który zanurzył się w odmętach czasu, a my przez małe, częściowo zaparowane szyby spoglądamy na fragmenty zatopionej krainy.

 

„Piękne, okropne i dziwne miejsce, i jeszcze dziwniejsze czasy. Ale między miłością i nienawiścią jest miejsce dla szacunku… albo chociaż westchnienia na wspomnienie”.

Wystawa „Historia konińskiego undergroundu” pokazała wymownie, że może stać się przyczynkiem do napisania, zarchiwizowania i wyeksponowania całościowej, przekrojowej mikrohistorii konińskiego undergroundu.

Mimo że bohaterowie zdjęć znajdujący się w tym dziwnym czasie pomiędzy PRL-em a późniejszymi przemianami często deklarowali wprost przywiązanie do idei „no future”, warto byłoby, aby nie mieli poczucia „no past”.

 

„Historia konińskiego undergroundu”, organizatorzy: Wczasy w Koninie i Pałac Reymonda, 24 maja 2019.

 

CZYTAJ TAKŻE: (Samo)zamknięcie w chorobie. Wystawa „Choroba jako źródło sztuki” w Muzeum Narodowym w Poznaniu

CZYTAJ TAKŻE: Odzyskiwane. O wystawie „Damy Reymonda” w ramach festiwalu Konin Miasto Kobiet 

CZYTAJ TAKŻE: Polak globalny („Joseph Conrad i narodziny globalnego świata”)