fot. Michał Sita

Na koziołka trzeba dać! Zapusty w Przygodzicach

Prawie 300 osób bawiło się na zapustach w Przygodzicach, wiejskiej gminie na południu Wielkopolski. Gości witała „Kukułeczka”, wygrywana przez duet skrzypcowo-akordeonowy, ale głównym punktem programu było pojawienie się kozła wraz z grupą przebierańców.

„Prosimy bardzo, prosimy do środka! Dobry wieczór panie Andrzeju, witam pani Danuto!” – tak Robert Kaczmarek, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Przygodzicach witał przybywających na zapusty gości. Sala domu kultury – na co dzień sportowa – w sobotni wieczór, na jedną noc, zmieniła wystrój na karnawałowy, goszcząc blisko 300 gości, którzy zapragnęli hucznie i z ludowym przytupem pożegnać karnawał.

Muzyka rozbrzmiewała od samych drzwi, wtórując powitalnym grzecznościom. Duet skrzypcowo-akordeonowy bawił ludową melodią „Kukułeczka”, a także popularnymi utworami muzyki biesiadnej.

Kiedy goście zasiedli przy stołach, na parkiet dumnym krokiem wszedł barwny korowód, złożony z członków Zespołu Pieśni i Tańca „Przygodzice”, dając w ten sposób znak, że zapusty rozpoczęte. Od tej pory tańce i wesoła zabawa nie miały końca.

Na początek poszedł krakowiak, żywy i dynamiczny. Potem były suita tańców kaszubskich i śpiewanie popularnej wyliczanki – nutek kaszubskich. Pokazy taneczne przeplatano konkursami, nawiązującymi do ludowych tradycji strzelania z bata, czy darcia pierza. Darcie pierza było kiedyś powszechnym zajęciem wiejskich gospodyń w czasie zimy, spędzano przy nim długie wieczory, śpiewając ludowe pieśni. Jak się okazało, nieźle radzą sobie z tą czynnością także mężczyźni, czego najlepszym dowodem był Grzegorz Słowiński – zwycięzca konkursu, a jednocześnie jedyny mężczyzna wśród uczestników. Największe wrażenie na zgromadzonych wywarł kujawiak i oberek w wykonaniu Agaty i Kamila Niedzielskich, pełen choreograficznej finezji, zrozumienia każdego gestu, podparty dobrą techniką, a przy tym naturalny i swobodny.

Głównym punktem programu było pojawienie się kozła wraz z grupą przebierańców, stałych postaci wiejskiego dell’arte. Ich przybycie rozpoczęło obrzęd, zwany w Wielkopolsce nie tylko zapustami, ale także podkoziołkiem. Nazwa związana jest z pewnym obyczajem, kiedyś na wsiach bardzo powszechnym. Pod koniec karnawału panny, którym los poskąpił szczęścia w zamążpójściu, składały ofiarę, rzucając pieniądze pod figurkę kozła, co miało zapewniać im rychłe małżeństwo. Dziś, niezależnie od płci i stanu cywilnego, daje się pieniądze koziołkowi, żeby zapewnić sobie pomyślność. Tak właśnie było w Przygodzicach.

Kultywowanie starych, ludowych tradycji jest coraz rzadsze, każda tego typu inicjatywa jest niezwykle cenna – nie tylko integruje lokalną społeczność, ale pokazuje też dbałość o przekazywanie tradycji młodszym pokoleniom. W Przygodzicach zapusty okazały się świetną okazją do promocji tutejszych artystów – znakomitego Zespołu Pieśni i Tańca. Przygodziccy tancerze w sierpniu wezmą udział w największym europejskim festiwalu kultury ludowej, który odbędzie się w szwedzkim miasteczku Helsingborg.

Pobyt w Przygodzicach, mimo wielu dobrych wrażeń, pozostawił pewien niedosyt. Zabrakło mocniejszego podkreślenia lokalnego kolorytu, wielkopolskich tańców, pieśni mięsopustnych, wiwatów, przodków i chodzonych. Może w przyszłym roku uda się je włączyć do programu zapustów?