fot. Mariusz Forecki

Najważniejsze to nie stać w miejscu!

Często podejmowane przez nas alternatywne inicjatywy nie są intratne, ale nie o to w tym chodzi. To miejsce ma żyć, być przestrzenią dla ludzi, pomagać im rozwinąć skrzydła, dlatego często wypływamy na różne, nawet nieznane nam wody – mówią Aleksandra Sudolska i Jakub Tachasiuk, twórcy poznańskiego klubu Schron.

SEBASTIAN GABRYEL: W mądrych słownikach przeczytałem, że schron to „zamaskowany obiekt przeznaczony do ostrzeliwania wroga, ochrony wojska i sprzętu” lub „pomieszczenie przystosowane do ochrony ludności cywilnej przed bombardowaniem w czasie wojny”. Po co miałbym chować się w waszym Schronie w czasie względnego pokoju?

ALEKSANDRA SUDOLSKA: Sprawdź nasz kalendarz od września, a znajdziesz odpowiedź [śmiech].

JAKUB TACHASIUK: Oczywiście, po naszej rewitalizacji, wraz z nowym życiem Schron otrzymał nową funkcję, bardzo daleką od tematów zbrojnych. Jednak uważamy, że wciąż możesz się w nim schronić! Może niekoniecznie przed wojną konwencjonalną czy ostrzałem – raczej przed wojną informacyjną, nieustannym bombardowaniem newsami, codziennością, która narzuca ci ramy. Prawdopodobnie nasze mury nie poradziłyby sobie z nowoczesnym orężem wojennym, jednak z siecią komórkową i internetem mobilnym wciąż radzą sobie świetnie [śmiech]. W tym ujęciu to miejsce wciąż postrzegamy jako azyl.

 

Na swojej stronie internetowej piszecie, że Schron to miejsce, w którym „historia, sztuka i muzyka zataczają koło”. Opowiedzcie coś więcej o tej relacji.

AS: Zawsze stawialiśmy na eklektyzm i taki też jest nasz program. Schron to niesamowite miejsce ze względu na swoją historię, dlatego pragniemy ją podkreślać. To dla nas ważne, by nie zrywać z korzeniami, ale tworzyć ciągłość.

Klub muzyczny Schron w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

Klub muzyczny Schron w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

JT: To miejsce traktujemy trochę jak stanowisko archeologiczne (w ramach współpracy ze stowarzyszeniami miłośników historii fortyfikacji). Powstało parę publikacji traktujących o dawnym schronie łączności węzła kolejowego. Musieliśmy również przeprowadzić badania z przyczyn formalnych, by dostosować to miejsce do nowej funkcji.

AS: Staramy się brać udział we wszystkich wydarzeniach o tematyce historycznej: Dniach Twierdzy Poznań, indywidualnych oprowadzaniach z przewodnikiem czy prelekcjach weteranów, które kiedyś miały u nas miejsce. Nigdy nie odmawiamy takim inicjatywom. Poza tym jestem absolwentką historii i jej pasjonatką, więc jak mogłoby być inaczej [śmiech]. Sztuka to już nasza ambicja, szczególnie moja.

JT: Moja też! [śmiech]

AS: Często podejmowane przez nas alternatywne inicjatywy nie są intratne, ale nie o to w tym chodzi. To miejsce ma żyć, być przestrzenią dla ludzi, pomagać im rozwinąć skrzydła, dlatego często wypływamy na różne, nawet nieznane nam wody: wernisaże, spektakle teatralne, performance, warsztaty, LARP-y, prelekcje czy pokazy filmowe. Lubimy mówić, że w Schronie wszystko może się zdarzyć [śmiech].



Dotyczy to też muzyki, bo Schron jest otwarty na różne gatunki, nasze cykle są bardzo różnorodne, tacy właśnie staramy się być. To chyba ważne, by się nie zastać, chcemy być otwarci, by nic nie przegapić.

Jesteśmy pasjonatami, więc często satysfakcjonuje nas samo działanie. Z miłości do Schronu chcemy, by odbywało się w nim jak najwięcej różnych realizacji, a jeśli są eklektyczne, z pogranicza różnych dziedzin, to już w ogóle! Warunek jest jeden: ciekawy pomysł i jakość. Tym samym od września ruszamy z nowym cyklem wydarzeń inicjowanych przez środowiska teatralno-taneczne: improwizowanych performanców łączących muzykę instrumentalną i elektroniczną, taniec, grę aktorską i zobaczymy co jeszcze. Jest pewna nisza, którą chcemy zapełnić.

 

Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, jednak schron wydaje się miejscem z zasady trudnym do zagospodarowania pod klub. Jak przebiegały prace nad adaptacją tego miejsca? Co z akustyką?

JT: Jeżeli chodzi o dostosowanie, to akustyka była najmniejszym problemem. Najistotniejsze są proporcje pomieszczenia – te akurat nasza największa sala ma niemal podręcznikowe! Następnie wykończenie ścian – do tej pory udało się znacznie poprawić ich stan, aczkolwiek przed nowym sezonem chcemy zrobić to jeszcze lepiej. Na każdym wydarzeniu obecny jest akustyk, który poprawia sytuację na bieżąco, przemykając wśród ludzi z tabletem.

Klub muzyczny Schron w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

Klub muzyczny Schron w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

Prawdziwym wyzwaniem, jeśli chodzi o przystosowanie budynku, były kwestie formalne oraz ochrony przeciw pożarowe. Kiedy prosiłem o poradę, koledzy po fachu pukali się w czoło, często twierdząc, że w naszym kraju takie dostosowanie jest wręcz niemożliwe. Jak widać, nie mieli racji, choć niewiele minęli się z prawdą. Obiekt wymagał wykonania mnóstwa dokumentacji, ekspertyz, rysunków, a nawet przeprowadzenia symulacji komputerowej CFD, sprawdzającej każdy możliwy scenariusz pożarowy.

 

Gdy pierwszy raz pojawiłem się w urzędzie miejskim skonsultować kwestie dostosowania, usłyszałem, że owszem, obiekt figuruje w planach miejskich, ale jako… parterowa, dawna fabryka rowerów. Pozdrawiam z drugiego piętra budynku [śmiech].

Chciałem jednak podkreślić, że dla mnie występowanie w roli inwestora, projektanta, wykonawcy-budowniczego było niezwykłym i cennym doświadczeniem. Od przeczesywania okolicznych piwnic i podziemi w poszukiwaniu przyłączy aż po wywiercenie otworu w żelbetowym stropodachu (grubym na trzy metry!) przy użyciu wiertnicy górniczej i sprowadzenie kilkutonowego, betonowego cylindra z dachu na parter. To była przygoda życia.

 

Choć w świadomości większości poznańskich imprezowiczów Schron kojarzy się głównie z undergroundowym techno, to wasz program jest dość eklektyczny. Czym sugerujecie się przy układaniu programu?

AS: Interesuje nas to, co jest dobre. Ważni są ludzie i ich zajawki. To, że ktoś potrafi przedstawić nam swój pomysł z pasją. Nie musimy się na tym znać, a nawet lubić – chcemy dać temu szansę. To, że w Schronie gramy głównie muzykę elektroniczną (wcale nie zawsze techno) jest konsekwencją tego, że to jest nasza pasja i na tym się znamy. Jednak nie ograniczamy się wyłącznie do tego.

JT: Warto wspomnieć, że nasz największy gig to wcale nie elektronika, ale… punk rock! Mam na myśli koncert Die Toten Hosen.

AS: Najważniejsze to nie stać w miejscu!

Czy bywalcy Schronu to nie tylko „młodziki”, ale weterani, pamiętający choćby pierwsze balangi w Post Dali?

AS: Na pewno. Przedział wiekowy mamy szeroki, jednak nie niższy niż 21 lat. Mamy fanów wśród studentów, ale też wśród „poukładanych” lub mniej [śmiech] trzydziestolatków.

JT: Czterdziestolatków też, a nawet pięćdziesięciolatków i sześćdziesięciolatków [śmiech].

 

Jakiś czas temu ktoś powiedział mi, że więcej do Schronu nie pójdzie, bo kiedyś na wejściu zakleiliście mu aparat w smartfonie i zrobiliście przesłuchanie ze znajomości muzyki. Chcieliście zrobić w Poznaniu drugie Berghain? [śmiech]

AS: Zacznijmy od początku. Zaraz po tym jak „odkurzyliśmy” Schron  opuszczony  25 lat temu, zaczęliśmy robić tam małe imprezy dla znajomych, następnie znajomych znajomych, i tak to się rozrastało. Atmosfera w środku, choć może dziwnie to zabrzmi w tym kontekście, była dość kameralna. Wprowadziliśmy zasady, które mają na celu zapewnienie w środku takiego klimatu, o jaki nam chodzi. 


Nie chcemy przypadkowych ludzi, którzy wchodzą tylko po to, żeby się napić lub znaleźć okazję.

Klub muzyczny Schron w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

Aleksandra Sudolska i Jakub Tachasiuk, klub muzyczny Schron w Poznaniu. Fot. Mariusz Forecki

Czy to inspiracja z Berlina czy Londynu – w życiu opieramy się na swojej wiedzy i doświadczeniach, a to zawsze przychodzi z zewnątrz. Nasi selekcjonerzy mogą poprowadzić rozmowę w dowolny sposób, dobierając metodę odpowiednią do klienta, by sprawdzić, czy intuicja podpowiada im odpowiednią decyzję. Czasem sprawdzają, czy ktoś przychodzi z dobrym nastawieniem, czy jest agresywny, czy wie, gdzie idzie. I tutaj każdy „small talk” służy jako wytrych. Sama jestem kobietą i wiem, co oznaczają nachalni goście, których ostatnim celem jest słuchanie muzyki.

JT: Tu podpisuję się jako mężczyzna – sam również zostałem dość nachalnie potraktowany przez kobietę [śmiech].

AS: Na szczęście w naszej kulturze takie rzeczy zdarzają się rzadko. To był jeden z głównych powodów, zaraz po muzyce, dlaczego zaczęłam chodzić na te imprezy – święty spokój dla mnie i mojego męża [śmiech]. A wracając do zasad, to zalepianie telefonów ma służyć tylko i wyłącznie naszym gościom. Po pierwsze, zapewniamy im prywatność, dzięki czemu mogą czuć się u nas swobodnie. Po drugie, eliminujemy świecące po oczach i psujące zabawę ekrany na parkiecie. Z drugiej strony, odmawiamy sobie nośnika promocji, jakim są Instastory i zdjęcia z imprez, ale my do wielu spraw podchodzimy ideowo.

Całe szczęście, że wraz ze wzrostem poziomu imprez w Poznaniu, wzrasta też świadomość wśród publiki. Bardzo nad tym pracowaliśmy. Zero zniżek, selekcja, no photo – jak często to wywołuje oburzenie… Jednak, jeśli chcemy trzymać poziom i uczciwie płacić artystom, technikom, dekoratorom czy innym osobom zaangażowanym w realizację imprezy, to nie możemy pozwolić sobie na zniżki czy promocję typu „lista FB free”.

 

Nie ma wątpliwości, że był czas, kiedy Poznań można było określić stolicą polskiego techno. Jak jest teraz?

AS: Myślę, że od kiedy rynek się rozwinął i powstał nasz „trójkąt”, czyli Schron, Tama i Projekt LAB, to Poznań znów ma szansę, by zdobyć ten tytuł. Chociaż rosnąca popularność gatunku w całym kraju również cieszy. W wielu miastach powstały nowe kluby, nawet w tych mniejszych. Nie chcę oceniać, kto jest bardziej techno, a kto mniej. Róbmy swoje, nie rozglądając się na boki.

Jak kształtuje się przyszłość Schronu?

JT: Na pewno jeszcze wiele pracy przed nami. Schron ma wciąż wiele do odkrycia. Sam myślę o tym miejscu trochę jak o kalendarzu adwentowym – z biegiem czasu odkrywamy coraz więcej, udostępniamy nowe pomieszczenia, wprowadzamy usprawnienia, nowe pomysły. Grunt to się nie zatrzymywać, bo zawsze można zrobić coś lepiej. Kto wie, może jest w Schronie miejsce na trzecią scenę?

Klub muzyczny Schron w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

Aleksandra Sudolska i Jakub Tachasiuk, klub muzyczny Schron w Poznaniu. Fot. Mariusz Forecki

Mamy nadzieję, że nowy sezon pokaże Schron w nowym, lepszym wydaniu – parę miejsc pewnie będzie nie do poznania nawet dla starych, schronowych weteranów. Coraz śmielej staramy się wychodzić ze swoimi inicjatywami również na zewnątrz. Latem można nas znaleźć w opuszczonych, choć nietuzinkowych miejscach. Mamy w zanadrzu sporo szalonych pomysłów, o których lubimy myśleć nie na zasadzie „czy”, ale „kiedy”.

AS: Schron ma wielki potencjał, wciąż mamy wiele pracy, ale to prawda – nadchodzą wielkie zmiany,  w strukturach, funkcjonowaniu i samym wyglądzie. Myślę, że wszyscy będą zaskoczeni. Najważniejsze to pozostać elastycznym i reagować dynamicznie na zmieniające się warunki.

Na koniec pytanie natury technicznej, bo docierają do mnie sygnały, że niektórzy wciąż nie wiedzą jak się do was dostać – idziemy ulicą Kościuszki, a potem…?

JT: A nie powiesz nikomu? [śmiech]

AS: Przed wieżą Uniwersytetu Ekonomicznego należy skręcić w lewo i po około pięćdziesięciu metrach pojawi się wnęka, a w niej metalowe drzwi. To wrota do Schronu.

CZYTAJ TAKŻE: Techno to muzyka przyszłości. Rozmowa z Mariuszem Zychem

CZYTAJ TAKŻE: Wszystkie Rzymy prowadzą do Meskaliny. Rozmowa z Benkiem Ejgierdem

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #14