fot. Mariusz Forecki

Techno to muzyka przyszłości

„Na występie duetu SHXCXCHCXSH pojawił się szesnastoletni chłopak na wózku inwalidzkim, którego mama przywiozła czterysta kilometrów samochodem, bo zawsze chciał usłyszeć ich na żywo. Chyba właśnie wtedy pierwszy raz poczułem, że LAB to nie tylko imprezy…” – mówi Mariusz „Zariush” Zych, poznański DJ, promotor i booking manager klubu Projekt LAB.

SEBASTIAN GABRYEL: Czym tak naprawdę jest Projekt LAB? Bo na pewno nie tylko klubem…

MARIUSZ „ZARIUSH” ZYCH: Na naszych drzwiach widnieje lekko wytarty już napis „Przestrzeń doświadczalna i eksperymentalna”, a w klubie dzieje się wiele różnych rzeczy – od imprez obejmujących całe spektrum dzisiejszej muzyki elektronicznej po rapowe koncerty. Można też wpaść na sesję dla producentów czy zajęcia ze scratchu.

 

Na piętrze znajduje się studio muzyczne, pracownia kreatywna, a także showroom „Fashion Dealers” i liga futbolu stołowego.

W czwartki młodzi DJ-e mogą spróbować swoich sił z profesjonalnym sprzętem. Właściwie każdy pomysł z zakresu sztuki, muzyki czy technologii może być u nas w jakiejś formie zrealizowany.

Jednak Projekt LAB to przede wszystkim niesamowici ludzie. Potrafią zjednoczyć się podczas akcji remontu mieszkania siedemdziesięcioletniego klubowicza, zebrać największą kwotę w Polsce podczas serii imprez charytatywnych, wspierać się jak prawdziwa rodzina po stracie jednego z „laborantów”. Za kulisami też dzieje się wiele, choćby prace ze sztuczną inteligencją czy planowanie rozwoju wytwórni muzycznej. Ale o tym więcej szczegółów wkrótce…

 

Projekt LAB, Schron i od jakiegoś czasu Tama – to obowiązkowe miejscówki na weekend dla każdego poznańskiego fana muzyki klubowej. Czym wyróżnia się wasz klub od reszty wymienionych?

Klub Projekt LAB, Mariusz Zych. Fot. Mariusz Forecki

Na pewno eklektyzmem. Naprawdę tutaj możesz przychodzić co tydzień i trafiać na wydarzenia muzyczne w zupełnie innym klimacie. Stawiamy też na regularne cykle, z których każdy ma inną narrację, a czasem też zupełnie zmienia przestrzeń dekoracjami.

 

Nie chcemy robić wydarzeń na zasadzie „wielkie nazwisko w naszym klubie”. To nie sztuka zaprosić kogoś z „topki”, a potem szczycić się klubem wypełnionym po brzegi.

Często sięgamy po artystów, którzy występują po raz pierwszy w Polsce. Wychwytujemy też muzyków, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki, a dopiero dwa, trzy lata później osiągają „peak” popularności. Dlatego czasem śmiejemy się, że zaprosiliśmy kogoś za wcześnie i mieliśmy mniej ludzi na tej imprezie.

Nieskromnie powiem też, że od kilku miesięcy Projekt LAB ma najlepszy sound-system w Poznaniu. Jeśli ktoś był u nas pół roku temu, to może się mocno zdziwić.

 

Z pewnością klub widział już tyle, że powstałaby z tego niezła książka. Jakie sytuacje związane z Projektem LAB najbardziej zapadły ci w pamięć?

Zawsze kiedy pada to pytanie, to przypomina mi się historia z występu duetu SHXCXCHCXSH. Na tej imprezie pojawił się szesnastoletni chłopak na wózku inwalidzkim, którego dzielna mama przywiozła czterysta kilometrów samochodem, bo zawsze chciał usłyszeć ten duet na żywo. Jakoś chyba wtedy poczułem pierwszy raz, że to nie tylko „imprezy”. A z mniej poważnych rzeczy – kiedyś poszedłem oddać kurtkę do szatni i się zdziwiłem, kiedy zamiast szatniarza zobaczyłem Sebastiana Wardęgę [popularny youtuber i performer – przyp. red.].

 

Czy nie będzie przesadą powiedzieć, że Projekt LAB może pochwalić się swego rodzaju subkulturą? Widziałem wiele zdjęć z wytatuowanym logo waszego klubu. To musi być budujące.

Rekordzista wśród „laborantów” ma nasze logo wytatuowane na… twarzy. To było dla nas niemałym szokiem, ale otrzymaliśmy wiadomość o tym, jak wiele znaczy LAB dla tej osoby, że poznał w nim miłość swojego życia. To ogromnie budujące!

 

Projekt LAB kojarzy się przede wszystkim z „party hard” – całonocnymi maratonami i imprezami do białego rana. Nie oszukujmy się – gdzieś w tym wszystkim są narkotyki. Jak próbujecie sobie z tym radzić?

Klub Projekt LAB, fot. Mariusz Forecki

Problem używek to temat znacznie szerszy niż sama kultura klubowa, z którą są one tak mocno kojarzone. Do tej pory nikomu nie udało się go skutecznie rozwiązać.

Skrajna prohibicja prowadzi do efektu „owocu zakazanego” i rozwoju półlegalnych alternatyw w postaci dopalaczy, które według naszych obserwacji są największym problemem dzisiejszych czasów. Jasne, na każdej imprezie można dostrzec kilka osób o podejrzanie energicznych ruchach, jednak w realiach polskiego clubbingu najgorszą i najmniej odpowiedzialnie stosowaną używką wciąż pozostaje alkohol. To z osobami pod jego wpływem mamy najwięcej problemów.

Jeśli ktoś źle się czuje, to udzielamy pomocy, a na większych imprezach pojawiają się u nas również wolontariusze ze Społecznej Inicjatywy Narkopolityki, którzy zajmują się edukacją narkotykową, działaniami z zakresu redukcji szkód i promocją bezpiecznego, nocnego życia.

 

Gościcie debiutantów oraz weteranów, producentów i DJ-ów z Polski i zagranicy. W LAB ciągle coś się dzieje, co tylko pokazuje, jak rozległa jest scena muzyki techno. Jak „łowić” z niej tych najbardziej wartościowych artystów? Dla żółtodzioba to może być dość trudne, bo to wciąż mało mainstreamowy gatunek.

Kiedyś każdy był żółtodziobem i pewnie każdy ma też jakieś muzyczne fascynacje z młodości, których dzisiaj się wstydzi. Z pomocą żółtodziobom mogą przychodzić właśnie takie miejsca jak Projekt LAB, bo tylko w ciągu jednego miesiąca można poznać w nim nie tylko artystów techno, ale również reprezentujących scenę house, drum and bass, dubstep, psy trance, EBM, dub czy hip-hop.

 

Skoro jesteśmy już przy gatunkach – większość Janów Kowalskich techno wciąż myli z dance. Jak właściwie scharakteryzować ten gatunek? Powiedzieć o rytmach 4/4 i tempie 128 BPM, to jak nie powiedzieć nic…

Klub Projekt LAB, fot. Mariusz Forecki

Myślę, że powiedzieć, czym jest techno, nie do końca potrafi wielu polskich klubowiczów, a co dopiero biedny, zwykły Kowalski. Wielu niedzielnych melomanów jest w stanie pomylić techno choćby z muzyką tech-house, bo przecież też „łupie”. Szybkie tempo czy prosty rytm są jakimś wyznacznikiem, jednak podanie takiej charakterystyki w kilku słowach jest bardzo trudne.

 

Techno bardzo się rozwinęło, ma wiele odgałęzień, przykładem jest choćby odłam z połamanym bitem, który nieco burzy ten najbardziej oczywisty i ogólny opis.

Podszedłbym do tego tematu bardziej „filozoficznie”, a mniej skupiał się na technicznych właściwościach. Techno miało być zawsze muzyką przyszłości, która przekracza granice. I to właśnie jest dla mnie najbardziej fascynujące – ten nurt ciągle ewoluuje i co jakiś czas pojawia się w nim nowy trend lub powraca stary, lecz podany w zupełnie nowej formie. Można stworzyć coś odtwórczo – zalew identycznych, acidowych, „business techno” kawałków – a można wycisnąć z tego coś nowego, czego jeszcze nikt wcześniej nie robił.

 

Kiedyś Poznań był ważnym miastem na polskiej mapie hip-hopu, dziś mówi się, że dobrze się w nim dzieje na gruncie bluesa i jazzu. Techno to również domena stolicy Wielkopolski?

Jeśli wyznacznikiem tego ma być scena klubowa, to na pewno. Poza Poznaniem, taką liczbę klubów i różnorodność imprez możemy spotkać tylko w Warszawie. Oczywiście stolica ma nieco inny „vibe”, jest jednym z najbogatszych miast Europy. Jednak stolica Wielkopolski wyraźnie wybija się na tle naszego kraju.

 

Cieszy cię sukces Zamilskiej? Można powiedzieć, że wprowadziła techno na polskie salony. Twoim zdaniem to dobra rzecz dla szeroko pojętej „sceny”?

Moim zdaniem to bardzo dobra rzecz, bo na pewno poszerzyła świadomość niejednego Kowalskiego. Niektóre kluby stawiają na elitaryzację swoich gości, przepytują ich z wiedzy o muzyce na bramce, a my zawsze cieszymy się na widok ludzi, którzy dopiero poznają elektronikę. Chętnie pomożemy im w dalszej edukacji, choćby właśnie po złapaniu bakcyla od Zamilskiej. Trzeba pamiętać, że każdy kiedyś pierwszy raz usłyszał muzykę czy wybrał się do klubu.

 

Jakie gwiazdy będziecie gościć w najbliższych miesiącach?

Klub Projekt LAB, fot. Mariusz Forecki

Powoli zbliża się lato, a więc sezon klubowy dobiega końca. Ostatni zagraniczni goście to dubstepowy Darkimh i hardcore’owa Kilbourne.

 

Ptaszki ćwierkają, że LAB będzie jedynym klubem w Poznaniu otwartym latem, więc nie ukrywam, że czujemy presję przygotowania na ten czas ciekawego programu i naszej ogródkowej sceny.

W każdy piątek od czerwca do września (z wyjątkiem imprez WIXAPOL S.A.) podczas imprez Techniküm występować będą najważniejsze postacie polskiej sceny techno. W soboty nie zabraknie też cykli naszych zaprzyjaźnionych promotorów – Dungeon Beats, Czeluść, Muzyka Nieheteronormatywna, Oramics, Verzerrung, Technokracja i wiele innych… Jak zwykle będzie różnorodnie, bo oto chodzi w Projekt LAB.

MARIUSZ „ZARIUSH” ZYCH – poznański DJ, promotor i booking manager klubu Projekt LAB. Współtworzy takie eventowe inicjatywy jak Verzerrung, Projekt Labirynt czy Techniküm. Podczas ostatnich lat swojej działalności na scenie miał szansę zaprosić do Polski i zagrać u boku takich artystów jak Ancient Methods, The Soft Moon, Vatican Shadow, Terence Fixmer, Headless Horseman, Schwefelgelb, Eomac, Codex Empire czy Samuel Kerridge. Łączy brudne i kwaśne techno z industrialnymi brzmieniami, gitarowymi riffami oraz EBM-owymi piosenkami. Oprócz macierzystego Projektu LAB Zariush występował w wielu polskich klubach i na ważnych imprezach muzycznych (np. Instytut Festival, Revive Festival, Dimensions Festival).

 

CZYTAJ TAKŻE: Jesteśmy niemuzykalnym narodem. Rozmowa z Witkiem Łukaszewskim

CZYTAJ TAKŻE: W bocznej ulicy: Gitara w ciemnym zaułku

CZYTAJ TAKŻE: Do zobaczenia na dyskotece! Rozmowa z Bartoszem Papierzem i Jędrzejem Szymanowskim z duetu ABC Przygody