fot. Daniel Adamski

Nie wciskamy suplementów diety

Spotykamy się z opiniami typu: „nie słucham elektro, ale was w samochodzie cały czas”. Jednym z ciekawszych określeń, jakie usłyszałem było, że jesteśmy „elektronicznym Cohenem”. Greta to chyba trochę taki elektro-teatr, mówią Grzegorz Krzyśko i Paweł Zimmerman, twórcy poznańskiego duetu Greta.

Sebastian Gabryel: Co takiego zdarzyło się w pewną grudniową noc 2016 roku w jednej z poznańskich dzielnic?

Grzegorz Krzyśko: Dobrze pamiętam to spotkanie (śmiech). Z Pawłem [Zimmermanem, współzałożycielem duetu – przyp. red.], jego dziewczyną Patrycją [Łukomską – przyp. red.] – artystką i postacią ważną dla Grety i kilkoma innymi znajomymi spotkaliśmy się wtedy w Kisielicach. To było między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. I wtedy Paweł zapytał mnie, czy mógłbym podesłać mu jakieś swoje teksty, a najlepiej byłoby, gdybym jeszcze je nagrał. Wiedział, że – mówiąc dość ogólnie – kiedyś już różne rzeczy okołomuzyczne robiłem.

Wkrótce podesłałem mu pierwszy nagrany przeze mnie tekst. Po krótkim czasie Paweł zrobił do niego muzykę i mi ją wysłał.

 

Tak powstało „Powtarzam”. To było jak rażenie prądem, nie sądziłem, że z nagranego tekstu można zrobić coś takiego.

Stwierdziliśmy, że opublikujemy to w serwisie SoundCloud, by pokazać innym. Chcieliśmy sprawdzić, czy komuś spodoba się to, co robimy. W ciągu miesiąca mieliśmy ponad tysiąc odsłuchań. Zaczęliśmy myśleć o nazwie i padło na słowo „Greta”. Wspomniana Patrycja zrobiła nam logo oraz wszystkie okładki. Z początku ludzie nie mogli skojarzyć, że Paweł i ja robimy coś razem. Pytali: „o co chodzi z tą Gretą?”, „ale to ty tam śpiewasz?”. I to ośmieliło nas, by robić kolejne utwory i publikować dla wszystkich. Od razu otrzymaliśmy dużo miłych i zaskakujących propozycji, wszystko potoczyło się bardzo szybko. Zresztą u niektórych to zaskoczenie trwa do dziś (śmiech).

 

Greta, fot. Piotr Banaszek

Greta, fot. Piotr Banaszek

SG: Greta to „przejście słowa w muzykę i muzyki w słowo”. Jak powinniśmy to rozumieć?

Paweł Zimmerman: To tylko zgrabny slogan reklamowy (śmiech). Niemal każdą piosenkę można tak opisać (śmiech).

GK: Pracujemy tak, że ja nagrywam Pawłowi tekst – czytam go i interpretuję – a następnie Paweł komponuje i aranżuje. Tak jest najczęściej, bardzo rzadko najpierw powstaje muzyka, choć nasz „hit”, czyli „Mów mi tak” powstał do już gotowej muzyki. Słowo może nieść konkretne skojarzenia, musi brzmieć i nie może uderzać w fałszywe tony. Słowo i muzyka stanowią całość, taki amalgamat, jedno idzie w parze z drugim. Do tego jest jeszcze głos, który staje się pewnego rodzaju instrumentem. To jedność.

 

SG: Jak opisałbyś swoją dotychczasową przygodę ze słowem?

GK: Wychowałem się na poezji. Bardzo dużo jej czytałem i wciąż czytam. Czytanie to jeden z moich ważniejszych nałogów (śmiech). Dla mnie słowo zawsze było ważne – jak jest napisane, jak brzmi. Uważam, że ważne jest też odpowiednie wypowiedzenie słów lub milczenie. Jest również tak, że konkretne dźwięki niosą skojarzenia-obrazy i trzeba je złapać w słowa. Poza tym, poezja zawsze była dla mnie inspiracją do tworzenia tekstów, oprócz konkretnych sytuacji realnych bądź wyobrażonych.

 

Kilka tekstów powstało dzięki literaturze i poezji, choć nie zawsze jest to czytelne wprost. Czasem, by napisać tekst, potrzebna jest literatura. Jest Capote, Withman, Kadafis, Pasolini, Białoszewski, Iwaszkiewicz, Wojaczek, Kora, Osiecka, ostatnio Alda Melini.

Teraz czytam doskonałą biografię Zuzanny Ginczanki autorstwa Izoldy Kiec i tam są wspaniałe teksty do wykonania. Ja piszę o tym, co jest dla mnie ważne i jak chcę, aby zostało to opowiedziane. Nad jednym wersem siedzę czasem i kilka dni. Kiedy pojawia się tekst, to pojawia się i rytm, i rym, i odpowiedni ton, tempo. To wszystko dzieje się w twórczej rozmowie z Pawłem. Wykonuję teksty, które on wybiera, jego muzyka jest odpowiedzią na moje słowa. Razem tworzymy nową wypowiedź.

Na marginesie pragnę dodać, że chcę docierać do publiczności tylko z polskimi tekstami. Raz zrobiliśmy wyjątek – utwór „Ty i ja” udostępniliśmy również w wersji angielskiej, dla naszych zagranicznych fanów. Tłumaczenie zrobił nam Maciej Płaza, pisarz i tłumacz, nominowany choćby do nagrody Nike. To wyjątkowa postać w polskiej literaturze.

SG: Nie ma wątpliwości, że dla wielu słuchaczy – nawet zwolenników muzyki elektronicznej – wasza twórczość może być dość „niewygodna”. Po jednej stronie ambient, po drugiej stronie dance… Dla mnie Greta to taki muzyczny oksymoron. Z jakimi reakcjami na waszą twórczość spotykacie się najczęściej?

PZ: Z tego co do mnie dociera, to nasi słuchacze nie czują dyskomfortu, dlatego, że nie potrafią nas jednoznacznie zaszufladkować. W rzeczywistości, jeżeli utwór się podoba, to pytania o styl nie mają znaczenia. Dlatego nie interesuje mnie wygoda słuchaczy, lecz ich zaskakiwanie.

 

To nie jest muzyka na zlecenie, na zasadzie „potrzebuję czegoś à la Daft Punk…” (śmiech). Mogę komponować, nie przejmując się tym, jak ta muzyka będzie zakwalifikowana.

Nikogo nie oszukuję, mieszam style, ale staram się też nie tracić „gretowego” brzmienia, czymkolwiek ono jest (śmiech). Na początku wybrałem pewną konwencję, przyznaję, że dość zachowawczo, ale już drugi utwór „Ulice” jest próbką na zasadzie „czy można więcej?”. I jak do tej pory, to właśnie ten utwór ma najwięcej odsłuchań na wspomnianym SoundCloud (śmiech).

I tak, z tekstu na tekst, z utworu na utwór, staram się poszerzać styl Grety. Niebagatelne znaczenie mają teksty Grzegorza, bo to one stanowią punkt wyjścia. Reszta to to, czego ostatnio słucham, aktualny nastrój oraz odrobina dyscypliny, bo mam świadomość, że Greta nie może nagle wyskoczyć z kompozycją w stylu Karlheinza Stockhausena (śmiech).

Greta, fot. Maciej Krajewski

Greta, fot. Maciej Krajewski

GK: A ja myślę, że określenie „muzyka elektroniczna” może być bardzo mylące. Pojawiło się, ponieważ Paweł dużo w niej pracuje, ale nie to było najważniejsze. Na tym chyba polega i inność, i jakość tego, co robimy, że ten elektroniczny dźwięk wykorzystujemy z moim głosem oraz tekstem, jednak to nie ma nic wspólnego z klasyczną szkołą tego gatunku.

 

Ja prywatnie nawet nie słucham takiej muzyki!

Chcieliśmy stworzyć coś, czego sami będziemy słuchać i co możemy pokazać innym. U nas znaczenie ma wszystko, nawet słowo „ty” wypowiedziane kilka razy. Spotykamy się z opiniami typu: „nie słucham elektro, ale was w samochodzie cały czas” (śmiech). Jednym z ciekawszych określeń, jakie usłyszałem było to, że jesteśmy takim „elektronicznych Cohenem” (śmiech). Greta to chyba trochę taki elektro-teatr (śmiech).

Wiem, że słuchają nas bardzo młodzi i osoby nawet starsze od nas. Muszę też powiedzieć, że na początku najlepszy odbiór Grety był za granicą, z powodu publikowania za darmo. Otrzymywaliśmy już różne niesamowite propozycje, choć niektóre nie mogły dojść do skutku.

 

SG: O jakich mowa?

GK: W listopadzie ubiegłego roku polscy projektanci Hector & Karger jako jedyni z Polski przez pięć dni reprezentowali nasz kraj na Thai Silk Road To The World – wielkich obchodach święta jedwabiu, będącego wydarzeniem objętym patronatem królowej Tajlandii. I do swoich pokazów wykorzystali właśnie nasz utwór „Ty i ja”.

Tymczasem w tym roku zostaliśmy zaproszeni do spektaklu Ewy Kaczmarek pt. „Zabieg” w teatrze Republika Sztuki Tłusta Langusta. Kilka naszych utworów dosłownie w nim zagrało. Muzyka Pawła i moje teksty nabrały nowego znaczenia. Nawet dostałem drobny epizod, co było już wręcz alchemicznym wyczynem. A mówię o tym dlatego, że to właśnie pokazuje, że to, co robimy, może mieć wiele znaczeń.

 

SG: Dwa lata temu wydaliście debiutancki album „Greta”. Zawarte na nim utwory, takie jak „Tańczyć”, „Ty i ja” czy „Pamięć” – bez względu na waszą niechęć do szufladkowania – przypominają mi o starej scenie EBM-u, na której rządziły zespoły pokroju Nitzer Ebb, Front 242 czy Deutsch Amerikanische Freundschaft. Dobrze was rozczytuję?

GK: To raczej pytanie do Pawła. Ja mogę tylko powiedzieć, że nigdy nie wiem, co napiszę i w jaką stronę to pójdzie. To Paweł jest mózgiem tej operacji i mam do niego pełne zaufanie.

PZ: Nie znam wymienionych w pytaniu twórców (śmiech). Bliżej mi do Atari Teenage Riot (śmiech) i całkiem możliwe, że z czasem Greta przybierze bardziej radykalną oprawę muzyczną. Na początku nasze muzyczne inspiracje były – z premedytacją – dość delikatne, parokrotnie zostaliśmy nawet porównani do Kapitana Nemo (śmiech). Zresztą początkowo takie było moje założenie – odniesienia do muzyki z lat osiemdziesiątych.

 

SG: Gdzieś natrafiłem na zdanie, że Greta to „duet znany wielu osobom z tego, że jest nieznany i rzadko występujący”. Skąd w was ta potrzeba tajemnicy? „Enigmatyczna” to chyba najczęstsze określenie, jakie pada przy okazji informacji o muzyce Grety.

GK: Greta Garbo całe życie chroniła swoją prywatność i szybko zakończyła światową karierę. Miała w sobie taki rodzaj tajemnicy i powściągliwości, które mnie fascynuje. Nie musiała wiele pokazywać, by wzbudzać zainteresowanie.

 

My chcemy dotrzeć przez naszą muzykę i tekst, a koncert to dla nas spotkanie z tymi, którzy chcą z nami rozmawiać i nas poznać, my chcemy im pokazać, co nam chodzi po głowie.

Chcemy pokazać taki, a nie inny rodzaj wrażliwości i – jak mówi Olga Tokarczuk – „czułości”. Jeśli ktoś podchodzi do mnie po występie i mówi, że płakał ze wzruszenia, to czego ja mogę chcieć więcej? To chyba największa nagroda…

I to nie jest kokieteria. Nas to zaskakuje zawsze.

 

SG: Czy jednak można powiedzieć, że jesteście projektem głównie studyjnym?

Greta, fot. Piotr Banaszek

Greta, fot. Piotr Banaszek

PZ: Jeszcze cztery lata temu nawet do głowy by mi nie przyszyło, że dojdziemy z Gretą do tego punktu. Przecież to była jedna rozmowa… I poszło. Ludzie, którzy nas słuchali, domagali się koncertów. Poza tym wykonywanie utworów z muzyką elektroniczną rządzi się innymi prawami niż gra w zespole z muzykami instrumentalnymi. To jest zupełnie inny rodzaj bycia na scenie. Nie planowaliśmy tego.

Pierwszy koncert zagraliśmy po dwóch latach publikowania materiału w internecie. To rozeszło się pocztą pantoflową.

 

Zagraliśmy w czerwcu 2017 roku na strychu kamienicy przy ulicy Żydowskiej, u naszych przyjaciół. Zresztą potem zrobiliśmy tam nasz pierwszy teledysk. Przyszło prawie sto osób.

Było to wydarzenie towarzyskie i muzyczne. Ludzie tańczyli i śpiewali. To dla nas był ogromny impuls do dalszego działania. Nie stoi za nami żadna wytwórnia, nie mamy wielkich kampanii reklamowych, robimy to dla naszej pasji. A to, co robimy, publikujemy bardzo spontanicznie. Nie ma w tym chłodnej, ekonomicznej kalkulacji. Nie wciskamy suplementów diety.

 

SG: Czas na pytanie dotyczące obecnej sytuacji, w jakiej znalazł się cały świat – również kultury. W niektórych kręgach krąży dość kontrowersyjna opinia, że kryzys, jaki dotyka kulturę z racji różnych rządowych obostrzeń na czas epidemii, to niemal zbawienie. Są tacy, którzy twierdzą, że „dobry artysta to głodny artysta”. Co o tym sądzisz?

GK: My zawsze pracujemy w swoich domach. Sami sobie jesteśmy sterem, żeglarzem i okrętem, co czasem bywa trudne. Robimy to, co chcemy i jak chcemy. Każdy z nas ma inne prace. Ja jestem nauczycielem akademickim i robię jeszcze zupełnie inne rzeczy, a Paweł jest muzykiem i malarzem, żyje wyłącznie ze sztuki.

Odwieczne niedofinansowanie kultury widać na każdym kroku. Pieniądze dają niezależność i jak wiemy, potrafią wiele zmienić, również pracę. Wielu artystów, których znam ma teraz naprawdę ciężką sytuację. Państwo powinno im pomóc. W Poznaniu jest zresztą wiele zjawisk artystycznych, które są niezauważane, niepromowane i niedofinansowane.

 

Wcale nie uważam, że dobry artysta to człowiek śpiący na płycie z dykty. Sztuka rodzi się z cierpienia, ale nie przesadzajmy. Wszystko musi mieć równowagę.

To jest pytanie trochę w stylu „mieć czy być”. Ja uważam, że można łączyć jedno i drugie. To też jest sztuka (śmiech). Wyjście na scenę i przygotowanie płyty czy koncertu to jest ciężka i… przyjemna praca. Nie ma znaczenia, że to często jest rozrywka. Wychodząc na scenę, trzeba wiedzieć, co i jak chce się pokazać.

Pieniądze i sztuka to zresztą temat rzeka… Wierna rzeka, która często jest bezbronna… W Poznaniu powstaje wiele interesujących rzeczy, których – mam wrażenie – nie ma w ogólnej świadomości, również dziennikarskiej. Chciałbym, by istniał w tym mieście taki autentyczny ferment artystyczny. Są artyści, pomysły, niezależne teatry, projekty, prace, miejsca, ale właśnie często brakuje tego wsparcia – nie tylko prasowego, ale i finansowego, dobrej atmosfery…

 

Greta, fot. Maciej Krajewski

Greta, fot. Maciej Krajewski

Kultura nigdy nie jest odpowiednio dofinansowywana, ale to właśnie czas pandemii pokazuje, że film, literatura i muzyka pozwalają nam przetrwać.

Pozwalają dosłownie żyć. To, co nas wyróżnia, to właśnie kultura, którą się oddycha jak „bezwirusowym” powietrzem. Nie każdy musi być Mozartem, ale każdy powinien mieć dostęp do sztuki. Czyńmy świat ciekawszym w tych trudnych momentach. Bo czym możemy zaimponować światu? Tylko sztuką lub nauką. Niczym innym. Takie jest moje zdanie.

 

SG: Co do czynienia świata ciekawszym – w tym roku częstujecie nas nowymi utworami zawartymi na maxi-singlu „Lubię to”. To preludium do nowej płyty?

GK: Co prawda singiel powstał z myślą o wspomnianym spektaklu „Zabieg”, w którym Greta pojawiła się muzycznie i fizycznie, ale tak, to prawda, to również zapowiedź nowej płyty. Singiel wydaliśmy 19 marca, jest dostępny na Spotify, iTunes i innych platformach streamingowych.

 

Patrycja Łukomska zrobiła niesamowitą okładkę, wykorzystując zdjęcie Macieja Krajewskiego. Co ciekawe, każda fizyczna wersja okładki jest inna, nie ma dwóch takich samych.

Składaliśmy i sklejaliśmy je krótko przed pandemią. Singiel w wersji fizycznej będzie można zdobyć na naszych koncertach, kiedy już wrócimy do normalnego obiegu. W czasie pandemii powstał też nowy utwór „Jestem”, który również pojawi się na naszej płycie. Pawłowi tak się spodobał, że od razu chciał pokazać go światu. Jest już do posłuchania na SoundCloud!

 

SG: A tak właściwie, to skąd ta Greta?

GK: Skąd? Oczywiście, że z tajemnicy… (śmiech)

 

Greta – poznański duet muzyczny założony przez Grzegorza Krzyśko (słowa i głos) oraz Pawła Zimmermana (muzyka i produkcja) w 2017 roku. W 2018 roku ukazała się debiutancka płyta projektu pt. „Greta”. W 2020 roku pojawił się nowy maxi-singiel „Lubię to”.

 

Posłuchaj Grety!

Tidal

iTunes