fot. Mariusz Forecki

Nieprzepracowana przeszłość wraca

„Chodząc do szkoły w Linzu, mijałem posąg nagiej Afrodyty. To były jeszcze porządne czasy i widok niecodzienny. Dużo później dowiedziałem się, że był to dar Hitlera dla miasta Linz” – opowiadał Martin Pollack w CK Zamek. Spotkanie z austriackim pisarzem i tłumaczem rozpoczęło się od pytań o niewygodną przeszłość. Czy warto przypominać? Czy trzeba pamiętać?

„Topografia pamięci”, najnowsza książka Martina Pollacka, której poświęcone było spotkanie, składa się z esejów pisanych na przestrzeni kilku lat. Podzielona została na trzy części – „Wspomnienia i pamięć”, „Zdjęcia i polityka” oraz „Europejskie regiony”.
W II części znalazł się m.in. esej poświęcony fotografii z okładki. Przedstawia dwie dziewczynki i chłopca w ogrodzie, w słoneczny dzień. Cała trójka unosi dłoń w geście hitlerowskiego pozdrowienia – zdumiewający i jednocześnie złowrogi obrazek! Zdjęcie zostało wykonane w Austrii w 1932 r. i wiele mówi o nastrojach w austriackim społeczeństwie.


Podczas spotkania Pollack wspomniał o tym, że wydawca austriacki umieścił na okładce drugą wersję tego samego zdjęcia, na której gest pozdrowienia wykonuje tylko chłopiec. Symptomatyczne.

Inny esej – zatytułowany To tylko heca, kosztuje niewiele” – Pollack poświęcił fotografiom, przedstawiającym Żydów szorujących chodniki. Na twarzach otaczających ich gapiów maluje się zadowolenie, szyderstwo, drwina… Jest w tym tłumie sporo dzieci. „Są to zupełnie normalni obywatele (…) Przyzwoici ludzie, jak to się mówi, pracujący, przestrzegający prawa i porządku” – pisze Pollack. Na spotkaniu, opowiadając o tym zdjęciu, przypomniał książkę Hanny Arendt „Banalność zła”. – Na zdjęciu wokół  Żydów stoją ich sąsiedzi, żadne potwory. Zwykli, normalni ludzie – mówił. – Czy po 1945 r. przypominali sobie takie sceny? Opowiadali o nich? Czy tłumaczyli się „mnie przy tym nie było”?

Martin Pollack

Martin Pollack, CK ZAMEK w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

Podczas wieczoru w Zamku Pollack poświęcił trochę uwagi swojej rodzinie, drwiąc z oficjalnej polskiej propagandy, która wyciągnęła mu „ojca zbrodniarza”. Jedna z ważniejszych książek pisarza „Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu” (2004, polskie wydanie 2006) była rozliczeniem Pollacka właśnie z nazistowską przeszłością jego rodziny. 

„Ale moje dzieciństwo było szczęśliwe. Moi dziadkowie byli dla mnie wspaniali” – opowiadał. Po wydaniu książki na jakiś czas zerwał z rodziną. W „Topografii pamięci” wraca do tego epizodu, na marginesie fragmentów przesłuchań dziadka na procesie w Norymberdze.

 

„(…) dziadków zachowałem w najlepszej pamięci, wychowywali mnie i otaczali nieprawdopodobną miłością. Dzisiaj nie czuję już goryczy, tylko głęboki smutek. Smutek… ale i wstyd, z powodu mojego zachowania wobec babci, która była rzeczywiście studwudziestoprocentową nazistką. Ale czy musiałem koniecznie ranić tę starą kobietę aż do śmierci? Nie jestem pewien”.

Uczciwość wobec siebie, której można zazdrościć.

Martin Pollack

Martin Pollack, CK ZAMEK w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

Mowa była też o wielkoniemieckiej megalomanii, połączonej z pogardą dla Żydów i Słowian, którą austriackie dzieci wynosiły z przeciętnych domów. O wpływie wartości, jakie przekazywali nauczyciele w szkole, wzmacniając rodzinne przekazy. O pobycie Pollacka w byłej Jugosławii – wydawało się, że sielankowej, w której wybuchła potem okrutna wojna. „Nieprzepracowana przeszłość wraca, czasem w okrutny sposób” – mówił Martin Pollack. I o prognozach na przyszłość, mało optymistycznych, w których postać Putina i brak wspólnej, europejskiej odpowiedzi na jego działania, ma duże znaczenie.

Szkoda, że prowadzący spotkanie był bardziej zajęty książką i sobą, niż Martinem Pollackiem. Bo Pollack jest rozmówcą dowcipnym i mądrym. Pozostał niedosyt.

 

CZYTAJ TAKŻE: Winna Góra – nowa wizytówka Wielkopolski

CZYTAJ TAKŻE: Kościół myślący. Zamek czyta” – spotkanie z Zuzanną Radzik

CZYTAJ TAKŻE: Przyjemność tekstów. Konkurs „Pamiętajmy o Osieckiej” 2018