fot. Mariusz Forecki

Odczytywanie potrzeb czytelników

Miło czytać o znanych ulicach, knajpach czy parkach, ale przecież niemal każda książka jest osadzona w jakimś miejscu, co nie znaczy, że jest lokalna. Popierajmy więc autorów z naszego regionu, ale nie wymagajmy od nich „wielkopolskiej literatury” – mówi Tomasz Szponder, współzałożyciel wydawnictwa REBIS.

KUBA WOJTASZCZYK: Zmiana systemowa 1989–1990 była dla pana łaskawa – powstał REBIS, który nieprzerwanie działa i jest jednym z najstarszych wydawnictw w kraju. Proszę opowiedzieć o jego początkach.

TOMASZ SZPONDER: Uściślijmy – REBIS jest jednym z najstarszych wydawnictw, ale spośród tych prywatnych, które powstały po polskiej „rewolucji” społecznej i ekonomicznej w 1989 roku.

Zaczęliśmy działać 1 sierpnia 1990 roku, a przyczyną było po prostu poszukiwanie drogi życiowej. W latach 80. pracowałem w Zakładzie Psychologii PAN, profesor Kazimierz Obuchowski zaproponował mi pracę już na piątym roku studiów. Jednak prawdę mówiąc, znacznie bardziej pociągała mnie działalność społeczna w Akademickim Związku Sportowym (ale też na UAM-ie i w całym środowisku poznańskim oraz w Zarządzie Głównym) niż praca naukowa. Doktoratu w związku z tym nie zrobiłem i w 1989 roku nie przedłużono mi już umowy.

Cały kraj był wtedy w okresie olbrzymich zmian, stąd po niezbyt długim namyśle postanowiłem pójść na swoje i założyć wydawnictwo. To był dla mnie dość oczywisty wybór – książki były moją miłością od dzieciństwa, a od paru lat jeździłem też na studia podyplomowe z dziennikarstwa i edytorstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Ponieważ lubiłem (i lubię) pracę zespołową, zaproponowałem wejście do spółki mojemu koledze z PAN-u, Tadeuszowi Zyskowi.

Zgodził się – i tak powstał Dom Wydawniczy REBIS Spółka z o.o., a my zostaliśmy pierwszymi pracownikami etatowymi.

 

To był skok na głęboką wodę?

Colin Wilson, „Pasożyty umysłu”, przeł. Beata Moderska, Tadeusz Zysk, Dom Wydawniczy REBIS, 1990.

Tak, oczywiście, ale setki tysięcy ludzi podejmowało przecież wtedy decyzje życiowe. Była do tego odpowiednia atmosfera, żeby zaczynać coś nowego, bo niemal wszystko w Polsce było nowe.

Ja miałem doświadczanie działalności w AZS-ie, więc zająłem się sprawami organizacyjnymi, finansami, sprzedażą i promocją. Tadeusz współpracował kilka miesięcy z Amberem, pierwszym polskim prywatnym wydawnictwem, więc zajął się pozyskiwaniem praw autorskich. Resztę spraw załatwialiśmy wspólnie. Te doświadczenia musiały nam na początek wystarczyć…

 

Pamięta pan pierwszy wydany tytuł? I dlaczego wydawnictwo postawiło właśnie na ten?

Przygotowywaliśmy do wydania kilka tytułów równolegle, bo bardzo nam się spieszyło z rozpoczęciem sprzedaży (kredyt, który wzięliśmy w Banku PKO, był pod koniec 1990 roku oprocentowany na 92 procent w skali roku!).

 

Pierwszą naszą książką były „Pasożyty umysłu” Colina Wilsona, wydane w grudniu 1990 roku.

To był tekst z zakresu mocno filozoficznej fantastyki, co w jakiś sposób symbolizowało nasze zamierzenia. Chcieliśmy wydawać zarówno literaturę komercyjną, jak i rzeczy bardziej ambitne.

 

Jak zmieniało się wydawnictwo?

Tomasz Szponder, szef Domu Wydawniczego REBIS, fot. Mariusz Forecki

Tomasz Szponder, szef Domu Wydawniczego REBIS, fot. Mariusz Forecki.

Trudno to tak krótko opisać, bo minęło przecież ponad 28 lat działalności, a my ciągle poszerzaliśmy i zmienialiśmy profil wydawniczy.

Pierwsze nasze tytuły to była czysta komercja – fantastyka, horror, poradniki seksuologiczne. Chodziło o czas wydania, zainteresowanie rynku i tak dalej – wisiała przecież nad nami spłata kredytu. Ale już w 1992 roku zaczęliśmy wydawać bardziej ambitne książki – literaturę środka w serii z Salamandrą, serię z Wodnikiem czy klasykę psychologii (choćby Karen Horney). Pod koniec 1993 roku doszło do znaczących zmian w firmie – mój wspólnik odszedł i założył własne wydawnictwo, a w Rebisie zaczęła pracować moja żona, Grażyna, która zresztą właściwie od samego początku pomagała nam w prowadzeniu działalności.

 

Co było dalej?

Amos Oz, „Do fanatyków. Trzy refleksje”, przeł. Leszek Kwiatkowski, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2018.

Druga połowa lat 90. była okresem bardzo dużych zmian w naszej ofercie. Stopniowo zmniejszała się rola komercji, a korzystając z popularności Whartona i polepszającej się sytuacji finansowej, zaczęliśmy rozbudowywać nasz profil wydawniczy.

Uruchomiliśmy kilkanaście nowych serii, głównie z zakresu poradnictwa i psychologii, ale także m.in. serię Mistrzowie Literatury z Mariem Vargasem Llosą, Erichem Marią Remarkiem, Salmanem Rushdiem, Amosem Ozem czy José Saramago. Nowy wiek przywitaliśmy dalszym poszerzeniem profilu – była to głównie historia i historia sztuki (choćby Umberto Eco), ale także najpopularniejsze w swoim zakresie podręczniki akademickie.

 

Czy z perspektywy minionego czasu jest coś, czego pan żałuje lub teraz zrobiłby inaczej?

Czy czegoś żałuję? Oczywiście. Można było wydać inne książki, nie odpuścić sobie niektórych autorów, na pewno lepiej promować czy sprzedawać to, co wydaliśmy. Ale, czy to coś daje, jeśli będziemy w kółko wracali do starych błędów i porażek? Nie sądzę – trzeba z nich wyciągać wnioski i dążyć do przodu, a nie zafiksowywać się na przeszłości.

 

Jak wydawnictwo odnajduje się na dzisiejszym rynku literackim?

Staramy się nadążać za zmianami rynku, za ciągle ewoluującymi potrzebami i zainteresowaniami czytelników. Nie raz byliśmy w awangardzie tych zmian, jak choćby z serią z Salamandrą i literaturą środka, która przez kilka lat była naszym znakiem rozpoznawczym.

Jakoś sobie radzimy w tym ciągle zmieniającym się otoczeniu, więc chyba nie jest najgorzej z odczytywaniem potrzeb czytelników. Mamy bardzo silną back listę mistrzów w poszczególnych gatunkach, a że zdarzają się też czasem miłe niespodzianki w postaci dużych hitów, to jest szansa na dalsze lata rozwoju.

 

Czyli REBIS stara się zachować równowagę między popkulturą a książkami bardziej wymagającymi?

Tomasz Szponder, szef Domu Wydawniczego REBIS, fot. Mariusz Forecki

Tomasz Szponder z wydawnictwa REBIS, fot. Mariusz Forecki

Wspominałem już o tym, opisując ewoluowanie naszego profilu wydawniczego. On cały czas przekształcał się z czysto komercyjnego w pierwszych paru latach w kierunku bardziej ambitnego.

Seria Mistrzowie Literatury z noblistami, podręczniki akademickie z „Marketingiem” Philipa Kotlera i „Biologią” Neila Campbella na czele (prawdziwe biblie w swojej dziedzinie), monografie historyczne, a także dzieła z zakresu historii sztuki (konik mojej Żony, z wykształcenia ekonomisty handlu zagranicznego i historyka sztuki), klasyka psychologii – to wszystko przykłady z tej ambitniejszej części naszej bardzo szerokiej oferty. Myślę, że teraz zyskaliśmy pewien rodzaj równowagi w naszej ofercie między tym, co komercyjne, a tym, co ambitne.

 

Stosunkowo niedawno wydawnictwo otworzyło się na polskich autorów i autorki. Skąd ta decyzja?

Tadeusz A. Kisielewski, „Uwaga, szpieg! Dzieje wywiadu od Noego do Bonda”, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2018.

Autorów polskich, a raczej poznańskich, wydawaliśmy już na początku lat 90. Nasza pierwsza siedziba w budynku AZS-u przy kortach na ulicy Noskowskiego była przecież naprzeciwko siedziby Związku Literatów Polskich, stąd częste wizyty autorów u nas i propozycje współpracy. Faktycznie, potem przez kilka lat wydawaliśmy niemal wyłącznie książki autorów zagranicznych. Jednak następowa w tym względzie stopniowa zmiana.

Po pierwsze stwierdziliśmy, że generalnie łatwiej promować książki polskich autorów, bo przecież łatwiej jest im brać w tej promocji udział osobisty. Po drugie zaś zaczęły do nas trafiać coraz ciekawsze propozycje wydawnicze, choćby z zakresu historii (Tadeusz A. Kisielewski czy Piotr Zychowicz), fantastyki czy literatury obyczajowej. Z pewnością udział autorów polskich w naszym programie wydawniczym będzie stopniowo coraz większy.

 

A jaka książka była najlepszym wydawniczym strzałem?

Trochę ich na szczęście było, chociaż kompletnych niewypałów także nie zabrakło. Największym hitem pozostaje jednak „Jedz, módl się, kochaj” Elizabeth Gilbert (ponad 400 tys. egzemplarzy). Znakomicie też sprzedają się od ćwierć wieku słynne poradniki dla rodziców: „W oczekiwaniu na dziecko” i „Pierwszy rok życia dziecka” (także ok. 400 tys. egzemplarzy każdy). Jest też oczywiście długa lista hitów Williama Whartona ze „Spóźnionymi kochankami” i „Ptaśkiem” na czele.

 

Czy poznańskość i wielkopolskość ma dla działalności REBISU znaczenie? Co znaczy dla pana lokalność?

Oczywiście staramy się współpracować z autorami, tłumaczami czy redaktorami z naszego środowiska, wydawaliśmy sporo książek historycznych (ostatnio wznowiliśmy „Powstanie Wielkopolskie” Marka Rezlera), a niegdyś cała seria Czytani dzisiaj powstała przy współpracy z pracownikami Instytutu Filologii Polskiej UAM.

Generalnie jednak lokalność to nie jest główny rys naszej działalności – jesteśmy wydawnictwem ogólnopolskim i staramy się dotrzeć do czytelników z całego kraju.

 

W takim razie, czy istnieje coś takiego jak literatura wielkopolska? Można stworzyć markę „lokalnych pisarek i pisarzy”?

Tomasz Szponder, Dom Wydawniczy REBIS, fot. Mariusz Forecki

Tomasz Szponder z wydawnictwa REBIS, fot. Mariusz Forecki

Nie sądzę. To, że akcja książki dzieje się w realiach współczesnego Poznania, nie świadczy przecież o „wielkopolskości” dzieła. Przesłanie musi być na tyle uniwersalne, a na przykład w przypadku kryminałów akcja na tyle ciekawa, żeby zainteresować czytelników w całej Polsce.

Oczywiście, nam, poznaniakom miło jest czytać o znanych ulicach, knajpach czy parkach, ale przecież każda niemal książka jest osadzona konkretnie w jakimś miejscu, co nie znaczy, że jest lokalna. Popierajmy więc autorów z naszego regionu, choćby fundując stypendia czy nagrody, ale nie wymagajmy od nich „wielkopolskiej” literatury.

 

Jakie plany wydawnicze REBIS szykuje na najbliższą przyszłość?

Terry Hayes, „Pielgrzym”, przeł. Maciej Szymański, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2018.

Cóż – jak każdy wydawca mamy niemal zamknięty plan na 2019 rok: około 250 tytułów, w tym około 100 nowości. Są wśród nich potencjalne duże hity, na przykład nowa powieść Elizabeth Gilbert czy kolejna książka historyczna Piotra Zychowicza. Już wkrótce startujemy też z nową serią klasyki fantastyki, a w Mistrzach Literatury znajdą się mi.in. nowe książki Amosa Oza i José Saramago.

Jeśli chodzi o akcent poznański, to na koniec lutego planujemy wydać „X, Y, Z. Prawdziwa historia złamania szyfru Enigmy” autorstwa Dermota Turinga, który odwiedzi Poznań w czasie Targów Książki. Autor, zresztą bratanek słynnego Turinga, jak mało który autor z Zachodu, podkreśla rolę polskich kryptologów w złamaniu kodu Enigmy.

 

Na koniec proszę zdradzić, co pan teraz czyta.

Czytam oczywiście zawodowo i prywatnie. Prywatnie głównie książki historyczne – od starożytności aż po czasy współczesne. Lubię też thrillery psychologiczne: Roberta Harrisa i Jeffery’ego Deavera, a z rebisowych choćby znakomitego „Pielgrzyma” Terry’ego Hayesa. Czasem też czytam fantastykę, zarówno klasykę – choćby Philipa H. Dicka, jak i rzeczy współczesne, na przykład nasze ostatnie odkrycie, czyli trylogię Cixina Liu. Generalnie mam na podorędziu co najmniej kilkanaście książek, które czytam równolegle.

TOMASZ SZPONDER – urodzony w 1957 r., ukończył studia z psychologii na UAM w Poznaniu. W 1990 roku razem z Tadeuszem Zyskiem założył Dom Wydawniczy REBIS sp. z o.o., którego był dyrektorem. Pod koniec 1993 roku wspólnicy rozstali się i od tego czasu prowadzi wydawnictwo z żoną, Grażyną oraz pełni funkcję prezesa zarządu REBISU. Od 1977 roku działa społecznie w Akademickim Związku Sportowym w Poznaniu. Odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W lipcu 2015 roku otrzymał „Odznakę Honorową za Zasługi dla Rozwoju Gospodarki Rzeczpospolitej Polskiej”.

CZYTAJ TAKŻE: Zarażać książką. Rozmowa z Jolantą Maćkowiak-Piasecką

CZYTAJ TAKŻE: Czynnik ryzyka. Rozmowa z Marcinem Czerkasowem

CZYTAJ TAKŻE: Wydawanie książek to adrenalina. Rozmowa z Anną Sójką-Leszczyńską