fot. Kajetan Saryusz-Wolski, Wojsko Polskie z okresu Księstwa Warszawskiego, 1808–1815; źródło: POLONA

Ostatnie polskie wojsko w Poznaniu

Latem 1814 roku nikt w Poznaniu nawet nie podejrzewał, że po raz ostatni w XIX wieku ogląda musztrę polskich oddziałów na placu przy teatrze (na obecnym placu Wolności). Przez następny wiek paradnym krokiem maszerowali tu już tylko Prusacy.

W sobotę 9 lipca 1814 roku w Poznaniu zjawiły się pierwsze polskie oddziały – resztki 7, 8, 17 i 19 pułków jazdy, które stacjonowały dotychczas w Hamburgu i na terenie Danii, korzystając z opieki króla duńskiego. Prowadził je generał brygady Piotrowski.

„Gazeta Poznańska” donosiła: „Mnóstwo znakomitych obywateli, mieszkańców i wszelkiego stanu ludzi udało się wcześnie za miasto dla tem prędszego powitania wojska”. Wracające oddziały witał Józef Poniński, prefekt departamentu, a także generałowie Antoni Sułkowski i Jan Nepomucen Umiński. „Najżywsza radość spostrzegać się dała między witającymi i witanymi” – opisywała prasa.

Polscy żołnierze – jeszcze niedawno sojusznicy pokonanego cesarza Francuzów Napoleona – wkraczali do miasta okupowanego od lutego 1813 roku przez oddziały rosyjskie.

Możliwość powrotu do ojczyzny dawała im konwencja abdykacyjna Napoleona – w myśl jej zapisów około 7 tysięcy uzbrojonych Polaków „w dowód ich zaszczytnej służby” miało prawo swobodnie wrócić do kraju z bronią i bagażami. Co więcej, oficerowie, podoficerowie i szeregowcy mogli zatrzymać odznaczenia wojskowe i powiązane z nimi pensje.

Na przedmieściu Świętego Marcina szczątkowe formacje polskich pułków powitał pułkownik Steege, przeprowadzając je przez miasto na obecny plac Wolności (wówczas plac defiladowy przed teatrem). Tam też odbyła się defilada jezdnych, a potem generał Umiński podjął obiadem oficerów i dygnitarzy cywilnych.

Wieczorem, na koszt Umińskiego, na placu przed teatrem miejskim (już nieistniejącym, wzniesionym w latach 1802–1804 w miejscu, w którym dziś stoi Arkadia – red.) wyprawiono wielką ucztę dla żołnierzy. Wojacy bawili się razem z mieszkańcami Poznania.

Następnego dnia oficerów i dostojników obiadem poczęstował hrabia Szołdrski, a pod wieczór posiłku doczekali się również zwykli żołnierze. Oddziały polskie zabawiły w Poznaniu do 12 lipca 1814 roku, po czym ruszyły w dalszą drogę do departamentów płockiego i siedleckiego.

PIĘKNE ZŁUDZENIA I ŻAŁOBA

Społeczeństwo Poznania mogło się jeszcze łudzić, że po kongresie mocarstw miasto znajdzie się nadal w granicach państwa, zwanego dotychczas Księstwem Warszawskim – tyle że już pod berłem rosyjskiego cara Aleksandra. Powrotu do zaboru pruskiego nikt jeszcze się nie spodziewał.

Po upadku Napoleona stało się jasne, że trzeba będzie ułożyć się z Rosjanami. 24 kwietnia 1814 roku w Saint Denis pod Paryżem car Aleksander odbył przegląd wojsk polskich. Prowadził też rokowania z polskimi generałami na temat warunków powrotu strzępów wojsk polskich, dotąd wiernych Napoleonowi, do Polski.

Generał Jan Nepomucen Umiński, źródło: Wikipedia

Aleksander mianował naczelnym wodzem tych wojsk swojego brata Konstantego, a w maju 1814 roku wysłał do Warszawy generała Jana Henryka Dąbrowskiego z misją organizacji nowych wojsk polskich.

Wydawało się, że zdobycz ostatnich kilkunastu lat w postaci niepodzielonego Księstwa Warszawskiego i polskiej armii zostanie zachowana. Latem 1814 roku nikt w Poznaniu nawet nie podejrzewał, że polska armia jest tu widziana po raz ostatni.

W ułudzie, że Poznań nadal będzie polski, społeczeństwo miasta utrzymały przygotowania do uroczystego przyjęcia zwłok księcia Józefa Poniatowskiego, który utonął w Elsterze, ciężko ranny w bitwie narodów pod Lipskiem (1813). Powitanie zwłok byłego głównodowodzącego wojsk polskich odbyło się 31 lipca 1814 roku wieczorem na Górczynie.

Szczątki powitał prefekt Poniński, po czym generałowie Sułkowski, Wojczyński, Niesiołowski i Niemojewski zajęli miejsca w czterech narożnikach karawanu. Kondukt z generałem Sokolnickim i Umińskim oraz prefektem na czele ruszył ku miastu. Po godzinie ósmej wieczorem powitano go przy kościele św. Marcina. Zwłoki księcia powieziono przez bramę wrocławską, rynek, ulicę Wielką i Chwaliszewo do katedry.

Podczas pochodu we wszystkich poznańskich kościołach biły dzwony. Przed swoimi domami stali przejęci mieszkańcy ze świecami w dłoniach.

 

Jak donosiła „Gazeta Poznańska”: „nigdy jeszcze Poznań nie widział tak okazałej żałobnej procesji”. Najpierw szły cechy, potem duchowieństwo, następnie jechał karawan, za trumną szły władze cywilne i wojskowe – a pochód zamykało wojsko.

Generał Michał Sokolnicki, źródło: Muzeum Narodowe w Poznaniu

W katedrze specjalną mowę wygłosił generał Umiński. Zgromadzeni w świątyni wysłuchali „Requiem” Józefa Kozłowskiego, które powstało w Petersburgu specjalnie na pogrzeb ostatniego polskiego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, stryja poległego księcia Józefa.

Następnego dnia, 1 sierpnia 1814 roku już od wczesnych godzin porannych trwały w świątyni modły za duszę księcia Poniatowskiego. O godzinie 10 rozpoczęło się wielkie nabożeństwo z mszą świętą, celebrowaną przez biskupa Tymoteusza hrabiego Gorzeńskiego. Wreszcie 2 sierpnia o godz. 6 rano do katedry przybyli znowu przedstawiciele władz, by asystować przy wyprowadzeniu zwłok do granic miasta. Szczątki księcia pojechały do Warszawy, gdzie spoczęły w kościele św. Krzyża.

5 sierpnia w poznańskiej katedrze odbyła się inna uroczystość – złożenia szczątków króla Stanisława Leszczyńskiego, przywiezionych przez generała Michała Sokolnickiego z Nancy. Szczątki królewskie przez pewien czas spoczywały w Poznaniu, ale ich dalsze losy pozostają niejasne. Wiadomo, że w 1924 roku odnalezione zostały w… Leningradzie, skąd wróciły do Polski.

OSTATNIE TAKIE EMOCJE

Poznaniaków czekały jeszcze spore emocje. Główny człon wojsk polskich, wracających do Polski, zjawił się bowiem w Poznaniu 17 sierpnia 1814 roku. Korpus ten powitano już 12 sierpnia na dawnej granicy Księstwa Warszawskiego we Wschowie. Tego dnia w tym przygranicznym mieście odbył się bal, na którym – na prośbę dowódcy, generała Wincentego Krasińskiego, „zapomniano o rangach, znakach […], o wszystkiem, co brata różni od brata”.

Podobny entuzjazm powitał polskich żołnierzy w Poznaniu. Na gościńcu kościańskim, w połowie drogi między Dębcem a Wildą ustawiono typowy dla tamtych czasów, neoklasycystyczny Ołtarz Wdzięczności: zdobny w gzymsy portal, wsparty na kolumnach korynckich. Zdobił go też napis: „Wdzięczni Rodacy”.

Wojsko Polskie z okresu Księstwa Warszawskiego, 1812 r. Źródło: POLONA

Na szczycie portalu powiewała biało-czerwona bandera z białym orłem. To na gościńcu kościańskim żołnierzy powitały władze departamentu. Następnie wojsko w kolejności: gwardia konna, generał Krasiński ze sztabem, piechota, gwardia, pułki ułanów, artyleria i pułk Krakusów – witane owacyjnie przez polską ludność Poznania – przemaszerowało przez Wildę, przedmieście Półwieś i ulicę Wrocławską na plac musztry, czyli dzisiejszy plac Wolności. Tu przyjął je komendant placu, a wszystko zakończyło się paradą i odesłaniem oddziałów na kwatery.

Honory gospodarza domu wobec polskich oficerów pełnił znowu generał Umiński. A na placu przed teatrem ponownie przygotowano ucztę dla żołnierzy.

„Muzyka hucznie przegrywała, a odgłosy radości napełniały powietrze. Cała ulica przechadzkowa (dziś Aleje Marcinkowskiego – red.), na wszystkich kasztanach w dwóch linjach rozwieszonemi lampami gorejącymi oświecona, wystawiała jakiś czarujący widok” – zachwycała się „Gazeta Poznańska”.

Wieczorem, o godz. 9 w sali teatru rozpoczął się wielki bal: zainaugurował go polonezem generał Krasiński. Zabawa trwała do rana. Była tak udana, że następnego dnia korpus oficerski odwdzięczył się gospodarzom kolejnym balem.

Kajetan Saryusz-Wolski, Wojsko Polskie z okresu Księstwa Warszawskiego, 1808–1815. Źródło: POLONA

Przez pewien czas mieszkańcy Poznania mogli jeszcze cieszyć oczy widokiem musztrującego się polskiego wojska na placu przy teatrze. Żołnierze rychło pociągnęli jednak na wschód, pozostawiając miasto w niepewności co do jego dalszych losów.

Choć Tadeusz Radoński, prezes Rady Departamentu Poznańskiego, zapowiedział w sierpniu 1814 roku zbiórkę społeczeństwa na pomnik księcia Józefa Poniatowskiego w Poznaniu, nigdy do niej nie doszło.

Rok później na mocy postanowień kongresu wiedeńskiego Poznań wrócił bowiem pod panowanie pruskie. Polskie wojsko zawitało do miasta dopiero 103 lata później – z powstańczymi orzełkami na pruskich mundurach.

PIOTR BOJARSKI – pisarz i publicysta, autor m.in. powieści „Szmery” i „Cwaniaki”  oraz książek non fiction „1956. Przebudzeni” i „Poznaniacy przeciwko swastyce”

Wykorzystałem m.in. informacje z artykułu Andrzeja Wojtkowskiego „Przyjęcie wojsk polskich w Poznaniu r. 1814”, zamieszczonego w Kronice Miasta Poznania nr V/1927.  

 

CZYTAJ TAKŻE: Szlakiem wolności od podstaw. Wielkopolski Szlak Pracy Organicznej

CZYTAJ TAKŻE: 180 tysięcy pocisków – sprawdzone sowieckie rozwiązanie

CZYTAJ TAKŻE: Ostatni żart Tymfa