fot. Marek Jurków

Poezji się nie czyta, z poezją się spotykasz

„Prozę czytam tak, jakbym szła do pracy. Postacie stają się znane, spędzasz z nimi czas, uczestniczysz w ich historiach, żyjesz z nimi. Poezja jest jak przypadkowe spotkanie na ulicy ze starym znajomym, z kimś, kogo twarz ledwo kojarzysz, z obcą przepiękną dziewczyną… Spotkanie, które może zmienić cały twój dzień” – mówi Tatev Chakhian, ormiańska poetka mieszkająca w Poznaniu.

Martyna Nicińska: „Dowód (nie)osobisty” – tym tomikiem zadebiutowałaś w Armenii i kilka lat później w Polsce. Jakie wiersze do niego wybrałaś?

 

Tatev Chakhian: W życiu twórcy są takie przystanki, kiedy jest potrzeba zatrzymania się i podsumowania pewnego okresu, odcinka swojej drogi. Praca nad „Dowodem (nie)osobistym”, w którym znajdują się wiersze napisane na przestrzeni kliku lat, była nabraniem dystansu, pauzą, przyjrzeniem się własnym tekstom z chłodną głową i ręką.

 

„Dowód (nie)osobisty” to jest po ormiańsku jedno słowo ”Անանձնա(գրա)յին” [Anandzna(gra)jin], w którym można odczytać cztery różne słowa: paszport, pismo, osobisty i nieosobisty. Niestety ani w języku polskim, ani angielskim nie udało się znaleźć identycznego słowa.

Tatev Chakhian, fot. Marek Jurków

Tatev Chakhian, fot. Marek Jurków

Tytuł sugeruje, że na zawartość składają się różne tematyczne warstwy: osobiste i nieosobiste. Całość składa się na dowód, który ma wymiary pozwalające na włożenie go do kieszeni i wyjście z domu.

 

MN: I to dosłownie, bo dzięki niemu przyjechałaś do Polski.


TCh: Tak, tłumacz Haik Howhannisjan, który mieszka w Krakowie, zgłosił moją kandydaturę do udziału w Festiwalu Europejski Poeta Wolności 2018, w ramach którego tomik miał być przetłumaczony na język polski. Haik jest Ormianinem i żeby mieć lepsze wyczucie języka od strony native speakera, zdecydowałam się współpracować również z tłumaczem Pawłem Sakowskim. Mimo że Paweł ma świetne wyczucie poezji, nie zna języka ormiańskiego, więc musiałam biegać między tłumaczami i językami.

 

W końcu mój bieg doprowadził mnie do Polski, żeby dokończyć tłumaczenie tutaj. Moja obecność w Polsce pomogła mi poznać język, dzięki czemu dzisiaj tłumaczę polskich poetów. Jednym z najważniejszych dla mnie jest Wisława Szymborska, której twórczość wcześniej poznałam w języku rosyjskim i angielskim.

Nie spodziewałam się, że będę czytać jej wiersze w oryginale. Obecnie pracuję nad tłumaczeniem wierszy Szymborskiej, po raz pierwszy w języku ormiańskim.

 

MN: Często jeździsz do Krakowa, żeby spacerować po jej mieście?

 

Tatev Chakhian, fot. Marek Jurków

Tatev Chakhian, fot. Marek Jurków

TCh: Częściej jeżdżę do Kórnika, w którym Szymborska się urodziła. Robię sobie takie kórnikowe weekendy (śmiech). Chodzę tam na długie, kilkugodzinne spacery. Mimo że tam nie ma zbyt wielu śladów Szymborskiej, atmosfera miasteczka sprzyja wyciszeniu, można tam poczuć spokój i prostotę codzienności, jak często w jej wierszach.

 

„Błąd drukarski”

Dajcie mi inną mapę, bo na tej jest błąd.
Gdzie są mrówki, gdzie ich książka adresowa?
Gdzie są płonące drzewa,
i gdzie jest czarny kondukt pogrzebowy idący przez las,
gdzie są nietoperze i gdzie trzepot ich skrzydeł?

Wyuczyłam się na pamięć zadań z geografii,
lecz nie znalazłam miast we właściwych miejscach:
w zupełnie w innych miejscach
zupełnie inni ludzie
spojrzeli na moją mapę,
wyrzekli niezrozumiałe słowa, przeszli.

Pod jakim kolorem mam szukać moich przyjaciół,
dlaczego kochanków nie oznaczono kursywą,
gdzie się podziali łajdacy, naiwniacy i nieudacznicy,
gdzie mam szukać Boga?
Dlaczego nie zapisaliście odległości od marzeń:
w kilometrach, w milimetrach,
gdzie jest mój dom, stół kuchenny,
świeżo umyte zioła,
dlaczego nie pachnie kolendrą?

Wśród tego całego błękitu gdzie są dzieci
mieszkające w przygranicznych wsiach,
gdzie są ich oczy?
Linią przerywaną należało zaznaczyć czekanie, a wężykiem płacz:
kto to tak nabazgrał?

Dajcie mi inną mapę – tu życia brak!

 

MN: Niektóre z Twoich wierszy mają w sobie coś z klimatu poezji Wisławy Szymborskiej, np. „Błąd drukarski” i „Nie tracąc nadarzającej się okazji”.


TCh: Nic na to nie poradzę (śmiech). Jest taki wiersz Szymborskiej „Mapy”. Odkryłam go, jak moja książka była już w druku i obawiałam się, że mnie posądzą o plagiat! (śmiech) Z drugiej strony to jest naturalne. Nie tylko w literaturze, ale również w różnych dziedzinach sztuki, nawet w różnych wiekach, twórcy mogą widzieć świat w podobnych kolorach.

 

MN: I mieć podobną wrażliwość. Twoi inni ulubieni poeci?

 

Tatev Chakhian, fot. Marek Jurków

Tatev Chakhian, fot. Marek Jurków

TCh: Są poeci, do których często wracam, jak W.H. Auden, T.S. Eliot, Ezra Pound, Sylvia Plath, Brodski, Kawafis. Idziesz do nich jak do starszego brata. Jest to powrót do formy, do porządku, domu. Na mojej półce znajdziesz wielu współczesnych poetów z różnych krajów. Jest dla mnie ważne, by „trzymać palec na tętnie czasu”, jak mówimy w Armenii. Często czytam irańskich współczesnych poetów, jak Sara Ardehali, Rasoul Yunan, Alireza Roshan, Sare Dastaran, którzy tworzą wolną i silną poezję, może zupełnie niespodziewaną dla europejskiego czytelnika.

 

Na moim biurku właśnie teraz leży Simon Armitage. On jest bardzo znany w Anglii, był w ubiegłym roku zaproszony na Festiwal Czesława Miłosza i, ku radości polskiego czytelnika, jego wiersze są przetłumaczone na polski.


Rozmawiając o czytaniu poezji, mam poczucie, że poezji się nie czyta, z poezją się spotykasz. Na przykład prozę czytam tak, jakbym szła do pracy. Postacie stają się znane, spędzasz z nimi czas, uczestniczysz w ich historiach, żyjesz z nimi. Poezja jest jak przypadkowe spotkanie na ulicy ze starym znajomym, z kimś, kogo twarz ledwo kojarzysz, z obcą przepiękną dziewczyną… Spotkanie, które może zmienić cały twój dzień.

 

MN: Ładnie powiedziane. Czy w wierszach, które teraz piszesz, więcej jest twoich przeżyć, wracasz jeszcze wspomnieniami do Armenii i podróży czy skupiasz się na otaczającej cię rzeczywistości?

 

Tatev Chakhian, fot. Marek Jurków

Tatev Chakhian, fot. Marek Jurków

TCh: Poezja to nie jest jednopokojowe mieszkanie, którego drzwi łatwo dzielą wewnętrzne i zewnętrzne światy. To jest skomplikowania architektura, pełna korytarzy, przedsionków, pokoi, piwnic, schodów, okien, tysięcy wyjść i wejść. Cokolwiek napiszesz, nie możesz tego oddalić od siebie, ale też nie masz pewności, że jesteś w samym sobie. Armenia, z której wyjechałam, Polska, w której mieszkam, kraje, do których podróżuję, polityka międzynarodowa, która jest tematem moich studiów, oczywiście mają swoje odbicie w moich tekstach.

 

MN: Czy masz stałą porę i miejsce na pisanie?


TCh: Nie czekam na natchnienie, pisanie to jest logiczna praca. Poezja, która powstaje nie tylko na bazie emocji, potrzebuje czasu i przepracowania. Nie ma w tym żadnej egzotyki – po prostu siadam na krześle, otwieram komputer i piszę.

 

MN: Na komputerze, nie na kartce? Jestem zaskoczona!

 

Tatev Chakhian, fot. archiwum autorki

Tatev Chakhian, fot. archiwum autorki

TCh: Tak, czysto, bez skreśleń. Gdybym pisała na kartce, zmarnowałabym ich bardzo dużo. Może potrzeba ocalenia tych lasów jest dzisiaj ważniejsza od poezji?

 

„Nie tracąc nadarzającej się okazji”

Nie tracąc nadarzającej się okazji,
życie powtarza się,
pogwizduje pod nosem tę samą piosenkę,
o tym że przemieszczanie się to kłamstwo wymyślone przez ptaki,
a przestrzeń to okruch rzucany przechodniom.

Na krawężniku poszukiwań,
życie podkreśla na czerwono
kobietę na obcasach spieszącą do domu
po pustej ulicy twego miasta,
która właśnie teraz pod moim blokiem składa parasolkę.
Życie powiela chłopca w kapturze,
który wyszedł z psem po deszczu;
chłopca, którego twarzy nigdy nie widać;
który dociera do zupełnie innego miasta.
I tulącą się parę,
oglądaną od tyłu w każdym zakątku świata.
I tego samego samotnika z siatką z chlebem.
I tę samą blondynkę w kącie baru.
A pod moim oknem tego grubasa z papierosem,
który pali pod twoimi oknami.

Każdą nadarzającą się okazję
życie dostosowuje do poprzedniej.
Edytując przestrzeń,
każda postać przeciąga linę na swoją stronę.

„Przemieszczanie się z jednego obcego miejsca”

„Przemieszczanie się
z jednego obcego miejsca w drugie
nie oznacza podróżowania,
to nieunikniona wędrówka wiatru
z jednego miasta do drugiego”*.
Twierdzi tak jeden z moich ulubionych męskich poetów,
który pewnie jednak nigdy nie widział
kobiety oczekującej na wiatr.
Wiatr, który uniesie zasłony w sypialni,
podwieje skraj sukienki,
wzburzy włosy
lub przynajmniej osuszy pranie
starzejące się na wiecznym deszczu,
uprane ubrania męża, dziecka
oraz jej marzenia o odległych miejscach.

* fragment wiersza Rasula Yunana

 

Tłumaczenie wierszy: Haik Howannisjan, Paweł Sakowski
© Instytut Kultury Miejskiej
Przekład z tomiku „Dowód (nie)osobisty” nominowanego do nagrody Europejski Poeta Wolności 2018.