fot. Andrzej Jędrzejak

Nowa stara Prowincja Poznańska

Pamiętacie „Piejo kury piejo” nieodżałowanego Grzegorza (Ciechowskiego) z Ciechowa? Jeśli macie sentyment do jego „ojDADAny”, to na Provinz Posen na pewno się rzucicie. Autorzy projektu grają historię Prowincji Poznańskiej w brawurowym stylu, na swojską nutę, z kozackim biglem i fantazją ułanów.

Na dobry początek odrobinę ważnej historii, nieznanej niejednemu rodowitemu poznaniakowi. Gdyby zrobić sondę uliczną i zapytać o dzieje Prowincji Poznańskiej, to poprawnych odpowiedzi mogłoby być niewiele. W sytuacji idealnej zaczepiony na ulicy przechodzień podkreśliłby, że ta pruska prowincja powstała z autonomicznego, pruskiego księstwa, zwanego Wielkim Księstwem Poznańskim, a istniała w latach 1848–1918.

Jednak w kontekście tematu niniejszego tekstu ważniejsze jest pytanie, jak przenieść klimat muzyki tego istotnego w naszych dziejach okresu na żyzne pola współczesności. Ba, jak to zrobić, by zaciekawić, „stworzyć nowe starym”. W końcu nie ma nic gorszego niż nieudolne, muzyczno-historyczne repliki…

„Dźwięki historii” to pokusa wielu współczesnych artystów. Często bez zapoznania się z kontekstem (historią, stojącymi za nią kulturą, tradycją, obyczajami) wydają się wobec nich całkowicie bezradni. Wówczas albo działają na zasadzie kopiuj-wklej, jakby w obawie przed odsądzeniem od czci i wiary, dokonując często kuriozalnych i zwykle nieudolnych rekonstrukcji, albo stawiają na „eksperyment” – słowo klucz zdolne uzasadnić wszystko.

 

Ileż to razy naszych uszu dobiegała muzyka będąca zupełnie nieprzemyślaną hybrydą archaicznego folku i nowoczesnej elektroniki? A ile razy (tylko szczerze!) mieliśmy ochotę zbić piątkę z tymi, którzy za nią odpowiadają?

Niestety, tego rodzaju fuzji, najczęściej przypominających kanapki z dżemem i majonezem, dokonywać powinni jedynie najlepsi. Na szczęście w stolicy Wielkopolski mamy ich co najmniej kilku.

NASZE KORZENIE I CYFROWY ŚWIAT

Provinz Posen, zaprojektowana przez Rafała Wechterowicza i Jędrzeja Guzika

„Tańce wielkopolskie sto lat później” – tak kwitują najnowszy projekt Provinz Posen jego pomysłodawcy i najważniejsi twórcy: Michał Wiraszko, Michał Szturomski oraz Szymon Waliszewski.

Tych trzech muszkieterów polskiej sceny niezależnej możemy kojarzyć z takich zespołów jak Muchy, Sowy Polski, Afro Kolektyw czy MNKR. Jednak wszystko wskazuje na to, że już niebawem najbardziej rozpoznawalni będą przede wszystkim za sprawą swojego nowego dziecka.

 

Jak podkreślają artyści, w poszukiwaniu muzyków grających na tradycyjnych instrumentach z epoki przejechali cały nasz region.

Finalnie udało im się dotrzeć do wielu osób, których największą pasją jest kultywowanie charakterystycznych brzmień Wielkopolski – czasem liczących sto lat, czasem więcej.

Michał Wiraszko, Michał Szturomski, Daga Gregorowicz. Fot. Andrzej Jędrzejak

Na albumie Provinz Posen znalazło się osiem kompozycji, nie licząc krótkiego wprowadzenia, przerywnika oraz zakończenia. Mówiąc o płycie poznańskiego tria, trzeba na wstępie podkreślić rolę tkwiącego w niej paradoksu. Ten fascynujący materiał jest przykładem silnego kontrastu, a zarazem harmonijnej symbiozy. To takie „2 w 1”, które może podobać się zarówno miłośnikom brzmień ze wszech miar tradycyjnych, leżących u naszych korzeni, jak i fanom „cyfrowego świata bez nut” – blogosfery, w której aż kotłuje się od muzycznych nowinek.

To pomiędzy tymi dwoma światami plasuje się właśnie nieszablonowa twórczość Michałów i Szymona, którzy zagrali w brawurowym stylu, na swojską nutę, z kozackim biglem i fantazją ułanów.

Z OTWARTEJ GŁOWY

Kto by pomyślał, że dźwięki kozła, tej tak charakterystycznej dla Wielkopolski odmiany dud, można przetworzyć i przerobić na sample wcale nie po to, by później wstawić je do utworu w roli ornamentu, ale zrobić z nich basowy (ba, czasem niemal dubstepowy, jak w „Polce”) fundament? Komu wpadłoby do głowy, by brzmienie klarnetów i mazanek, tych dawnych, ludowych skrzypiec z jednego kawałka drewna, przekształcić w atmosferyczne pady, nie każąc nas ich wydumanymi solówkami na pierwszym planie („Okrągły”, „Polka”)?

W muzyce Provinz Posen próżno szukać dobrze znanych i już do cna oklepanych sytuacji, w których „stare sobie, a nowe sobie”. Przeszłość i przyszłość to na tej płycie jeden organizm – oddychający pełną piersią, dopóki jego twórcom zabraknie pomysłów. A to na szczęście nie następuje.

PROVINZ POSEN DREAM TEAM

Ich płyta przypomina nie tylko o tradycjach Prowincji Poznańskiej, ale również o dokonaniach największych legend muzyki elektronicznej. Na Provinz Posen możemy natrafić na elementy charakterystyczne dla twórczości prekursora ambientu Briana Eno (kontemplacyjny „Chodzony”), niemieckich protoplastów z prehistorycznej grupy Kraftwerk (finałowy, dwuminutowy „Koniec”), zwariowanego Richarda D. Jamesa z Aphex Twin (galopujący na złamanie karku, gęsto poszatkowany „Walcerek” oraz oniryczny, odrealniony „Oberek”) czy choćby najmłodszego w tym zestawie Jona Hopkinsa („Okrągły”), który za sprawą łączenia wielu gatunków dziś często określany jest największym objawieniem „muzyki nowej”.

Michał Wiraszko, Michał Szturomski, Daga Gregorowicz. Fot. Andrzej Jędrzejak

Na uwagę zasługują również goście, którzy pojawiają się na krążku. W singlowej, zdecydowanie najbardziej przebojowej, nagranej w radiowym stylu piosence „Tu jest moje życie”, słyszymy wybitnego klarnecistę Jerzego Mazzola, wokalistkę Dagę Gregorowicz z projektu Dagadana oraz coraz popularniejszą multiinstrumentalistkę i śpiewaczkę Malwinę Paszek. Nie zabrakło też niezawodnych muzyków ze zbąszyńskiej Filharmonii Folkloru.

 

Wisienką na torcie jest oprawa graficzna albumu, zaprojektowana przez Rafała Wechterowicza (autor ilustracji m.in. dla Metalliki i Slayera oraz Lady Gagi!), a także przez Jędrzeja Guzika – VJ-a, autora wizualizacji i opraw koncertowych wielu prestiżowych wydarzeń.

Co bardzo istotne, cały projekt został zrealizowany dzięki wsparciu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego oraz Urzędu Miasta Poznania w ramach obchodów 100. rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego.

Świetnie, że lokalne władze doceniają tego rodzaju inicjatywy – ryzykowne, nieco szalone, ale na pewno absolutnie konieczne, by nasza historia nie obrastała kurzem. Provinz Posen udowadnia, że warto zdmuchiwać pył przeszłości za pomocą tego, co oferuje nam nowoczesność.

 

CZYTAJ TAKŻE: Wszystkie Rzymy prowadzą do Meskaliny. Rozmowa z Benkiem Ejgierdem

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #13

CZYTAJ TAKŻE: Techno to muzyka przyszłości. Rozmowa z Mariuszem Zychem