fot. Mariusz Forecki

Prowincjonalia 2015. Jakie były?

W czasie tegorocznych Prowincjonaliów, przez wrzesińskie kino Trójka przewinęło się kilkaset wielbicieli kina. Publiczność festiwalu postarzała się. Najliczniej przyjeżdżają ci, którzy pamiętają jego początki. Brakuje nowych, młodych widzów. I o nich właśnie organizatorzy muszą zawalczyć.

Ponad pięćdziesiąt filmów, spotkania z twórcami, kilka koncertów, wystawa rysunków – tak w wielkim skrócie można opisać festiwalowe zdarzenia.

Zacznijmy od programu. Tu niestety, nie było najlepiej. Większość obejrzanych filmów zawiodła. Zabrakło dobrych dokumentów. Esencją Prowincjonaliów było dla mnie zawsze kino niezależne, mądre i wywołujące ferment. Kino, które nie wchodziło w układy biznesowe i nie chodziło na pasku producentów. Oczywiście, na festiwalu nie zabrakło tego nurtu, jednak jego poziom artystyczny w wielu przypadkach pozostawiał wiele do życzenia. Jak w przypadku „Życia mojego brata”, dokumentu Katarzyny Lesisz, studentki reżyserii w Łodzi. To historia dwóch braci, pochodzących z farmy, w zabitej deskami islandzkiej prowincji. Jeden pozostaje wierny własnym korzeniom i wybiera życie na farmie, drugi jej nienawidzi  i ucieka do miasta. Temat ciekawy, niestety jego realizacja - przegadana i nużąca, a portrety dwóch mężczyzn, ledwo naszkicowane, powierzchowne. Różnice osobowości bohaterów nie zostały uchwycone w żadnej formie, z filmu nie wynika nic, poza stwierdzeniem, że ludzie, mimo łączących ich więzów krwi, potrafią znacząco się różnić.

Podobny przykład, tym razem fabularny, to film „Urok”. Dzieło, odwołujące się do wielu innych realizacji filmowych, przynajmniej w warstwie scenariusza. Rzekomo zabawna historia, owładniętego przesądami mężczyzny, który co chwila biega do Szeptuchy, zdejmującej z niego zły urok. Coś między „Dniem świra” Koterskiego, a serialem „Graczykowie, czyli Buła i spóła”. Kolejna rzecz, z której niewiele wynika, poza sporą porcją dowcipasów i niezłymi zdjęciami.

W repertuarze znalazły się także dobre rzeczy. Przede wszystkim krótkometrażowy „Mały palec” Tomasz Cichonia. Prosta historia z wartko przeprowadzaną narracją, świetna gra aktorska, słowem – dobrze warsztatowo przygotowana etiuda.

Najwybitniejszym filmem festiwalu pozostają dla mnie „Zbliżenia” Magdaleny Piekorz. Poruszająca i trudna opowieść o świecie toksycznych relacji międzyludzkich, funkcjonowania artysty w społeczeństwie, jego porażek i sukcesów. Do tego dochodzi wybitna kreacja Ewy Wiśniewskiej w roli matki oraz fenomenalne zdjęcia Marcina Koszałki.

Wiele dobrego można też powiedzieć o kryminale „Jeziorak” Michała Otłowskiego, z bardzo dobrą rolą Jowity Budnik w roli ciężarnej policjantki.

Jednym z najbardziej poruszających obrazów były „Mandarynki” Zazy Uruszadze, gorąco oklaskiwane i komentowane. Entuzjastycznie przyjęty został obraz „Bogowie”, który zwyciężył w plebiscycie publiczności na najlepszy film fabularny. Odnoszę jednak wrażenie, że tak naprawdę nagrodzona została sama postać profesora Zbigniewa Religi, a nie film o wybitnym kardiochirurgu.

Zupełnie natomiast nie mogę zrozumieć, co na Prowincjonaliach robił „Obywatel” Jerzego Stuhra – film niesmaczny i nieznośny, z rzekomym dystansem wobec wszystkich bohaterów i ich postaw, co mają podkreślać polityczne cytaty i dowcipy. W efekcie – utopiono poważny temat społeczny.

Sala kinowa we Wrześni, kilka razy rozgrzała się podczas dyskusyjnych spotkań. Najbardziej ożywiona wymiana zdań nastąpiła po dokumencie „W pułapce wojny”, o prześladowaniu chrześcijan w Syrii. Temat aktualny i niełatwy, doprowadził do ostrej dyskusji problemowej, którą poprowadził znawca tematyki islamskiej dr Piotr Ślusarczyk z Uniwersytetu Warszawskiego.

O ile dyskusje na sali kinowej były częste, brakowało ich zupełnie w kuluarach.

Zabrakło młodych zapaleńców kina, siedzących – jak bywało kiedyś – na podłodze i spierających się o filmy do późnych godzin nocnych. Publiczność „Prowincjonaliów” bardzo się postarzała. Czyżby młodzież przestała interesować się kinem? Nie sądzę.

Wydaje mi się, że powód jest zupełnie inny. Cena karnetu – 160 złotych, to dla ucznia szkoły średniej, czy studenta, zdecydowanie zbyt dużo. Wiem, że czasy są ciężkie i festiwal musi ponosić niemałe koszty organizacyjne, ale może w przyszłości warto pomyśleć o większej zniżce dla młodej publiczności lub o wprowadzeniu wejściówek na pojedyncze filmy?

Tegoroczna edycja Prowincjonaliów nie była najlepsza, jednak nie tracę wiary w sam festiwal. W dalszym ciągu pozostaje on ważną i mądrą imprezą filmową, która otwiera głowy i zaraża miłością do kina. Tu ciągle jeszcze rodzą się rodzą się przyjaźnie, a podczas jej trwania publiczność staje się wspólnotą pasjonatów sztuki.

Warto jednak pamiętać, że bez wysokiego poziomu artystycznego, bez prowokujących i mądrych filmów, przyszłość festiwalu może okazać się szara. Czekam na przyszłoroczną edycję pełen obaw, ale i z nadzieją, a nawet… z niecierpliwością.

Na koniec słów kilka o festiwalowych nagrodach. Za najlepszy film dokumentalny uznano „Wyślę wam kartkę” Anny Dudy-Ziętek. Nagroda za najlepszy film krótkometrażowy powędrowała w ręce Tomasza Cichonia – twórcy „Małego palca”. W kategorii najlepszy film fabularny publiczność nagrodziła „Bogów” Łukasza Palkowskiego. Najlepszą rolą kobiecą okazała się ciężarna policjantka, grana przez Jowitę Budnik w filmie „Jeziorak”, natomiast za najlepszą rolę męską nagrodzono Tomasza Kota, odtwórcę prof. Religi w filmie „Bogowie”.

Nagroda za najlepsze zdjęcia trafiła do Marcina Koszałki za film „Zbliżenia”. W kategorii najlepsza muzyka zwyciężył Adrian Konarski za muzykę do „Zbliżeń”. Jako odkrycie festiwalu objawiła się Maria Bladzi w filmie „Serce serduszko”. Nagrodę dziennikarzy otrzymała „Pani z przedszkola” Macieja Krzyształowicza, a nagroda specjalna organizatorów powędrowała do rąk Sophii Turkiewicz za film „Niegdyś moja matka”. Honorową nagrodę „Jancia Wodnika” otrzymał reżyser i aktor, Jerzy Gruza.

Zdjęcia z 22. Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Filmowej „Prowincjonalia 2015”, Września.