fot. Mariusz Forecki

„Sieczenie u pręgierza”

Nie wiemy, jak wyglądał pierwszy poznański pręgierz. Najstarszy, który znamy i który zachował się do naszych czasów, powstał w 1535 roku. Ośmioboczny słup kamienny miał wysokość prawie dwa i pół metra.

Jest na poznańskim Rynku słup kamienny z niewielką postacią w zbroi na czubku. Trzy szerokie i wysokie, okrągłe stopnie u podstawy zachęcają do siadania. Z braku ławek zawsze zajęte. Tu popisuje się żongler amator, tu umawiają się na spotkanie zakochani. Ot, zdałoby się malowniczy miejski gadżet, jakich sporo na Starym Mieście. Mało kto wie, że poznański pręgierz to straszne miejsce, spływające niegdyś krwią skazańców, i ważny punkt na planie dawnego miasta.

Na jednym z największych w Europie rynków pręgierz wydaje się być położony w najważniejszym miejscu. Jakby od niego zaczęto lokować całe średniowieczne miasto w 1253 roku. Nawet gmach Ratusza został przekręcony, żeby miejsce pręgierza wyeksponować. Podobnie jak kamieniczki budników po jego drugiej stronie. Na pręgierz wycelowana jest też śródrynkowa uliczka Różany Targ.

GEOMETRYCZNY ŚRODEK

Jak zauważyła Anna Rogalanka, słup pręgierza wyznaczał centralny punkt całego miasta. Stąd jest równa odległość od Bramy Wielkiej i od Zamku, od Bramy Wronieckiej i od Bramy Wrocławskiej. Zaskakujące są te geometryczne zależności. Wokół pręgierza można narysować koło o promieniu równym przekątnej Rynku, prawie 200 metrów, które dotyka murów miejskich w rejonie Bramy Wodnej na południowym wschodzie i murów wokół Zamku po przeciwnej stronie, na północnym zachodzie.

Plan średniowiecznego Poznania nie jest kołem, ale jego owal mieści się zgrabnie w elipsie, o osi na kierunku południowy zachód – północny wschód, ze środkiem w miejscu pręgierza. Stąd do najdalej położonych punktów miasta jest taka sama odległość i jest równa dwukrotności boku rynku.

Można więc przypuszczać, że zasadźca, przystępując do rozmierzania miasta, najpierw wkopał drewniany słup. Potem, za pomocą sznurów z zaznaczonymi odległościami, zaczął wytyczać plan Poznania. Dopiero później słup ten stał się sceną wymierzania sprawiedliwości.

pręgierz w Poznaniu

Pręgierz w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

Na trapezowo ukształtowanym placu widowisko z udziałem kata i skazańca oglądać mogło około 2000 ludzi, czyli przez dobre kilka stuleci większość mieszkańców miasta. A władze miejskie miały dla siebie specjalną lożę, jak w teatrze, bo arkady Ratusza otwierały się ku pręgierzowi.

 

Tak oto w tym słupie połączyło się miejsce publicznej kaźni, ważne dla kształtowania postaw obywateli miasta, i słup mierniczy, który był pierwszym punktem i geometrycznym środkiem nowo zakładanego miasta.

To miejsce niosło w sobie zarówno praktyczne zastosowania, jak i bogatą symbolikę.

COLUMNA INFAMIS

Miejsce wymierzania sprawiedliwości nazywano różnie. Słowo pręgierz, dawniej też prąga czy pręga, pochodzi od niemieckiego der Pranger – słup. Po łacinie bardziej fantazyjnie: statua lapidea, palus, columna infamis albo nawet iustitia.

Prawo magdeburskie, na którym lokowano Poznań wymagało pręgierza jako najważniejszego urządzenia do wykonywania kar „na honorze”. Prawo nakazywało „sieczenie u pręgierza” włóczęgów i prostytutek, a także kar „na skórze i włosach”.

 

Tu karano notorycznych złodziei i nieuczciwych prawników. Było to miejsce wykonywania kary chłosty, ale też obcinano skazańcom włosy, co uważano za hańbiące.

pręgierz w Poznaniu

Pręgierz w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

Tu przywiązanych do słupa przestępców wystawiano na widok publiczny, wyśmiewano cudzołożników, a także tych skazanych na śmierć, zanim ich powleczono na szubienicę, pod topór lub na stos. Czasem zresztą tutaj, na miejscu, wykonywano wyroki śmierci.

Wymierzano tu też inne kary hańbiące – krzywoprzysięzcom obcinano członki, nosy, uszy i ręce lub same palce. Przy pręgierzu też piętnowano rozgrzanym do czerwoności żelazem. I niszczono dosłownie przedmioty przestępcze, fałszywe miary, palono paszkwile, nawet zdarzyło się, że zniszczono cyrograf zaprzedania duszy diabłu. Wylewano też fałszowane wino.

Jak każde miejsce, w którym pracował kat, pręgierz hańbił każdego, kto miał z nim do czynienia. Wysmarowany sadzami na czarno przynosił nieszczęście. Omijano go szerokim łukiem i obawiano się dotykać. W końcu wymierzano przy nim kary za ciężkie przestępstwa kryminalne. Za lżejsze, cywilne, woźny miejski chłostał w ratuszowym więzieniu.

KOPIA I ORYGINAŁ

 

Nie wiemy, jak wyglądał pierwszy poznański pręgierz. Najstarszy, który znamy i który zachował się do naszych czasów, powstał w 1535 roku.

Ośmioboczny słup kamienny miał wysokość prawie dwa i pół metra. Dla lepszej widoczności miał schodkowy cokół u podstawy. Wieńczyła go głowica, na której umieszczono figurkę mężczyzny. Dzisiaj wydawać się może, że to renesansowy rycerz w zbroi, z podniesionym, stalowym mieczykiem w ręku. Pozory mylą, bo figurka przedstawia kata, dzierżącego swoje narzędzia wymierzania sprawiedliwości. Oprócz miecza miał też niegdyś żelazną rózgę w drugiej ręce, ale nie wiemy, kiedy ją stracił.

 

Całość przyozdobiono w stosowne napisy. U góry VE(N)DIDIT HIC AURO PATRIAM, czyli: „Ten sprzedał ojczyznę za złoto”, a niżej DISCITE IUSTITIAM MONITI ET NO(N) TE(M)N(E)R(E) DIVOS – „Upomniani uczcie się sprawiedliwości i nie lekceważcie bogów”. Cytaty starannie dobrano z „Eneidy” Wergiliusza.

 

Do słupa przymocowano na wysokości 158 i 154 cm dwie kuny, uchwyty do mocowania rąk przestępców.

Wysoko, bo miało być widowiskowo i niewygodnie. Były jeszcze u góry trzy żelazne ogniwa do przewlekania sznura, potrzebnego przy wykonywaniu kary chłosty.

Jest jeszcze napis fundacyjny CONSTRUCTA EST HEC STATUA EX COCTRICUM FIMBRIIS A(N)NO D(OMI)NI 1535. Czyli, że pręgierz zbudowano za fatałaszki kucharek – z kar pieniężnych nałożonych w tymże roku przez miasto na dziewczyny służebne, mamki i kelnerki za zbytkowne stroje i ozdoby. Widać chęć strojenia się wśród pań każdego stanu była tak nieodparta, że szybko zebrano sporą sumę, wystarczającą na wystawienie kamiennego pręgierza, pierwszej zresztą rzeźbionej figury postawionej w otwartej przestrzeni miasta.

Pręgierz był co jakiś czas naprawiany, co pieczołowicie odnotowywano na nim: REPARATIO 1690, 1727, 1749, 1781, 1825 i 1880. Ta ostatnia data świadczy o tym, że dbano o niego już tylko jak o pamiątkę przeszłości, bo gdzieś po 1848 roku humanitarnie zakazano zarówno kary chłosty, jak i publicznego wystawiania przestępców.

Czasy publicznych egzekucji zakończyły się w Poznaniu najpóźniej w całej Europie, dopiero kilka lat po drugiej wojnie światowej. Żyją jeszcze ludzie, którzy jako dzieci musieli oglądać powieszenie Arthura Greisera na stoku poznańskiej cytadeli…

Z czasem zmieniało się otoczenie pręgierza, a figurka niszczała coraz bardziej. A to odpadła rączka, a to ukruszyła się główka. Dopiero w 1925 roku szacowny magistrat decyzją prezydenta Cyryla Ratajskiego przeniósł pozostałości figury i kolumny do miejskiego muzeum i zamówił w to miejsce kamienną kopię.

„Niniejszym zawiadamiamy, że zamierzamy obecny «Pręgierz» znajdujący się przed Ratuszem na Starym Rynku usunąć i oddać w depozyt Muzeum Wielkopolskiemu. Do kroku tego zmusza nas fakt coraz większego niszczenia się zabytkowej rzeźby pod wpływem warunków atmosferycznych. Podejmowane zaś naprawy nie prowadzą, jak to doświadczenie wykazało do pożądanego rezultatu. Na miejscu obecnego Pręgierza ustawimy natomiast dokładną jego kopję, wykonanie której poleciliśmy artyście, rzeźbiarzowi p. Rożkowi”.

pręgierz w Poznaniu

Pręgierz w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

Tak do konserwatora zabytków napisał w rzeczonej sprawie prezydent miasta. I dzisiaj możemy oglądać relikty starego pręgierza w ratuszowym muzeum.

Potrzaskana w czasie drugiej wojny figurka została zaś w 1945 roku odrestaurowana wraz z historycznym mieczykiem. Ten ostatni autentyczny fragment starego pręgierza ukradziono w 1961 roku i zastąpiono go kopią. I to by było na tyle, jeśli chodzi o tę wyjątkową historię.

PS Co parę lat jakiś osobnik niespełna rozumu wspina się na kamienną figurę. Jak wtedy, gdy kibice Lecha świętowali na Starym Rynku zdobycie tytułu mistrza Polski. Odłamała się przy tym kamienna ręka, którą po raz kolejny przymocowano z powrotem. No i ostatnio wysmarowano kolumnę i figurę – jak kiedyś – czarną farbą, bo taki kolor hańby kocha miejski plastyk.

 

CZYTAJ TAKŻE: Światowa architektura w Kaliszu

CZYTAJ TAKŻE: Nieomylne chlaśnięcie pędzlem... Zofia Stryjeńska

CZYTAJ TAKŻE: Pamiątki zaginionego świata