fot. Mariusz Forecki

Pamiątki zaginionego świata

„Zwierzęta duże i małe w malarstwie, grafice, rysunku…” – taki tytuł ma wystawa Muzeum Okręgowego w Lesznie. Wybór zwierząt jako motywu jest naturalnym pretekstem do pokazania szerokiej panoramy tematyki wiejskiej w polskim malarstwie.

Leszno posiada bogaty zbiór malarstwa polskiego o tematyce wiejskiej. Ponad 800 obrazów, 250 rysunków i 400 grafik – to potężna kolekcja, godna wielkiego muzeum w metropolii. Na co dzień udostępniana w niewielkiej części, teraz właśnie zyskała możliwość prezentacji w większej skali. Bogata leszczyńska kolekcja malarstwa polskiego z XIX i pierwszej połowy XX wieku powstawała przez kilkadziesiąt lat: począwszy od dzieł uratowanych ze ścian wielkopolskich rezydencji ziemiańskich (po przejęciu ich po wojnie przez socjalistyczne państwo), poprzez współpracę z innymi muzeami, aż po zakupy.

Konsekwencja w gromadzeniu dzieł zaowocowała powstaniem wyjątkowego zbioru – obok podobnych w Wielkopolsce, choć mniej jednorodnych kolekcji w Muzeum Narodowym Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie i Muzeum Narodowym w Poznaniu.

WIEŚ W POLSKIEJ SZTUCE

Tematyka wsi pojawiła się w polskiej sztuce dość późno, bo dopiero w XVIII wieku – na fali idei oświecenia, odchodząc od sztuki religijnej i dworskiej. Również romantyzm głosił pochwałę sielskich krajobrazów i prostego, wiejskiego życia. Motywy z polskich wsi cieszyły się wielkim powodzeniem wśród naszej arystokracji, jakby nie było właścicieli majątków ziemskich i zawodowych rolników.

Rozległe kresowe, mazowieckie lub galicyjskie pejzaże, sceny rodzajowe z wiejskimi obrzędami i charakterystycznymi ludowymi postaciami wypełniały ściany każdego dworu i miejskiego mieszkania. Oczywiście obok obrazów patriotycznych, religijnych i pamiątek z europejskich podróży – jednak bez scen z lokomobilami od Cegielskiego, bez widoków wielkopolskich gorzelni i cukrowni. Nostalgia nie obejmowała najnowszych osiągnięć cywilizacji na wsi.

 

W tworzeniu sztuki podnoszącej ducha w ciężkich czasach zaborów dominowało środowisko artystyczne wywodzące się ze Lwowa i Krakowa, w mniejszym stopniu z Warszawy.

Wśród twórców byli liczni przedstawiciele tzw. szkoły monachijskiej, ale nie brakowało artystów pobierających nauki w Wiedniu, Petersburgu i Paryżu.

 

Oprócz zawodowych malarzy działali też liczni amatorzy, zwykle pochodzenia ziemiańskiego, których dzieła często dorównywały pracom profesjonalistów. Rzec by można, że byli to amatorzy przez duże A; w zapomnianym nieco znaczeniu tego słowa – wyrafinowanych znawców i smakoszy sztuki. W Wielkopolsce wypełniali oni artystyczną pustkę wobec braku artystycznych szkół i miejskiego środowiska artystycznego.

Wybór zwierząt jako motywu przewodniego leszczyńskiej wystawy jest naturalnym pretekstem do pokazania szerokiej panoramy tematyki wiejskiej w polskim malarstwie. Bo od zawsze człowiek funkcjonował na wsi wśród wszelakich stworzeń. Już Mikołaj Rej w „Żywocie człowieka poczciwego” z właściwym dla siebie umiłowaniem zdrobnień pisał, że „konik, chartek, ptaszek” to było to, co polski szlachcic kochał najbardziej. Jeśli dodać do tego krowy, świnie, owce hodowane na folwarkach i w chłopskich zagrodach, a także dziesiątki gatunków dzikich zwierząt w okolicznych lasach, na które polowano, to powstanie zoologiczny świat naszych przodków. Świat, w którym dzika natura koegzystowała z „ekologiczną”, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, gospodarką.

KOŃ, JAKI JEST…

 

Nie zaskakuje, że na wystawie „Zwierzęta duże i małe w malarstwie, grafice, rysunku…” najwięcej jest portretów koni. Na pastwisku, pod jeźdźcem, w zaprzęgu, skubiące trawę i w szaleńczym biegu.

Nic dziwnego, bo umiłowanie do koni w Polsce znane było w całej Europie. Nasze stadniny liczyły nawet po parę tysięcy rumaków. A jeździectwo było naszym sportem narodowym, „w piły nie grywamy, jak we Francji” – pisał Górnicki. U nas ćwiczenia rycerskie z konia prowadzono. Wierzchowiec służył do jazdy, do rzemiosła żołnierskiego, polowania i rozrywki. Umiejętność ich rysowania i malowania to też była polska specjalność.

 

Oglądanie akwareli Juliusza Kossaka, ołówkowych szkiców Wojciecha Gersona, malarskich studiów Włodzimierza Tetmajera i Stanisława Kamockiego to czysta przyjemność. Ale i prace mniej znanych artystów mogą budzić podziw na wystawie. Wyróżniają się: Ignacego Zygmuntowicza błyskotliwy zaprzęg na grobli nieopodal dworu, Michała Wywiórskiego nastrojowa scena przed dworkiem i obraz Zygmunta Rozwadowskiego, który lepiej namalował grupę jeźdźców niż zwyczajny płot. Uwagę oglądających przyciąga też rozbielony i nowoczesny w formie obraz z grupą mężczyzn na koniach w jeziorze.

 

Nawet porcelanowa, dynamiczna rosenthalowska rzeźba z dwoma końmi stającymi dęba wydaje się zrobiona na polskie zamówienie.

Zdziwić może malarski potencjał scen z krowami, czasem nostalgicznie zatopionymi w pejzażu, a czasem jako studium mocarnej formy. Jak jędrny ołówkowy szkic Józefa Mehoffera. Fascynujące, że można świetnie namalować kicające na podwórku króliczki z szatańsko świecącymi pomarańczowymi ślepiami. Udowodnił to na swoim obrazie Antoni Kozakiewicz, który wśród smakowitych detali, pięknego światła prześwitującego przez różany krzak i ciekawskiego spojrzenia krowy w okienku upchnął ckliwą i kiczowatą scenkę za starym Maciejem i bosą dziewczyneczką. Kto jeszcze dzisiaj ma taki warsztat, by czarować namalowanymi zwykłymi patykami w kącie podwórka?

DOBRA SZTUKA

Muzeum Okręgowe w Lesznie, „Zwierzęta duże i małe w malarstwie, grafice, rysunku…”, fot. Mariusz Forecki

Mamy na wystawie i wiejskie zagrody, i rozległe pejzaże. Niektóre pełne powietrza i namalowane tak lekko, jak potrafił tylko Leon Wyczółkowski (pastelowy pejzaż z kwitnącym drzewem). Podobnie jak wiosenny obraz Edmunda Cieczkiewicza. Znajdziemy też sceny z wiejskimi targami i parę krasawic w krakowskich strojach. Wokół latają jaskółki, przechadzają się wrony, bociany, dumnie spacerują indyki. Jest wśród inwentarza nowoczesny św. Franciszek i Matka Boska Gromniczna.

Malarskim przedstawieniom towarzyszy kilka grafik wyraźnie innych od reszty wystawy. Ale ciekawie jest spojrzeć na faksymile prac Dürera, jego wypracowane przedstawienia konia, lwa czy śpiącego psa. Ceramiczna perliczka i sporych rozmiarów rzeźba świni na wystawie cieszy i rozśmiesza.

Czasem obrazy zdają się naiwne – jak dla dzieci. Bo żabka pod grzybkiem przekracza nasze współczesne granice dobrego smaku.

 

Ale cały ten świat wart jest jednak zobaczenia, bo to artystyczny ślad po Polsce, której już nie ma. Dokument sielskiego krajobrazu, drewnianej architektury i prostego życia.

Muzeum Okręgowe w Lesznie, „Zwierzęta duże i małe w malarstwie, grafice, rysunku…”, fot. Mariusz Forecki

Wiadomo, że to idealizacja, bez porażającej biedy, wszechobecnego brudu i zaniedbania. Ale to nie prezentacja sztuki propagandowej wojującego proletariatu wiejskiego, tylko wizja naszego kraju, niepozbawiona odrobiny romantyzmu. Ta Polska przepadła kilkadziesiąt lat temu bezpowrotnie.

Dzisiaj na wsi zostały nam tylko przemysłowe fermy z wygłupionymi stworami. W ogródkach przed odpicowanymi willami nie spacerują kury i indyki. Zastąpiły je gipsowe krasnale. A w miastach, jeśli chodzi o zwierzęta, mamy zmutowane, kieszonkowe psiaki, o smętnych oczkach na spłaszczonych pyszczkach, ledwie chodzące na powyginanych nóżkach.

Współczesna sztuka – odwrócona od prostego piękna – szuka po omacku coraz to nowszych dewiacji do przetrawienia. Nie ma już powrotu do tamtego świata, zarówno do artystycznego, jak i ówczesnego sielskiego życia. Można się jeszcze tylko na chwilę w nim zanurzyć – na leszczyńskiej wystawie właśnie. To wyjątkowa przyjemność. Polecam.

 

Muzeum Okręgowe w Lesznie, „Zwierzęta duże i małe w malarstwie, grafice, rysunku…”, 13 marca–4 sierpnia 2019. Kurator wystawy: Grażyna Michalak

CZYTAJ TAKŻE: Triumf średniowiecznych budowniczych – katedra Notre Dame w Paryżu