fot. Maximilian Bollow

Spacer po muzycznej linie

„W mojej muzyce uwielbiam delektować się balansowaniem na granicy jazzu, klasyki, awangardy i popu. Cieszę się, że mój zespół nie boi się spacerować po tej muzycznej linie i darzy mnie zaufaniem przy realizacji niekiedy niekonwencjonalnych pomysłów” – mówi poznański pianista i kompozytor Mikołaj Suchanek, który właśnie wydaje swój pierwszy autorski album.

Sebastian Gabryel: Mikołaj Suchanek Trio to twój pierwszy w pełni autorski projekt. Dlaczego zdecydowałeś się na niego dopiero teraz? I kto ci w nim towarzyszy?

 

Mikołaj Suchanek: Wiele rzeczy w życiu potrzebuje czasu, by się wykrystalizować. Nie inaczej było z pomysłem założenia własnego tria. Potrzeba tworzenia własnej muzyki pojawiła się u mnie już na samym początku edukacji muzycznej, jednak od tamtego momentu do znalezienia aktualnego składu minęło wiele czasu.

 

Jako sideman w przeróżnych projektach gram już bardzo długo, jednak dotąd nie było w nich miejsca na realizację własnych kompozycji.

Mikołaj Suchanek Trio, fot. Maximilian Bollow

I choć byli to wspaniali ludzie i świetni muzycy, to zawsze brakowało tego „błysku” – zaangażowania i chęci poznawania nowych muzycznych horyzontów, jakie teraz, w ramach tego tria, odkrywamy na każdym koncercie i próbie. W Mikołaj Suchanek Trio towarzyszy mi dwoje niesamowitych muzyków – Kasia Schmidt-Przeździecka i Władek Rajewski. Rozumiemy się bez słów i wiem, że nasza współpraca jest odpowiedzią na wszystkie pytania, które nagromadziły mi się przez lata mojej muzycznej drogi.

 

SG: W zapowiedzi waszych koncertów podkreślasz, że to właśnie w ramach tego projektu udało ci się odnaleźć „swój własny, dźwiękowy ideał”. Co jest jego istotą? Oczywiście w ogólnym zarysie.

 

MS: Na ten „dźwiękowy ideał” składa się wiele nieustannie ewoluujących czynników. I chyba właśnie to jest jego istotą – ciągła płynność, przy zachowaniu zdolności do tworzenia rzeczy stylowo rozpoznawalnej.

 

W mojej muzyce uwielbiam delektować się balansowaniem na granicy jazzu, klasyki, awangardy i popu.

Cieszę się, że mój zespół nie boi się spacerować po tej „muzycznej linie” i darzy mnie zaufaniem przy realizacji niekiedy niekonwencjonalnych pomysłów. Doceniam to, że możemy razem przejść z hip-hopowego beatu wprost w szpony awangardowej muzyki nowoczesnej, i to nadal jest autentyczne. Na koniec dodam, że mój „dźwiękowy ideał” ma też znaczenie nieco bardziej zdefiniowane – w naszym zespole nie ma kontrabasu czy zwykłej gitary basowej. Kasia gra na bez-progowej gitarze basowej, co samo w sobie odróżnia nasze brzmienie od typowego jazzowego tria.

SG: Pierwsza płyta Mikołaj Suchanek Trio ukaże się niedługo, bo już 22 lutego. Co dokładnie będzie można na niej znaleźć i jak przebiegała praca nad tym materiałem?

 

MS: Na płycie znajduje się – oficjalnie, bo uważny słuchacz może znajdzie tam coś więcej – siedem utworów, z których sześć to moje autorskie kompozycje. To bardzo barwne zestawienie: od utworów eksplodujących pozytywną energią, takich jak „Quetzal”, do mrocznych i wciągających tworów jak „A Bleak November Day”, który uważam za swoją najbardziej emocjonalną kompozycję.

 

Mikołaj Suchanek Trio, fot. Maximilian Bollow

Wszystkie są dla mnie kroniką emocji, wydarzeń, spotkań i przemyśleń z kilku ostatnich lat. Praca nad tym materiałem była bardzo wymagająca.

Pierwszy utwór na płytę skomponowałem w 2016 roku, a ostatni powstał miesiąc przed wizytą w studio. Album nagraliśmy w Dreźnie, w jednej z sal koncertowych tamtejszej Hochschule für Musik, więc to było również przedsięwzięcie logistyczne, gdyż pozostali członkowie zespołu mieszkają w Poznaniu. Swoją drogą, właśnie tu płyta została zmiksowana – przez Łukasza Kurzawskiego, któremu z całego serca dziękuję za wspaniałą współpracę. Końcowego masteringu dokonał z kolei Fabian Tormin z Hamburga, któremu powierzam moje nagrania już od wielu lat.

 

SG: Podobno w utworach waszego tria można znaleźć sporo nawiązań do twórczości Szymanowskiego i Chopina. Dlaczego to właśnie ich muzyka w pewnym sensie patronuje twoim nowym kompozycjom?

 

MS: Szymanowski to moja największa fascynacja muzyczna kilku ostatnich lat. Poznając lepiej jego muzykę w trakcie studiów w Dreźnie, uległem urokowi twórczości tego kompozytora. Wpadłem w pewnego rodzaju amok, chcąc usłyszeć dosłownie wszystko, co Szymanowski kiedykolwiek napisał. To uczucie podsycały też liczne publikacje i biografie, które czytałem jak najlepsze powieści. Z Chopinem było nieco inaczej. Moi rodzice przedstawili mi jego osobę i twórczość, gdy miałem zaledwie kilka lat. Od razu zapłonąłem chęcią wykonywania jego utworów, nie mogąc się doczekać, by w końcu zdobyć wystarczające umiejętności do podołania im. Przy tak intensywnym kontakcie ze sztuką obu tych kompozytorów, nie sposób pozostać obojętnym na ich muzyczny język. Łącząc go z muzyką jazzową, odnalazłem własny „dialekt”, w którym piszę swoje utwory.

 

SG: Choć na koncie masz wiele prestiżowych nagród, to podejrzewam, że podobnie jak wielu muzyków największą satysfakcję czerpiesz nie ze statuetek, ale… No właśnie, co sprawia, że czujesz się spełniony jako muzyk?

 

MS: Statuetki są przyjemnym wspomnieniem wspaniałych chwil. Chwil, które niekiedy zmieniają życie, jak choćby moje ostatnie spotkanie z Omarem Sosą i Iiro Rantalą podczas #Jazzlab St. Moritz 2021. Bo właśnie zainspirowany rozmową z nimi uznałem, że czas pójść w życiu swoją ścieżką. Jednak czymś, co sprawia, że żyję, że czuję się sobą, jest świadomość, że muzyka to towar niewyczerpalny. Źródło odnawialne. Każdy koncert jest dla mnie czerpaniem z tego właśnie źródła.

 

Każda próba z zespołem, każda sesja kompozytorska w samotności, moment, gdy gram preludium B-dur Rachmaninowa czy Balladę g-moll Chopina, to chwile niezwykle kreatywne, emocjonalne i niemające w sobie nic z przerażającej mnie „szaroburości” typowego poniedziałku.

Mikołaj Suchanek Trio, fot. Maximilian Bollow

Emocjami tymi można dzielić się również z innymi. Muzyka jest normalnym językiem – jak angielski, polski czy niemiecki. Komunikowanie się z innymi ludźmi w języku muzyki nadaje życiu smak, tym bardziej że to przecież kompletnie obojętne, w jakim języku publiczność mówi na co dzień.

 

SG: Jesteś absolwentem Hochschule für Musik Carl Maria von Weber w Dreźnie. Jakie wspomnienie pozostawił w tobie czas spędzony na tej prestiżowej uczelni?

 

MS: Był to dla mnie bardzo cenny czas, w którym dokonały się ważne dla mnie muzyczne odkrycia, i w którym poczułem pewnego rodzaju przyzwolenie, by w końcu zająć się tylko i wyłącznie zgłębianiem całej szeroko rozumianej istoty muzyki, i pojąć z tego jak najwięcej, zacząć tym oddychać. Na studia wyjechałem w wieku 18 lat. To była trudna decyzja i nie byłem w stanie sobie wyobrazić, jak zmieni ona moje życie. Dzięki wsparciu wybitnych profesorów, a także dzięki moim kolegom i koleżankom mogłem poczuć się w Dreźnie bardzo komfortowo, jak w domu. Pragnę podkreślić, że nie byłbym w stanie pojechać tam bez pomocy moich rodziców i dziadków. Jestem im za to wdzięczny, zwłaszcza że na każdym kroku swojej muzycznej drogi dostrzegam, jak wielki wpływ na moją osobowość miały te studia.

 

SG: Urodziłeś się w Poznaniu, jednak – jak wielu pianistów i kompozytorów – w pewnym sensie jesteś „obywatelem świata”. Czy mimo wszystko można powiedzieć, że to właśnie stolica Wielkopolski miała największy wpływ na twoje muzyczne preferencje, rozwój?

 

MS: Poznań miał ogromny wpływ na rozwój moich muzycznych preferencji. To właśnie w rodzinnym domu tworzyły się podwaliny mojego muzycznego smaku. Dziś z uśmiechem wspominam swoje dzieciństwo – gdy „katowałem” swoich rodziców dziełami Mozarta na kasetach, które sami mi wręczyli, gdy słuchałem „Eine kleine Nachtmusik” po wielokroć.

 

Po „tak-bardzo-wielokroć”, że chyba nie skłamię, jeśli pozwolę sobie przypuścić, że modlili się o awarię głowicy w magnetofonie (śmiech).

Z drugiej strony niezwykle silny wpływ miał na mnie Jimi Hendrix, którego mój tata jest wielkim fanem, a który później przedstawił mi – dzieciakowi – również muzykę Pink Floyd, The Doors, Procol Harum, Queen, Cream, Erica Claptona, Billa Evansa, Keitha Jarretta, Weather Report, Led Zeppelin, ale też Chopina, Bacha, Moniuszki i wielu innych. Na „Czarodziejskim flecie” Mozarta w poznańskiej operze byłem jako dziecko chyba z jedenaście razy! Nie mogę zapomnieć też o niezwykle ciekawej w tamtym czasie ofercie Filharmonii Poznańskiej, koncertach choćby Krzysztofa Jabłońskiego, Adama Harasiewicza czy Andrzeja Jagodzińskiego.

 

SG: To właśnie w Poznaniu, jeszcze przed premierą płyty, zagracie koncert, podczas którego zaprezentujecie swoje utwory. Kiedy dokładnie wystąpicie i gdzie jeszcze zamierzacie zagrać w ramach promocji albumu?

 

MS: Koncert przedpremierowy naszej płyty odbędzie się 6 lutego o godz. 19 w poznańskim klubie Blue Note. Będzie można na nim usłyszeć wszystkie utwory z albumu, a także kilka prapremier i nie będą to jedynie moje kompozycje. Już nie mogę się doczekać! Oczywiście w trakcie występu będzie można zakupić egzemplarz płyty lub… kasety. Album będzie dostępny również na wszystkich muzycznych platformach streamingowych, dokładnie od dnia premiery zaplanowanej na 22.02.2022 o godz. 22:02. To dla mnie dzień szczególny, bo to moje urodziny, a w tym roku ta data wygląda wręcz idealnie. Z naszym nowym programem chcemy wystąpić również w wielu innych miastach. Zapraszam do śledzenia mojego profilu na Instagramie – @miko_suchanek. No i zapraszam do posłuchania naszej muzyki!

 

*Mikołaj Suchanek – urodzony w Poznaniu pianista i kompozytor. Naukę gry na fortepianie rozpoczął już w wieku czterech lat, a kontynuował ją w Poznańskiej Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej I i II stopnia. Ukończył studia licencjackie w klasie fortepianu klasycznego prof. Winfrieda Apela oraz studia magisterskie w zakresie fortepianu jazzowego u profesorów Michaela Fuchsa i Jensa Wagnera na Hochschule für Musik Carl Maria von Weber w Dreźnie. Od wielu lat aktywny zawodowo zarówno w jazzie, jak i klasyce, koncertuje regularnie z wieloma solistami i zespołami. Jest trzykrotnym laureatem Blue Note Poznan Competition (2018, 2019 i 2021), dwukrotnym laureatem Junger Münchner Jazzpreis (2019 i 2021) oraz #Jazzlab na St. Moritz Da Jazz Festival 2021. Od 2019 roku studiuje kompozycję jazzową w klasie prof. Thomasa Zollera i prof. Stefana Behrischa i działa aktywnie również w innych aspektach twórczości muzycznej, jako muzyk sesyjny, producent, aranżer i inżynier dźwięku. W lutym 2022 roku ukaże się jego autorski album „A Bleak November Day”, nagrany z Katarzyną Schmidt-Przeździecką i Władysławem Rajewskim jako Mikołaj Suchanek Trio.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
3
Świetne
Świetne
4
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0