fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Syn ziemi. Poezja Wojciecha Bąka

Zadaniem poezji jest wyrażenie rzeczywistości poprzez uczucia i przeżycia, jakie ona w nas powoduje, w chwilach wzburzenia, wewnętrznej plątaniny i kotłowaniny, kiedy słowa przybiegają nam na ratunek z różnych słowników, miejsc i czasów.

Wojciech Bąk urodził się 23 kwietnia 1907 roku w Ostrowie Wielkopolskim. Tam ukończył szkołę podstawową i gimnazjum, by po maturze kontynuować naukę w Poznaniu. Na uniwersytecie studiuje filologię polską i filozofię. Staje się aktywnym członkiem życia literackiego wielkopolskiej stolicy, bierze udział w życiu kulturalnym, współpracuje z czasopismami, udziela się w klubie literackim „Loża”.

Debiutuje w 1934 roku tomem wierszy „Brzemię niebieskie”*, za który rok później zostanie mu przyznana nagroda „Wiadomości Literackich”, w kapitule której zasiadali wówczas m. in: Julian Tuwim, Kazimierz Wierzyński czy Jan Parandowski.

Wyżej wymienione nagrody poeta nie przyjmuje, nie sympatyzuje bowiem z żadnym środowiskiem literackim czy programem. Wydaje natomiast kolejne książki: „Śpiewna samotność” (1936), „Monologi anielskie” (1938), „Piąta ewangelia” (1946), „Syn ziemi” (1946), czy „Dłonie z wiatru” (1948) – by zatrzymać się u progu lat 50.

 

Przeczytajmy wiersz z tomu „Syn ziemi”:

 

***

To nie są wiersze nawet, lecz przelot muzyki,
Który potrącił duszę i powiał daleko –
I ślad tylko pozostał – urwane okrzyki
Trwają krócej niż oddech i zamilkną lekko…

Któż się zechce po okrzyk tak drobny pochylić,
Co – nim go weźmie w rękę – już w nicość stopnieje?
A jednak czasem słońce w kropli zajaśnieje –
A jednak całe życie może zabrzmieć w chwili!

„WIERSZE BIORĄ Z MIEJSCA”

Ciepło pisze o nim krytyka. Władysław Sebyła chwali go za zmysłowe i intuicyjne odczuwanie rzeczywistości. Stanisław Czernik, czołowa postać związana ze środowiskiem autentystów, zwracał uwagę na emocjonalność i żarliwość tej poezji, której tryby pracują przy wysokich temperaturach. Natomiast Lesław Eustachiewicz dzielił się refleksją, że ta poezja to nie gratka jednego sezonu.

*W. Bąk, „Wiersze wybrane”, wyboru dokonał i przedmową opatrzył S. Jończyk, wydanie II, zmienione i rozszerzone, Warszawa 1984. Wszystkie cytaty według tego wydania.

Wróćmy jeszcze na chwilę do kolei życia. W maju 1939 roku Wojciech Bąk wyjechał do Włoch. Wrócił do Polski na chwilę przed wybuchem wojny. Po powstaniu warszawskim został wywieziony do Chociebuża, gdzie pracował jako pomocnik blacharski w fabryce amunicji. Pochodził z domu ślusarskiego, być może etos pracy i umiłowanie rzemiosła pozwoliły mu jakoś przetrwać ten czas.

Do kraju wraca w 1945 roku i na stałe osiada w Poznaniu. Początkowo mnóstwo pisze, jednak nasilają się okresy milczenia, coraz bardziej wycofuje się w cień – i umiera w 1961 roku. Pozostawia po sobie osiem tomów wierszy, cztery dramaty, dwa tomy esejów, zbiór opowiadań, a w maszynopisach – niewydane drugie tyle. W „Monologach anielskich” czytamy:

 

Czuję: dzieckiem w mym łonie ciąży obcy świat.

I niosę go, choć za mną trwa obcy i wrogi,
Z czułością jak syna.
Krążą ptaki, dąb wieje, leżą w polach stogi,
Krzyczą miasta, wsie szumią i kołują drogi,
A ja pod tym ciężarem świata się uginam.

WIĘZIEŃ WŁASNEGO WIĘŹNIA

Wojciech Bąk, fot. Mieczysław Ryś, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

W debiutanckim tomie „Brzemię niebieskie” (wydanym u Jakuba Mortkowicza) znajdujemy wiersz „Poeci, który warto przeczytać jako pewną wskazówkę, rodzaj otwarcia się na sztukę i świat, któremu hołdował Wojciech Bąk.

Wiersz ten ilustruje główne motywy, wokół których krąży poeta, ukierunkowuje myślenie, prowadzi nas w rejony bliskie wrażliwości autora. Zaczyna się on od wersów: „Wieczorem z ciemnych domów wychodzą poeci, / Przygarbieni pod sercem zbyt ciężkim od smutku”.

W tym wierszu pojawia się bowiem sporo wątków i tematów, którym poeta pozostanie wierny, konsekwentnie – na przekór modom, czasom, środowiskom – rozwijając je z tomu na tom. A są to: gorączka uczuć trawiąca rozdygotane myśli, stałe zadziwienie mnogością form istnienia, tajemnica wpisana w porządki rzeczywistości, do której zbliżyć się może słowo płynące z „wewnątrz”, poczucie obcowania z czymś, co człowieka przekracza.

 

Wreszcie sprawa najważniejsza – przekonanie o niewyrażalności, niepochwytności, wymykaniu się słowom tego, który pozostaje ukryty.

I jeszcze: głębokie poczucie tragizmu istnienia, melancholia barwiąca myśli ciemnymi smugami, smutek wynikający z ciągłego napięcia i stania pomiędzy duchem a ciałem – pędzony grozą i zachwytem:

 

***

Na me najgłębsze krzyki, na krwawe pytania
Jedyną otrzymuje odpowiedź: milczenie –
Niebo przed moim jękiem dymem się zasłania,
A ziemia ruinami. I drżę przerażeniem.

SZEREGOWIEC WIARY

Wojciech Bąk, „Syn ziemi”, Łódź 1946.

To poezja wypływająca z głęboko przeżywanej własnej wiary i religijności. Być może bez modlitwy i nadziei jej dopływy by uschły. To poezja uparcie upominająca się o pryncypia, korząca się przed majestatem Boga, ufna wobec jego zamiarów, pogodzona z własnym cierpieniem i niemożnością ostatecznych rozstrzygnięć.

Bąk wydaje się poetą długodystansowcem, skwapliwie rozwijającym swoje poetyckie credo i rozpisującym je w kolejnych wierszach. Jego poezja trzyma się tradycji, skupiona jest na życiu wewnętrznym, artykułuje rozterki człowieka poszukującego, w którym kłębią się obrazy i słowa, lamenty i skargi. Jej treścią jest przede wszystkim przeżycie osobiste, doświadczenie wewnętrzne, któremu kolejne wiersze dają wyraz.

 

Bąk wychodził z założenia, że to właśnie dopiero za sprawą wewnętrznych burz pojawia się język, który próbując im sprostać, daje znaczenie i formę, więc jest konsekwencją emocjonalnych stanów poprzedzających akt twórczy.

W zasadzie uczciwie wypadałoby pisać o Bąku jako liryku. On sam często odnosił to określenie do poetów, których cenił (Jan Kasprowicz, Walt Whitman). Liryk to bowiem ten, który potrafi zrezygnować z człowieka zewnętrznego i powierzchownego w sobie, mówiący „dziękujemy” osobom, którymi w zależności od sytuacji się staje, by dokopać się do „innego” w sobie, pozwolić mu mówić. W wierszu „Nawoływanie”, ostatnia strofa brzmi:

 

Zadzwoń śpiewem jak dzwony,
Zgraj jak na organach –
Poeto – bojowniku,
Bogiem opętany.

POETA INTYMNY, CZŁOWIEK ROZDARTY

Nagroda „Niezależnych”. Od lewej: Wojciech Bąk, Ferdynand Goetel, Zofia Nałkowska, Józef Wittlin, Kazimiera Iłłakowiczówna, Światopełek Karpiński. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Zadaniem poezji jest wyrażenie rzeczywistości poprzez uczucia i przeżycia, jakie ona w nas powoduje, w chwilach wzburzenia, wewnętrznej plątaniny i kotłowaniny, kiedy słowa przybiegają nam na ratunek z różnych słowników, miejsc i czasów. Wiersze nie mają obłaskawiać uczuć, ale powinny współgrać z ich machinacjami, harmonizować z ich rozdygotaną muzyką. Przeżycie poetyckie to doświadczenie wyrwania się z rutyny „ja”, z własnych o sobie wyobrażeń, ustabilizowanych sensów i przekonań. To przede wszystkim sprawa życia duchowego.

Wedle Wojciecha Bąka poezja jest ćwiczeniem pomagającym osiągnąć formę życia duchowego, która powinna podlegać pogłębieniu i modyfikacjom w zależności od intensywności poszukiwań i nastrojów. To sprawa absolutnie intymna – próba zrozumienia świata, zjawisk, które niesie ze sobą poszczególne istnienie.

Poeta to ten, który przenika świat własną wyobraźnią i tworzy obraz tego, co może kryć się poza słowami. W tym znaczeniu – i to jest właśnie przykład Wojciecha Bąka – poezja ma służyć poecie do odkrywania człowieka w sobie. W sensie jak najbardziej pierwotnym powinniśmy zdać się na milczenie, na „mowę milczenia”, a nie burzyć słowami to, co wydarza się między duszą a duszą.

Nuta ludzka – powiemy za poetą – zniekształca mowę swoim kształtem. Choć przecież:

 

Biją wysokie i wyniosłe dzwony,
I nieziemskie tryskają ze śpiewu płomienie…
Nie tylko ziemię śpiewam głosem zachwyconym,
Gdy śpiewam głosem zachwyconym ziemię!

 

CZYTAJ TAKŻE: Przy wierszach, przy tomach („Nowe wiersze wybrane”)

CZYTAJ TAKŻE: Do błysku, do biegu. „Nie oddany uśmiech” Krystyny Miłobędzkiej

CZYTAJ TAKŻE: Tego dzisiejszego wieczoru („Nikt nie idzie” Jakuba Małeckiego)