fot. Cyfrowe Repozytorium CYRYL

Szamotanina o sznur Greisera

Po egzekucji gauleitera, dokonanej na oczach tłumów, na poznańskich podwórkach dzieci bawiły się w „wieszanie Greisera”. W okolicy parku Wilsona doszło do tragedii: odgrywający rolę Niemca chłopiec udusił się.

21 lipca 1946 roku o godzinie 7 na szubienicy (ustawionej na stoku poznańskiej cytadeli) powieszony został Arthur Greiser – powszechnie znienawidzony były namiestnik Hitlera w okupowanym Kraju Warty. Katem w czarnej masce był kelner z restauracji Smakosz, raczej amator niż profesjonalista. Pętlę na szyi Greisera zawiązał więc źle, miała zbyt krótki „skok”. Nazista dusił się przez kilkanaście minut.

Wydarzenia ze stoku cytadeli komentował w uniesieniu radiowy sprawozdawca Bogusław Borowicz, a moment stracenia nazisty sfilmowano. Na zachowanym do dziś filmie widać morze głów. W tłumie sprzedawano lody, napoje i słodycze.

Po egzekucji wywiązała się przepychanka o sznur wisielca. Uważano bowiem, że przynosił szczęście.

 

Była to ostatnia publiczna egzekucja w Polsce. Zapowiadał ją zresztą dodatek nadzwyczajny „Głosu Wielkopolskiego”. Ciało Arthura Greisera spalono w Instytucie Anatomii Akademii Medycznej, w którym w czasie okupacji palono ciała straconych Polaków.

Co stało się z jego prochami? Nie wiadomo.     

MŚCICIEL

Na stokach cytadeli stracono Niemca z Wielkopolski. Arthur Greiser pochodził bowiem ze Środy. Po 1919 roku – a więc po zwycięskim powstaniu wielkopolskim – jego rodzina opuściła granice Polski. We wrześniu 1939 roku Greiser wracał więc w rodzinne strony, ogarnięty chęcią zemsty. Jeszcze jesienią 1939 roku przeprowadził akcję masowych straceń – ok. 10 tysięcy polskich inteligentów.

Arthur Karl Greiser, niemiecki działacz nazistowski, fotografia portretowa w mundurze SS, lata 1931–1934, autor nieznany. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Arthur Karl Greiser, niemiecki działacz nazistowski, fotografia portretowa w mundurze SS, lata 1931–1934, autor nieznany. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Zapowiedział wtedy, że Kraj Warty stanie się „okręgiem wzorcowym” (niem. Mustergau) w III Rzeszy. Aby zmienić stosunki narodowościowe w okupowanej Wielkopolsce (w 1939 roku Niemcy stanowili tu niespełna 7 proc. ludności), zdecydował się wysiedlić Polaków, wymordować ludzi najmniej użytecznych, a w ich miejsce sprowadzić Niemców z krajów bałtyckich (na mocy porozumień z okupującym je Związkiem Radzieckim mogli wrócić do Rzeszy).

 

Już w grudniu 1939 roku Niemcy deportowali z Wielkopolski ponad 87 tys. Polaków i Żydów. Wyrzucani zwykle w nocy z domów na mróz ludzie mieli ledwie kilka minut, by spakować najważniejsze rzeczy.

Ich domy i mieszkania przydzielano niemieckim przesiedleńcom. Wypędzeni trafiali do obozu przejściowego na ulicy Głównej, stamtąd wywożono ich w wagonach bydlęcych do Generalnego Gubernatorstwa.

Do maja 1941 roku z Kraju Warty deportowanych zostało około 272 tys. Polaków, a co ósmy z pozostałych na miejscu trafił na roboty przymusowe do Rzeszy. Na ich miejsce sprowadzono ponad pół miliona Niemców, głównie z krajów nadbałtyckich.

MORDERCA

Już w październiku 1939 roku w jednym z bunkrów na terenie Fortu VII w Poznaniu zgładzono gazem ok. 400 pacjentów oraz personel medyczny szpitali psychiatrycznych w Owińskach pod Poznaniem – i w samym Poznaniu.

 

Greiser był prekursorem tej metody przemysłowego uśmiercania ludzi w III Rzeszy. To on zorganizował też pierwsze getto na okupowanych ziemiach polskich. Założył je w Łodzi, w kwietniu 1940 roku. W fatalnych warunkach mieszkało w nim 164 tys. osób.

W grudniu 1941 roku Greiser podjął decyzję o zgładzeniu tamtejszych Żydów niezdolnych do pracy. Mordowano ich w obozie w Chełmnie nad Nerem, w komorach zamontowanych na ciężarówkach, do których doprowadzano spaliny. Chowano – w masowych grobach w lesie. Do marca 1943 roku zgładzono tam 145 tys. Żydów i 4,5 tys. Romów.

Objęcie przez Arthura Greisera urzędu namiestnika w Kraju Warty 2 listopada 1939 r. Uroczystości w sali tronowej Zamku Cesarskiego w Poznaniu. Od lewej: Arthur Greiser, dr Wilhelm Stuckart – sekretarz stanu ministerstwa spraw wewnętrznych III Rzeszy i Wilhelm Frick – minister spraw wewnętrznych III Rzeszy. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Objęcie przez Arthura Greisera urzędu namiestnika w Kraju Warty 2 listopada 1939 r. Uroczystości w sali tronowej Zamku Cesarskiego w Poznaniu. Od lewej: Arthur Greiser, dr Wilhelm Stuckart – sekretarz stanu ministerstwa spraw wewnętrznych III Rzeszy i Wilhelm Frick – minister spraw wewnętrznych III Rzeszy. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Sens jego polityki względem Polaków oddaje najlepiej jego wypowiedź: „Niemiec jest na tym terenie panem, a Polak niewolnikiem”. Przepisy okupacyjne w Wielkopolsce były znacznie bardziej rygorystyczne niż te panujące w Generalnym Gubernatorstwie.

Polscy uczniowie mogli chodzić tylko do niemieckich szkół. Jeśli ukończyli 14 rok życia, musieli iść do pracy. Polacy byli gorzej wynagradzani, a płacili wyższe podatki (sięgające 30 proc. wypłaty). Greiser odrzucił dyrektywę ministra pracy Rzeszy z 1941 roku, który chciał podnieść pensje Polakom, a rok później w ogóle wstrzymał im urlopy.

Niemiecki szef mógł ukarać polskiego pracownika, wysyłając go na przykład do obozu karnego w Żabikowie pod Poznaniem – tam stosowano tortury w ramach tak zwanej nauki weekendowej. Za przemyt mąki i cukru groziła kara śmierci, za słuchanie audycji radiowych z zagranicy – sześć lat obozu.

W ćwierćmilionowym Poznaniu Greiser zamknął niemal wszystkie kościoły dla Polaków. Dla katolików otwarte były tylko dwie świątynie: Matki Boskiej Bolesnej na Łazarzu i św. Wojciecha – i to tylko w określonych porach dnia. Zmarłych Polaków nie wolno było chować na tych samych cmentarzach co Niemców. 

„Polak ma inną mentalność” – wyjaśniał Greiser w „Völkischer Beobachter”. „Jest porządny tylko wtedy, gdy traktujemy go surowo i sprawiedliwie. Ale gdy zda sobie sprawę, że jesteśmy miękcy i słabi, staje się nieuprzejmy i uwalnia swą przebiegłość oraz kłamliwość”. 

WIĘZIEŃ

 

Arthur Greiser został aresztowany przez Amerykanów 16 maja 1945 roku w austriackim schronisku Krimml.

Zatrzymano go wraz z drugą żoną Marie dzięki temu, że został rozpoznany przez Polkę – Marię Michalak z domu Kinastowską, pochodzącą z Ostrzeszowa.

Maria widziała go dwa lata wcześniej, gdy przemawiał pełen pychy i buty na ostrzeszowskim rynku: „Nie będzie tu bić żadne polskie serce!” – mówił.

W 1944 roku Kinastowska została wywieziona do obozu w Dachau, pracowała u bawarskich gospodarzy. W końcu wojny znalazła się w Austrii, w pobliżu Salzburga. Gdy w niewielkiej górskiej miejscowości zauważyła ubranego w cywilne rzeczy Greisera, powiadomiła amerykański sztab.

23 października 1945 roku Polska wystąpiła o ekstradycję byłego gauleitera. Amerykanie wyrazili zgodę. 30 marca 1946 roku samolot ze zbrodniarzem na pokładzie wylądował w Warszawie. Wychudzony, z głową obandażowaną po operacji ucha, w czerwcu 1946 roku Greiser wrócił do Poznania.

Trzymano go w więzieniu na ul. Młyńskiej – w tym samym, w którym podczas hitlerowskiej okupacji Niemcy ścinali polskich konspiratorów na gilotynie.

SKAZANY

 

Procesem Greisera przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w czerwcu i lipcu 1946 roku żyła cała Polska. Toczył się w auli uniwersytetu, do której można było wejść tylko za okazaniem wejściówek.

Arthur Greiser otrzymał dwóch znakomitych obrońców: Stanisława Hejmowskiego i Jana Kręglewskiego – władze polskie dbały o to, by proces spełniał wszelkie sądowe standardy. Obaj adwokaci zabiegali o zwolnienie z tego obowiązku (Hejmowski podczas okupacji został deportowany i stracił dwóch braci), ich prośby zostały jednak odrzucone.

Objęcie przez Arthura Greisera urzędu namiestnika w Kraju Warty. Uroczystości w sali tronowej Zamku Cesarskiego w Poznaniu. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Objęcie przez Arthura Greisera urzędu namiestnika w Kraju Warty. Uroczystości w sali tronowej Zamku Cesarskiego w Poznaniu. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Prokuratorzy zarzucili Greiserowi m.in. zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu, przestępstwa przeciwko pokojowi i działanie na szkodę państwa polskiego. A także lżenie i wyszydzanie narodu polskiego. 

Greiser bronił się, tłumacząc, że nie kontrolował policji. Powoływał się na dobre relacje ze swoimi polskimi służącymi. W ostatnim słowie nie okazał skruchy i odrzucił odpowiedzialność za zbrodnie. „Jeśli moje życie zostanie ocalone, chcę w przyszłości pracować na rzecz zrozumienia i zbliżenia między Niemcami i Polakami” – zapowiedział.

 

9 lipca 1946 roku Trybunał uznał go jednak za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów (z wyjątkiem osobistego udziału w morderstwach). I skazał na karę śmierci. 

Prezydent Bolesław Bierut odrzucił prośbę Niemca o łaskę. Władze nie przychyliły się też do podobnego wniosku Watykanu. Antyniemieckie nastroje były po koszmarze okupacji powszechne. Widać to było choćby w częstym pisaniu rzeczownika „Niemcy” małą literą – zarówno w korespondencji prywatnej, urzędowej, jak i w prasie.

ZEMSTA

Władze odrzuciły pokusę, by Greisera powiesić na stadionie miejskim, na którym podczas okupacji Niemcy wieszali Żydów. Dlaczego?

Bo trybuny stadionu były w złym stanie, a ich pojemność (30 tys. osób) nie gwarantowała, że śmierć byłego gauleitera zobaczą wszyscy chętni. Na stokach cytadeli zgromadziło się tymczasem ok. 100 tysięcy widzów – wśród nich także dzieci. Efekt propagandowy został tym samym znacząco zwielokrotniony.

Defilada wojskowa przed Zamkiem Cesarskim w Poznaniu w dniu objęcia urzędu namiestnika w Kraju Warty przez Artura Greisera. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Defilada wojskowa przed Zamkiem Cesarskim w Poznaniu w dniu objęcia urzędu namiestnika w Kraju Warty przez Artura Greisera. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

„Co z tego, że namiastka zasady «oko za oko, ząb za ząb» została spełniona. Analizowałem to długo, można było z Greiserem postąpić zupełnie inaczej. Przede wszystkim wymóc zeznania, które przyrzekał napisać przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Polsce. A tak? Zrobiono z tej egzekucji sadystyczne widowisko” – komentował po latach Robert Stando, reżyser filmu dokumentalnego „Niefachowy stryczek”.

Miesiąc po egzekucji Greisera, drobiazgowo zrelacjonowanej przez prasę, pisarka Ewa Szelburg-Zarembina w tekście opublikowanym w „Kuźnicy” sprzeciwiła się pokazywaniu zdjęć z egzekucji i opisywaniu straceń.

Proceder ten przypominał jej bowiem zamiłowanie hitlerowców do publikowania podobnych opisów. Szelburg-Zarembina osiągnęła swój cel. Pod wpływem oburzenia intelektualistów minister sprawiedliwości Henryk Świątkowski potępił publiczne egzekucje na niemieckich zbrodniarzach.

 

W tekście wykorzystałem wiadomości m.in. z książek Catherine Epstein „Wzorcowy nazista” i Czesława Łuczaka „Arthur Greiser”.

 

PIOTR BOJARSKI – pisarz i publicysta, autor m.in. „Poznaniacy przeciwko swastyce” i „1956. Przebudzeni”. Obecnie pracuje nad książką o Arkadym Fiedlerze.

 

CZYTAJ TAKŻE: Ostatnie polskie wojsko w Poznaniu

CZYTAJ TAKŻE: Szlakiem wolności od podstaw. Wielkopolski Szlak Pracy Organicznej

CZYTAJ TAKŻE: 180 tysięcy pocisków – sprawdzone sowieckie rozwiązanie