fot. Mariusz Forecki

Szansa na sukces

Hasła self-publishing staramy się unikać przez wzgląd na jego negatywny odbiór. Nie wiedzieć czemu, możliwość realizowania marzeń za pomocą własnych środków w przypadku książek wielu osobom kojarzy się po prostu źle – mówi Wioletta Tomaszewska z wydawnictwa Psychoskok z Konina.

KUBA WOJTASZCZYK: Na stronie wydawnictwa znajdziemy informację: „Śmiało możemy też pokusić się o stwierdzenie, że każdy miłośnik książki odnajdzie [u nas] utwór, obok którego nie przejdzie obojętnie”. A jaki tytuł był tym pierwszym, który był tak interesujący, że postanowiliście państwo go zaprezentować czytelniczkom i czytelnikom?

WIOLETTA TOMASZEWSKA: W pierwszej kolejności pojawiło się kilka książek współzałożyciela wydawnictwa, Ryszarda Krupińskiego. W międzyczasie zaczęliśmy publikować ebooki, a następnie książki w tradycyjnej formie papierowej.

Gdyby próbować uogólnić, to od początku istnienia wydajemy po kilka pozycji miesięcznie. A w takim ogromie trudno wskazać jedną, bo przecież każdą cenimy i prezentujemy czytelnikom. Tym samym zacytowane stwierdzenie jest prawdziwe. Bez względu na czytelnicze gusta w naszej bardzo bogatej ofercie każdy znajdzie coś dla siebie.

 

Co zaważyło nad wyborem kolejnych książek?

Nad wyborem kolejnych książek zaważyła pasja i marzenie, by umożliwić debiutantom wkroczenie na literacką ścieżkę. Ma to związek z historią wydawnictwa. Swego czasu jeden ze współzałożycieli Psychoskoku postanowił wydać swoją książkę. Spotkał się z piętrzącymi się problemami, a ostatecznie rozczarowaniem, gdyż wydana publikacja przez nieudolną promocję i dystrybucję utknęła w magazynie.

Właśnie wtedy pojawiła się myśl o powstaniu wydawnictwa sprzyjającego debiutantom i oferującego pełen wachlarz usług. I udało się. Istniejemy od 2011 roku i każdego miesiąca wydajemy książki z różnych gatunków.

 

Podobno w Polsce każdy chce pisać… Wydawanie książek to biznes jak każdy inny?

Absolutnie nie. Stwierdzenie, że każdy chce pisać, nie do końca można traktować jako pomysł na biznes. Nie wszystkie treści nadają się do wydania. Proponujemy poprawę tekstu. Jeśli nadal nie spełnia on określonych wymogów, zostaje odrzucony.

 

Aby napisać książkę, trzeba ogromnego wkładu pracy. Cały zespół wydawniczy musi zadbać, by książka w doskonałej formie trafiła na rynek i została dobrze wypromowana.

Autorzy decydujący się na wydanie książki dobrze o tym wiedzą. Jedni w głębi duszy marzą o dochodowej karierze pisarza, a inni po prostu chcą móc pochwalić się własną książką. Bez względu na to, jakie cele im przyświecają, my – jako wydawnictwo – staramy się pomóc w ich realizacji.

 

Czy wydawnictwo (po części) self-publishingowe ma w Polsce rację bytu? Marzycie o „polskim «Marsjaninie»” Andy Weira?

Wioletta Tomaszewska – kierownik, redaktor prowadząca w Wydawnictwie Psychoskok z Konina

„Marsjanin” Andy Weira to doskonały przykład na to, że czasem warto samodzielne wspomóc wydanie książki. W końcu autor ten właśnie dzięki opcji self-publishingu dotarł na rynek, zyskał popularność, a nawet doczekał się ekranizacji swojej powieści.

My jako wydawnictwo podobnych sukcesów życzymy oczywiście wszystkim autorom, ale hasła „self-publishing” staramy się unikać przez wzgląd na jego negatywny odbiór. Nie wiedzieć czemu, możliwość realizowania marzeń za pomocą własnych środków w przypadku książek wielu osobom kojarzy się po prostu źle.

 

Proponujecie państwo coś w zamian?

Tak, model partnerski, czyli hybrydowy model wydawniczy, który jest jedną z nowszych form, bardziej opcjonalnych zarówno dla wydawcy, jak i dla autora. Wszelkie szczegóły ustalane są bowiem indywidualnie, a opcja ta maksymalizuje szanse na sukces. Właśnie dlatego wszystkich zachęcamy do osobistego kontaktu z nami.

W tym miejscu należy podkreślić, że bardzo wiele wydań książek jest przez nas w pełni finansowanych. Do tego dochodzą zawierane przez nas umowy licencyjne, dzięki którym, przykładowo, na polskim rynku wydawniczym ukazały się książki topowego rosyjskiego pisarza Wiktora Pielewina czy proza Andrieja Płatonowa.

 

Jaka tematyka króluje wśród pisarek i pisarzy, którzy trafiają do Psychoskoku? Można to uogólnić?

Uogólnić z pewnością nie można. Wychodzimy naprzeciw wszystkim, stąd, miejsce dla siebie znajdują u nas autorzy i autorki różnych gatunków. Wskazanie tematyki, która króluje pośród naszych pisarzy i pisarek zdaje się niemożliwe.

 

Ostatnimi czasy z pewnością ukazało się dużo romansów i literatury typowo kobiecej, ale również mocne kryminały, biografie czy literatura faktu. Refleksyjna poezja także pojawia się cyklicznie, podobnie jak fantasy.

W zasadzie cechą stałą pośród naszych pisarzy, którą można wskazać, pozostaje poruszanie aktualnych zagadnień, problemów i ponadczasowych motywów. Sposoby prezentacji bywają różne, ale zawsze poruszają emocje.

 

Jak wybieracie państwo te tytuły, które wydawnictwo wydaje samo, a jak te wydawane ze współfinansowaniem?

 

Na pewno nie na zasadzie loterii czy przypadku, ale na skutek szczegółowej analizy. Nawet najciekawszy tytuł to trochę za mało, by podjąć tak ważną decyzję, dlatego poznajemy treść. Wstępnie oceniamy szansę na zaistnienie pozycji na rynku. Szacujemy, ile pracy będzie musiał włożyć w wydanie nasz zespół. Dyskutujemy z autorem i ostatecznie wspólnie podejmujemy najkorzystniejszą dla obu stron opcję.

Warto podkreślić, że wielokrotnie, po dłuższej współpracy z autorem, gdy ukazują się kolejne jego książki, zasady współpracy ulegają coraz korzystniejszym dla pisarza zmianom.

 

Wspomniała pani o promocji, która jest niezwykle ważna w trakcie procesu wydawania książek. Jak wygląda nagłaśnianie tytułów –  tych wybranych przez państwa i tych self-publishingowych?

Promocja to niezwykle ważny element, bez którego nie można liczyć na sukces książki. Po prostu – bez odpowiednich działań, zaginie ona pośród tysięcy innych. Na szczęście dysponujemy bardzo sprawnym działem promocji, który dba o wizerunek autora i jego publikacji.

Równie mocno angażujemy się w wybrane przez nas – czy też ukazujące się w modelu partnerskim – publikacje. Wszyscy są równie ważni, choć miewają odmienne potrzeby. Gdy jedni chcą dynamicznych działań, inni – niepragnący rozgłosu – wolą bardziej subtelne. W tym wypadku zasady i formy promocji także omawiamy osobiście.

 

Wydawnictwo ma swoją siedzibę w Koninie. Czy lokalność jest dla państwa ważna?

„Wychodzimy naprzeciw wszystkim, stąd, miejsce dla siebie znajdują u nas autorzy i autorki różnych gatunków”. – mówi Wioletta Tomaszewska

Oczywiście. Prężnie działamy na terenie Konia, starając się krzewić czytelnictwo i podkreślać jego znaczenie.

 

Bywamy w szkołach i przedszkolach, Dziennym Domu Pomocy Społecznej, organizujemy na terenie miasta spotkania z autorami, bierzemy też udział w akcjach takich jak chociażby Konin Miasto Kobiet.

A czy widać to w naszych tytułach? Nie, bo przecież nie tworzymy historiografii Konina i jego mieszkańców, tylko wydajemy autorów z całej Polski, a także spoza granic naszego kraju. Można jednak wspomnieć o konińskim przedszkolu, które ma swoją samodzielnie napisaną i zilustrowaną bajkę, wydaną przez nas. A jedna z naszych pracownic, Renata Grześkowiak, jest też poetką. Dba o innych autorów i wydaje z wydawnictwem własne dzieła.

 

Co czeka Psychoskok w najbliższym czasie?

W najbliższym czasie najpewniej czeka nas to, co zawsze, czyli ciężka, choć pasjonująca praca. Dalej będziemy promować już będących pod naszą opieką autorów i czekać na nowych. Debiutanci zawsze wnoszą do wydawnictwa coś nowego.

 

Na koniec proszę zdradzić, co pani teraz czyta?

Nie zaskoczę nikogo, mówiąc, że czytam książki naszych autorów. Przede wszystkim debiutantów, bo zawsze ciekawią mnie nowe propozycje.

Gustuję w egzystencjalnej, nieoderwanej od rzeczywistości tematyce. Najpewniej dlatego tak bardzo, swego czasu poruszyła mnie „Poczwarka” Doroty Terakowskiej – możliwe, że znów po nią sięgnę.

WIOLETTA TOMASZEWSKA – kierownik, redaktor prowadząca w Wydawnictwie Psychoskok.

CZYTAJ TAKŻE: Polski darkroom. Recenzja „Śmierci w darkroomie” Edwarda Pasewicza

CZYTAJ TAKŻE: Książki nie znają granic administracyjnych. Rozmowa z Jakubem Kozłowskim z Wydawnictwa In Rock 

CZYTAJ TAKŻE: Potrzeba opowieści („Koziołki, rury i czarcie ogony”)