fot. Mariusz Forecki

Tajemnice młynów

Młyny to miejsca fascynującej przemiany ziarna w mąkę, podobnie jak młynarz i jego rodzina – bywały kanwą niejednej magicznej opowieści.

 

Do Jaracza trafiałem przy różnych okazjach. To miejsce zawsze wprawiało mnie w zdumienie atmosferą sielskiego uroczyska. Latem można usłyszeć tu śpiew przemykającej pomiędzy koronami drzew żółtej wilgi, czy dostrzec pikującego w rzeczną toń zimorodka. Z Wełny zaś wyciągnąć można – oczywiście posiadając odpowiednie zezwolenia – okazałego dzikiego pstrąga potokowego. Do tego wszystkiego wyczuwa się tu tajemnicę, która ukryta jest w niemal każdym starym młynie. To, że Jaracz jest miejscem nawiedzonym, nigdy nie ulegało dla mnie wątpliwości. Obecność czarta czuć tu niemal w powietrzu, zwłaszcza kiedy w październikowy poranek dotrze się pod młyn, idąc wzdłuż rzeki od strony Obornik.

MIEJSCA TAJEMNIC

Opadająca mgła i migocące w słońcu liście nieco zaburzają zmysł wzroku. Dodajmy tego zapach butwiejącego drewna. Kiedy w takiej aurze zobaczymy budynek spichlerza, w którym jeszcze niedawno funkcjonował młyn, jak nic przejdą człowieka dreszcze. Co tu dużo mówić, to, że diabeł mieszka we młynie nie jest żadną tajemnicą. Murowany spichlerz przejął funkcję młyna, kiedy spalił się ten starszy, drewniany. Czart wie, dlaczego się spalił i co się w nim wyrabiało, poza mąką rzecz jasna.

 

Można też do Jaracza dojść lasami z koszykiem pełnym grzybów, jeśli akurat jest na nie sezon i dopisuje urodzaj. Można, co dość niezwykłe, dopłynąć tu kajakiem, korzystając z usług jednej z przystani na Wełnie.

Oczywiście można też dojechać samochodem. Tylko mając taki wybór, samochód wydaje się najmniej odpowiedni, lepiej już wsiąść w okolicach Obornik na rower, dojechawszy wcześniej do stacji kolejowej w Parkowie i dotrzeć tu o własnych siłach. Innym wariantem, choć nie każdy gotowy jest na takie przeżycia, jest dojazd od strony kwater pomordowanych w latach II wojny światowej. W nieodległym lesie rożnowskim Niemcy zabili ponad dwanaście tysięcy osób. Nie znamy ich nazwisk. Masowe egzekucje odbywały się tam w latach 1939–1943.

 

Całe moje dzieciństwo upłynęło w sąsiedztwie młyna żytniego w Szamotułach. Niewiele mnie kosztowało wysiłku, abym mógł podglądać pracujące maszyny zainstalowane na czterech kondygnacjach ceglanego budynku. Młynki pracowały do późnej nocy, hałasując monotonnie i nieustannie. Obsypani mąką młynarze wyłaniali się niczym białe zjawy z budynku, to na papierosa, to na pogawędkę. Nie jest mi zatem młynarstwo całkowicie obce.

Młyny – miejsca fascynującej przemiany ziarna w mąkę, podobnie jak młynarz i jego rodzina – bywały kanwą niejednej magicznej opowieści. Ileż to bajek zaczyna się we młynach. Książki mające w tytule młyn też można wymieniać długo. Wspomnijmy choćby Iwaszkiewiczowskie: „Młyn nad Utratą”, „Młyn nad Lutynią”, „Młyn nad Kamionną”. Aż dziw, że młynarska osada nad Wełną nie doczekała się jeszcze literackiej kreacji.

ŻARNA, STĘPY, MŁYNKI

Muzeum w Jaraczu powstało w 1989 roku. Od samego początku funkcjonowało jako oddział Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie. Na przełomie XIX i XX wieku do tutejszej osady młyńskiej należało 71 hektarów ziemi, w tym ziemi ornej było około 30 hektarów. Prawie przez cały wiek XIX główne dochody przynosił osadzie napędzany kołem wodnym drewniany młyn oraz hodowla bydła. Pod koniec XIX wieku Niemcy uregulowali koryto Wełny, stary młyn przestał istnieć, a nowy ulokowano w murowanym spichlerzu. Napędem nie było już koło wodne, a turbina wodna.

Muzeum Młynarstwa w Jaraczu, fot. Mariusz Forecki

Muzeum Młynarstwa w Jaraczu, fot. Mariusz Forecki

Do czasów II wojny światowej młynem zarządzali niemieccy właściciele, najpierw rodzina Schwanke, a następnie Koerth. Budynek, o którym mowa, stał się pierwszym obiektem muzeum. W roku 1992 zaadoptowano na cele muzealne stojący na wyniesieniu powyżej rzeki dom młynarza. Do dzisiaj znajduje się w nim stała ekspozycja poświęcona historii młynarstwa, ale także cztery dwuosobowe pokoje gościnne, co – przy uroczym charakterze miejsca – nie powinno być bez znaczenia dla chętnych do odwiedzenia Jaracza.

 

Księga inwentarzowa muzeum zawiera trzysta pięćdziesiąt obiektów. Większość z nich to budowle i zabytki techniki o sporych gabarytach: wśród nich wiatrak koźlak przewieziony tu z Czacza koło Śmigla oraz wiatrak turbinowy z Odrzykonia koło Krosna.

Żarna, stępy, młynki i śrutowniki stanowią niemałą atrakcję stałej ekspozycji. Najstarsze żarno nieckowate z Bnina datowane jest na około VIII wiek p.n.e. Nieopodal niego znajdziemy śrutownik z tabliczką znamionową zakładów Hipolita Cegielskiego. Na cenną kolekcję składają się wykonane w połowie XX wieku przez inżyniera Feliksa Klaczyńskiego 43 modele wiatraków.

Zasobna w ryby Wełna zachęca do prezentowania na terenie muzeum również sieci i pułapek na ryby. Wiele wskazuje na to, że stanowią one zaczyn kolekcji, która kiedyś zmieni to miejsce w muzeum młynarstwa i rybołówstwa rzecznego.

PLUGAWE ZAJĘCIE

Nie bez satysfakcji zauważyłem na terenie młyna ślady świadczące o egzystującej w jego murach całkiem sporej kolonii nietoperzy. Zatem polecać to niezwykłe muzeum należy nie tylko ze względu na muzealne ekspozycje zatytułowane: „Tradycyjne przetwórstwo zbożowe” i „Przemysłowa technika młynarska”. Po ich zwiedzeniu dalej na łąkę lub nad Wełnę!

Muzeum Młynarstwa w Jaraczu, fot. Mariusz Forecki

Muzeum Młynarstwa w Jaraczu, fot. Mariusz Forecki

Koniecznie trzeba zaznaczyć, że cały teren muzeum jest bardzo przyjazny dzieciom, które nie będą się tu nudziły nawet w trakcie kilkugodzinnego pobytu. Z myślą o najmłodszych przygotowano szereg zajęć dla grup zorganizowanych. Podczas warsztatów „Od ziarenka do bochenka” dzieci dowiadują się na przykład, na czym polegała praca młynarza, i korzystając z replik narzędzi produkują mąkę i kaszę. Starsi mogą zapoznać się z mechanizmem działania wiatraków, podczas zajęć poświęconych tym niesamowitym konstrukcjom. Miłośnicy techniki mogą przybyć do Jaracza, aby zapoznać się z zasadami działania małej elektrowni wodnej.

Co drugi rok na młynarski festyn przybywają do Jaracza miłośnicy wiatraków i młynów wodnych z całej Polski. Miejsce z duszą? Z całą pewnością! Wróćmy do tego, co ulotne i niesamowite. Młynarze nigdy i nigdzie nie cieszyli się dobrą sławą. Już Cyceron uważał młynarstwo za plugawe zajęcie! Później bywało już tylko gorzej.

 

Młynarz w całej kulturze europejskiej uchodził za człowieka, delikatnie mówiąc, mało sympatycznego. Symbolizował zło, nieuczciwość, złodziejstwo, rozwiązłość i hipokryzję.

Studia na ten temat ogłosił drukiem Krzysztof Rzepkowski w książce „Złot kciuk. Młyn i młynarz w kulturze zachodu”. Opasły młynarz o nalanej twarzy to stereotypowa postać powszechna w literaturze i ikonografii. Wygląd młynarza był konsekwencją bogactwa i próżności. Pycha, chciwość, nieczystość, łakomstwo, zazdrość, gniew, lenistwo – wymieniłem właśnie siedem grzechów głównych sklasyfikowanych przez katechizm religii katolickiej, wszystkie przypisywano młynarzom od Wysp Brytyjskich do ziem polskich włącznie.

Młynarze, mimo zarzucanego im prostactwa, byli drugą grupą społeczną po duchowieństwie, która dość szybko posiadła umiejętność czytania i pisania, o rachowaniu nie wspominając. Wedle prostego ludu wykorzystywali te umiejętności przede wszystkim do oszustw. O ile w przypadku duchownych czytanie traktowano jako rzecz naturalną, to młynarz – osoba daleka, jak mniemano, od duchowych standardów życia – swoje umiejętności mógł zawdzięczać tylko siłom nieczystym. Dowodził wszak swoim postępowaniem, że jest dosłowną odwrotnością tego wszystkiego, co niosła ze sobą dostępna duchownym sfera sacrum.

WSZELKA NIESAMOWITOŚĆ

Doszliśmy wreszcie, klucząc nieco po manowcach, do meritum. Młyn, zwłaszcza taki jak ten nad Wełną, postrzegany był przez lud jako siedziba diabelska. Młynarze jako jedyni pracowali w odosobnieniu, z dala od ludzi, nigdy blisko innych przedstawicieli swojego zawodu. Wiatraki wznoszono na pagórkach w szczególnie wietrznej okolicy, młyny wodne nad rzekami, w uroczyskach, takich jak to w Jaraczu.

Wojciech Hildebrandt, Michał Kruszona, „Wielkopolskie muzea. Między szklaną gablotą a ekranem LED”, Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu, Departament Kultury, Poznań 2018

Lokalizacja poza terenem zamieszkanym to także lokalizacja z dala od kościoła. O ile wieś i miasto są sferą oswojoną i usankcjonowaną obecnością kościoła, postawiony poza ich obrębem młyn będzie przynależał do chaosu.

 

Przekonanie o złych mocach zamieszkujących młyny było tak silne, że nawet współcześnie miejsca, w których stały wiatraki lub młyny wodne uważa się za nawiedzone i nieczyste.

Dla ludu młynarz, który panował nad siłami natury i potrafił kontrolować takie żywioły, jak woda i wiatr, nie mógł być zwyczajnym człowiekiem. Siłą rzeczy posądzany był o konszachty z diabłem. Śledząc pod tym kątem europejską literaturę lub, co już nie jest takie proste, zapoznawszy się z dokumentami procesowymi sprzed wieków, dowiemy się, że takich oskarżeń były tysiące.

Tym sposobem staram się nadać muzeum w Jaraczu trzeci wymiar. Po kolekcjach dokumentujących historię młynarstwa i śródlądowego rybołówstwa można to miejsce traktować – przy niewielkiej dozie fantazji – jako zaczyn muzeum wszelkiej niesamowitości.

 

Tekst pochodzi z książki Wojciecha Hildebrandta i Michała Kruszony pt. „Wielkopolskie muzea. Między szklaną gablotą a ekranem LED”, Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu, Departament Kultury, Poznań 2018.

 

MICHAŁ KRUSZONA – historyk, muzeolog, absolwent historii UAM w Poznaniu. Od kilkunastu lat jest dyrektorem Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach. Autor wielu książek, m.in.: „Rumunia. Podróże w poszukiwaniu diabła” (rekomendowana w przewodniku po polskiej literaturze: „500 polskich książek, które warto w życiu przeczytać”), „Czarnomorze. Wzdłuż wybrzeża, w poprzek gór” (nagroda im. Arkadego Fiedlera – Bursztynowy Motyl). Jego najnowsza książka „Reifstein albo podróż Trzech Króli” nawiązuje do historii Wielkopolski u progu niepodległości.

 

CZYTAJ TAKŻE: W poszukiwaniu idealnej formy. Pałac w Dobrzycy

CZYTAJ TAKŻE: Rezerwaty archeologiczne związane z początkami polskiej państwowości

CZYTAJ TAKŻE: Był sobie dwór. Dziekanowice i Studzieniec