fot. Jakub Wittchen

Tutaj każdy student jest artystą

Nasz program nie polega jedynie na przygotowaniu słuchaczy do szkół aktorskich. Można potraktować tę naukę jako przygotowanie do egzaminów, ale my stawiamy przede wszystkim na to, żeby ludzi zarażać pasją do tworzenia.

 Jak się zaczęła Twoja przygoda z nauczaniem?

Wszystko, co w moim życiu jest związane z pedagogiką, nauczaniem, przekazywaniem wiedzy – choć od razu zaznaczam, że nie wiem, czy można nauczyć aktorstwa – zaczęło się, gdy byłem na czwartym roku w Łódzkiej Szkole Filmowej. Pewnego dnia profesor Wojciech Malajkat podszedł do mnie i powiedział, że w przyszłym roku akademickim będę jego asystentem. Stwierdziłem, że to jest coś, czego nigdy nie robiłem i za bardzo nie mam ochoty robić, ale on odpowiedział, że będę dobrym wykładowcą. Rzeczywiście miał rację – zaraziłem się tym na maksa. Poźniej próbowałem prowadzić zajęcia w Łodzi, ale po trzech latach, podobnie jak wielu wykładowców, stwierdziłem, że trzeba stamtąd uciekać.

Przyjechałem do Poznania, zacząłem pracować w Teatrze Polskim i zaproponowałem dyrektorowi Pawłowi Szkotakowi zorganizowanie letnich warsztatów aktorskich. Potem chciałem założyć własną firmę i wynajmować od teatru pomieszczenia, żeby tam prowadzić studio aktorskie. Ale dyrektor stwierdził, że to może być po prostu studio Teatru Polskiego. Koordynowałem więc ten projekt przez pół roku – wymyśliłem program, znalazłem wykładowców. Późniejsze perypetie związane z konkursem na dyrektora spowodowały, że przestałem tam pracować. Miałem dość nieprzyjemności i stwierdziłem, że chcę porzucić nauczanie i przekazywanie wiedzy.

 

Co spowodowało, że jednak tego nie zrobiłeś?

Przez przypadek – ale jak wszyscy wiemy, nie ma przypadków – spotkałem wtedy jedną z dziewczyn, która chodziła do tego studia, – stwierdziła, że warto by było dalej pracować i że jest wiele osób, które czekają na to, żebym coś podobnego otworzył. Odpowiedziałem, że na pewno tego nie zrobię, ale możemy się spotkać i zorganizować jakieś próby, przygotować spektakl. Puściłem informację do 2–3 osób, że organizuję takie spotkanie i przyszło 15 osób. Stwierdziłem, że może jeszcze kogoś zaproszę do współpracy, żeby z nimi popracował nad emisją głosu. Z miesiąca na miesiąc zaczęło to ewoluować i w marcu było już 30 uczestników zajęć i chyba 6 czy 7 wykładowców. W listopadzie powstało stowarzyszenie, żeby studio miało formułę prawną.

 

Na początku co pół roku, potem co rok, przenosiliśmy się do coraz większego miejsca, bo ludzi zapisywało się coraz więcej i nie mogliśmy się pomieścić. W sumie mieliśmy 5 różnych lokalizacji.

Ta, mam nadzieję jest naszą ostateczną. Tak się zrodziło STA: z salki o powierzchni 15 m2, którą sześć lat temu wynajmowaliśmy, przeszliśmy do studia wielkości prawie 600 metrów w centrum miasta, z własną sceną.

 

Powiedziałeś, że nie wiesz, czy można nauczyć aktorstwa. Czy większość Waszych studentów marzy o karierze aktorskiej?

Nasz program nie polega jedynie na przygotowaniu słuchaczy do szkół aktorskich. Można potraktować tę naukę jako przygotowanie do egzaminów, ale my stawiamy przede wszystkim na to, żeby ludzi zarażać pasją do tworzenia. Takie jest hasło naszego studia: tutaj każdy student jest artystą, a nie wykonawcą. Dajemy im narzędzia i wskazujemy dalsze drogi po to, żeby mogli sami tworzyć, organizować projekty, zdobywać na nie środki. Myślę, że to nas bardzo odróżnia od państwowych szkół aktorskich.

Pamiętam z czasów nauki w łódzkiej filmówce, jak większość wykładowców poklepywała studenta po ramieniu, że wykonał swoje zadanie dobrze, gdy wykonał je tak, jak profesor. Jak się naśladowało profesora, to było się pupilkiem. Pod koniec pierwszego roku, gdy oglądałem egzaminy swoje i swoich kolegów, widziałem na scenie 10 osób, które zachowują się tak, jak profesor. Ale przecież nie na tym polega sztuka aktorska!

Wtedy powiedziałem sobie, że jeżeli kiedykolwiek będę dyrektorem, aktorem, szefem jakiegoś studia aktorskiego nigdy nie pozwolę, żeby tak to wyglądało. I tego wymagam od wykładowców STA – by nie pokazywali, nie mówili naszym studentom, jak mają zagrać, co mają zrobić i co mają myśleć, tylko dali im narzędzia czy inspiracje, żeby oni sami mogli tworzyć.

 

Jak wybierasz ludzi do współpracy, kolejnych wykładowców?

Większość naszych wykładowców wybrałem spośród aktorek i aktorów poznańskich teatrów. Jednym z kryteriów wyboru było to, czy ja chciałbym pracować z aktorem, którego widziałem na scenie. Dzięki temu studenci mają możliwość weryfikacji tego, czego uczą się od naszych wykładowców. Idą na spektakl, oglądają go i mogą stwierdzić, czy to, co im wykładowca „sprzedaje” na zajęciach, pokrywa się z tym, co robi na scenie.

Pamiętam, że miałem taką sytuację w szkole, gdy przyszedłem na spektakl mojego profesora na pierwszym roku. To był strasznie słaby spektakl dla dzieci, a jak wiadomo dzieci są genialnym widzem – przy nich nie ma szansy na oszustwo czy kłamstwo, bo one reagują w każdej sekundzie. Widziałem więc, jak te dzieci się nudzą, rzucają cukierkami w mojego profesora, który kilka dni później próbował mi tłumaczyć na zajęciach, co to jest aktorstwo i pokazywał mi jak mam grać daną postać i jak po nim powtarzać. Prowadziło to do coraz większej depresji.

W STA jest zupełnie inaczej – z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że nasi studenci mogą bez strachu oglądać swoich wykładowców na scenie i jest to dla nich zawsze fantastyczne doświadczenie.

 

Aktorzy, których zatrudniamy pracują na co dzień w Teatrze Nowym i Teatrze Polskim z wybitnymi reżyserami, i zdobytą w tych relacjach wiedzę przekazują naszym studentom, co powoduje, że poziom studia nieustannie wzrasta. 

Jak zbudowaliście program zajęć w STA?

Program studia wykrystalizował się dwa lata temu, po rozmowie z Anną Ciszowską, która jest naszym wykładowcą. Ania zadała mi bardzo proste pytanie: Co ludzie mają z tego, że kończą STA?oprócz tego, że zagrają w Teatrze Nowym i czegoś się nauczą od nas? Jakie wymierne korzyści mają z tego, że kończą to studio? Postanowiliśmy wtedy zmodyfikować program i dzięki temu mamy dziś sporo zajęć z produkcji, wstęp do reżyserii, zajęcia dotyczące zdobywania środków i organizacji projektów – tego wszystkiego tutaj uczymy.

Przy premierach jest taka zasada, że każdy drugi rok organizuje bankiet popremierowy dla trzeciego roku. Wtedy studenci widzą, jak wiele rzeczy jest do zrobienia, ile to jest pracy – choćby w przypadku zaproszeń, które trzeba zaprojektować, wydrukować, odebrać z drukarni itd. Tego wszystkiego się uczą, żeby później, gdy tworzą swoje projekty, wiedzieli, z czym to się je i z jakimi problemami mogą się spotkać. Nasz program wciąż jest udoskonalany. Cały czas szukam nowych wykładowców, nowych nurtów.

 

Czy widzisz pozytywne rezultaty takiego podejścia do nauczania?

Stawiamy na to, żeby nasi studenci mogli sami tworzyć swoje spektakle i to daje wymierne efekty. Wielu z nich po zakończeniu STA, mimo że nie dostali się do szkoły teatralnej lub w ogóle do niej nie zdawali, gra w spektaklach, rozwija się i na tym zarabia. Coraz częściej dochodzą mnie słuchy, że ktoś gdzieś gra, złapał jakąś rolę. Jedna z naszych absolwentek ma etat w Teatrze Nowym, inna gra już w dwóch spektaklach w Teatrze Polskim, a teraz jeszcze w Lesznie. Wielu studentów gra na Scenie Wspólnej czy na Scenie Roboczej. Otwieramy też kolejny projekt – Scenę Absolwenta. Chcemy młodym ludziom dać szansę na to, żeby mogli dalej pracować isię rozwijać.

 

Ile lat mają studenci STA? Czy macie jakiś limit wiekowy dotyczący naborów na zajęcia?

Zapraszamy wszystkich od 7 do 107 roku życia! Mamy kursy dla dzieci i młodzieży: od siedmiu do szesnastu lat. Nurt główny studia to przedział od 16 do mniej więcej 30 roku życia. Jest też studio rodzica i studio seniora, więc w każdym wieku można rozpocząć taką przygodę. Studio dla dzieci to  istne szaleństwo – do tej pory mieliśmy 40 osób, teraz już 60, utworzyły się cztery grupy wiekowe. Ludzie dzwonią bez przerwy i chcą jeszcze zapisać swoje dzieci, ale w tym momencie nie ma na to szans. Jest dużo osób na liście rezerwowej – może od stycznia uda nam się uruchomić dodatkowe grupy. Zależy to również od dofinansowania. Można natomiast zapisać się jeszcze do studia rodzica i studia seniora – zostało kilka miejsc.

 

Uważam, że nie ma limitu wieku, który pozwala zostać aktorem. Zawsze tłumaczę studentom, że nie potrzebują papierka potwierdzającego bycie zawodowym aktorem do tego, by tworzyć teatr, robić spektakle i spotykać się z widownią.

Do tego potrzebne są tylko chęci, pasja, pomysł – i można to zrealizować. STA jest otwarte w zasadzie 24 godziny na dobę po to, żeby oni mogli tu przychodzić, ćwiczyć, tworzyć.

 

W STA nie tylko nauczacie, ale również produkujecie i pokazujecie spektakle. Jakie są plany na sezon 2018/2019?

W tym sezonie próbujemy uderzyć jeszcze silniej niż w ubiegłych. Nasza scena została wybudowana dzięki zbiórce crowdfundingowej. Udało nam się zebrać na ten cel 25 tysięcy złotych i dzięki temu mamy w pełni profesjonalną scenę z parkiem świateł, nagłośnieniem, a także foyer, szatnią i garderobami. Do końca tego roku planujemy 5 premier, w tym jedną kinową, która odbędzie się w kinie Rialto na początku listopada. Pokażemy pełnometrażowy film, w którym znakomici aktorzy: m.in. Beata Kawka, Jan Peszek, Mariusz Zaniewski, Michał Grudziński, Katarzyna Bujakiewicz wystąpili w rolach epizodycznych, a nasi studenci zagrali główne role. W tym filmie bardzo dużo jest Poznania – tutaj był plan filmowy, realizowała go poznańska ekipa. Wyszło naprawdę znakomicie – nie chcę zapeszać, ale myślę, że widzowie zobaczą kawał fajnego kina.

W listopadzie oprócz filmu dwie premiery teatralne: jedna w reżyserii Anny Ciszowskiej, druga przygotowana przeze mnie. W grudniu najpierw premiera naszej absolwentki, która ukończyła Akademię Teatralną w Warszawie (wydział zamiejscowy w Białymstoku), wróciła do Poznania i robi swój spektakl. Następnie w Teatrze Miejskim w Lesznie odbędzie się dyplom trzeciego roku – to nasza pierwsza koprodukcja z Lesznem. Przenieśliśmy też na naszą scenę „Szczaw, frytki” – świetny spektakl z Teatru Polskiego w Poznaniu, w którym występuje dwóch naszych wykładowców. Wciąż będzie też można  zobaczyć zeszłoroczny dyplom „Levin” w reżyserii Piotra Dąbrowskiego, aktora Teatru Polskiego w Poznaniu.

Niedawno nawiązaliśmy też współpracę z Nowym Jorkiem. Przyjechała tutaj grupa z Bronxu i zrobiła razem z naszymi studentami spektakl. Jest plan, żeby wyjechać do nich,do Stanów.

Jak widać sporo się będzie działo. Zobaczymy, czy widzowie dopiszą, ale myślę, że mamy już taką widownię, która często do nas zagląda, że nie powinno być problemu.

 

Na co dzień godzisz prowadzenie STA z pracą na etacie aktorskim w poznańskim Teatrze Nowym. Jak sobie z tym radzisz?

Ja bym sobie sam nigdy z tym wszystkim nie poradził. Moja żona jest niebywale wyrozumiała, jeśli chodzi o moją pracę. Ona też ogarnia studio, w zasadzie w większym stopniu niż ja, bo zajmuje się wszystkimi kwestiami organizacyjnymi, harmonogramami i kontaktami z wykładowcami. Jest sporo do zrobienia, ale udało nam się spotkać na swojej drodze fantastycznych ludzi, którzy zawsze nam pomagali. Mamy znakomitego księgowego, nową sekretarz w stowarzyszeniu, dział promocji, grafika, fotografa. Sztab ludzi stoi za tym, żeby to funkcjonowało tak, jak funkcjonuje. Dużo osób tu przychodzi, chce pomóc i w końcu zostaje – chce być częścią STA. Staram sięufać swojej intuicji i jak przychodzi ktoś, kto nagle chce coś robić, mówię – róbmy, nie ma problemu.

Utrzymujemy się z czesnego i dotacji, ale żeby nadal się rozwijać, szukamy partnerów i sponsorów. Dzieje się u nas wiele rzeczy, dużo możemy zrobić dla firm, które z nami współpracują. Proponujemy spektakle zamknięte, spotkania i warsztaty. Zapraszamy do współpracy wszystkich, którzy chcieliby pomnożyć nas sukces, stać się jego częścią.

Biorąc pod uwagę to, co się wydarzyło w ciągu tych sześciu lat, to jest jakiś szał. Z 15 słuchaczy zrobiło się 170, z 2 wykładowców – 40, z 15 mprzenieśliśmy się na 600, mamy własną scenę. Jak czasami usiądę i pomyślę, co się udało osiągnąć, to jestem dumny, że STA  rozwija się w tak niebywale szybkim tempie.

ŁUKASZ CHRZUSZCZ – aktor, muzyk, reżyser, założyciel i wykładowca Studia Aktorskiego STA. Debiutował na scenie Teatru Nowego w Łodzi. Współpracował z Teatrem Studyjnym oraz Teatrem Nowym w Łodzi. Po zakończeniu studiów na wydziale aktorskim łódzkiej PWSFTViT był asystentem prof. Wojciecha Malajkata. Znany także z ról serialowych, m.in. w „Magdzie M.”, „Barwach szczęścia” (2007). Wielokrotnie nagradzany na festiwalach teatralnych. Otrzymał „Złotą Maskę” dla najlepszego aktora w sezonie 2006/2007 w Łodzi, „Biały  Bez” – nagrodę publiczności dla najlepszego poznańskiego aktora roku (2008) I Medal Młodej Sztuki przyznawany przez „Głos Wielkopolski” (2008). W roku 2009 został laureatem Stypendium Artystycznego Miasta Poznania. Grał w zespole aktorskim Teatru Polskiego w Poznaniu w latach 2007–2014. Od 2014 roku jest aktorem Teatru Nowego w Poznaniu. Ma na swoim koncie ponad 40 ról teatralnych. W 2012 roku założył Studio Aktorskie STA w Poznaniu.

CZYTAJ TAKŻE: AKTOR, AKTOR! Debiuty, transfery i występy gościnne
CZYTAJ TAKŻE: Wampir i psuja w teatrze
CZYTAJ TAKŻE: Jubileusze i adaptacje – plany na nowy sezon teatralny