fot. Mariusz Forecki

Zapomniane kresy zachodnie

Jest na północy Wielkopolski kraina, która ma własny, specyficzny folklor, ciekawą gwarę i nawet swój hymn. Mieszkańcy Krajny od stuleci mają poczucie odrębności.

Oddzieleni puszczą i bagnami od Pomorza i Wielkopolski, wypierani przez żywioł niemiecki, przetrwali na swojej niezbyt żyznej ziemi. „Ni wichrów moc, ni błyskawice nie złamią nas i po wszy czas, stać będziem, my dziedzice”. Krajna, czyli kraj na skraju, krańcu, część polskich kresów zachodnich. Tak, kresy Rzeczpospolitej były nie tylko na wschodzie.

Historyczna Krajna rozciąga się od Piły na zachodzie po Bydgoszcz i Bory Tucholskie na wschodzie, i od rzeki Noteć na południu, po Kaszuby na północy. Nie ma tu większych miast, historyczną stolicą Krajny jest Nakło nad Notecią. „Dodatek Krajeński”, „Krajeńskie” przy nazwie miejscowości jest tu charakterystyczny. Obszar ten był przez wieki miejscem rywalizacji Polski, Brandenburgii, Krzyżaków, a potem Prus, państwa pomorskiego, a nawet Szwecji i Czech. Był przedmiotem, a nie podmiotem wielkiej historii.

KRAINA KRAJNY

Po II wojnie światowej po raz pierwszy znalazł się w całości w polskich granicach. Ale nawet Polska zlekceważyła jego odrębność i rozkroiła go między trzy województwa. Większość leży w Wielkopolsce, kawałek w Pomorskiem, a spora część w Kujawsko-Pomorskiem. Krajeńskie parafie porozrzucano aż w czterech diecezjach.

Od zawsze tereny te pokryte były lasami i polami uprawnymi. Ciężko doświadczona przez historię pozostawała Krajna na uboczu cywilizacji. Ale właśnie dlatego długo zachowała swoją ciekawą kulturę ludową. Odrębną i z zaznaczonymi wpływami sąsiednich Kaszub, Wielkopolski i napierającej przez wieki niemczyzny.

Ochrona i opieka nad tym cennym dziedzictwem jest misją Muzeum Kultury Ludowej w Osieku nad Notecią, oddziału Muzeum Okręgowego w Pile. Tutaj, w połowie drogi między Piłą a Bydgoszczą, pod Wyrzyskiem, na 13 hektarach działa skansen gromadzący przykłady architektury i zbiory etnograficzne z Krajny, sąsiednich Pałuk i terenów Puszczy Noteckiej.

 

Inicjatywa jego powstania sięga lat 60. XX wieku. W jej realizacji pomogło przypadkowe odkrycie archeologiczne na terenie żwirowni pod Osiekiem w 1972 roku – oraz będące jego konsekwencją badania wykopaliskowe prowadzone do 1977 roku. Znaleziono rozległe i bogate w zabytki cmentarzysko z grobami pochodzącymi z czasów sięgających od początku epoki żelaza (ok. VII w. p.n.e.) do okresu wędrówek ludów (przełom IV/V w. n.e.). Odkopano kilkaset pochówków ciałopalnych, wyposażonych w liczne naczynia ceramiczne, narzędzia, broń i ozdoby, a także kilka palenisk kremacyjnych.

Udało się zrealizować pomysł wyeksponowania na miejscu najciekawszych grobów. A przy okazji ekspozycję archeologiczną połączono ze skansenem etnograficznym. Początkowo skromny plan rozrósł się znacznie z czasem i w latach 80. zakładał odtworzenie wsi w typie owalnicy, z przeniesieniem aż 55 obiektów budowlanych.

MAŁA I DUŻA ARCHITEKTURA

Śmiałą wizję udało się zrealizować jedynie połowicznie. Obecnie w skansenie można zobaczyć 31 obiektów architektury wiejskiej. Pozostałe do przeniesienia budynki nie doczekały translokacji. Większość rozpadła się już lub cicho dogorywa. Wielka szkoda, również dla obecnego funkcjonowania skansenu.

Muzeum Kultury Ludowej w Osieku nad Notecią, fot. Mariusz Forecki

Muzeum Kultury Ludowej w Osieku nad Notecią, fot. Mariusz Forecki

W pięknym terenie, z lasem i wysokimi drzewami, cenne zabytki architektury nie tworzą zwartej zabudowy wsi. Robią wrażenie przypadkowo porozrzucanych, niczym w zabudowie olęderskiej. Nic to, że całość jest świetnie utrzymana i zadbana, z dużą dbałością o szczegóły.

 

Oprócz zagród mamy tu też liczne przykłady małej architektury. Można zobaczyć wolno stojący piec chlebowy. Pruskie przepisy przeciwpożarowe zakazywały wypieku chleba w domu.

Są studnie, krzyże przydrożne i kapliczki, jest piwnica ziemianka i współczesne, ludowe ule figuralne. Sady i kwiaty w ogródkach.  Budynki mają różną konstrukcję. Są drewniane, zrębowe, sumikowo-łątkowe, są ze ścianami murowanymi z cegły, z wypełnieniem z łamanych kamieni polnych i z gliny. Bardzo ciekawe są budynki szachulcowe, o szkielecie z belek drewnianych, z pionowych słupów i łączących je rygli. Stąd pochodzi inna nazwa tej konstrukcji – ryglowa, z niemiecka „fachwerk”.

Fachami nazywano wypełnienia wolnych pól gliną, zmieszaną z sieczką. Obklejano nią rodzaj zbrojenia z drewnianych kołków, owiniętych słomą. Tę polską konstrukcję często myli się z niemieckim murem pruskim, konstrukcją szkieletową wypełnianą cegłą. W niektórych zagrodach odtworzono na podłogach glinianą polepę. Składała się ona z kilku warstw. Spodnia, kilkunastocentymetrowa miała domieszkę sieczki. Do gliny następnej warstwy dodawano końskiego nawozu. Warstwę wierzchnią ubijano i po wyschnięciu zaprawiano wapnem z dodatkiem pigmentu, ochry lub minii. Na końcu, po całkowitym wyschnięciu, powlekano polepę pokostem lnianym. Żeby się nie kurzyło.

 

ŚWIAT RZEMIOSŁA

Prezentowane w skansenie zagrody są różnej wielkości, zamieszkiwali je chłopi znacznie różniący się zamożnością. Widać to też po bardzo odmiennym wyposażeniu wnętrz. W tych ubogich większość wyposażenia wykonywano własnoręcznie, zamożni chłopi kupowali meble jak miastowi, wieszali święte obrazy, mieli ceramiczną zastawę stołową i bogato zdobioną pościel. W niektórych domach można też zobaczyć wyposażenie warsztatów wiejskich rzemieślników. Jest wielki magiel, warsztat tkacki, zakład szewski. Osobno stoi kuźnia i wiejski tartak. Uwagę zwraca zabytkowe wyposażenie wiejskiego sklepu i karczmy. Dzieci zaskoczy klasa szkolna, urządzona w jednej z chałup.

Największe wrażenie robi krajeńska, drewniana zagroda z Dźwierszna Wielkiego, z początku XIX wieku. Ma ustawione w zamknięty czworobok budynki, a wybitna snycerka podcieni i wejść czyni tę zagrodę prawdziwym dziełem sztuki. Widać, że gospodarz był nie byle kim. Miał aż 120 mórg gruntu i stać go było na luksusy.

Muzeum Kultury Ludowej w Osieku nad Notecią, fot. Mariusz Forecki

Muzeum Kultury Ludowej w Osieku nad Notecią, fot. Mariusz Forecki

Dla przeciwwagi warto też zobaczyć skromną poniatówkę. Domek z lat 30. XX wieku, postawiony dla osadników zakładających gospodarstwo po międzywojennej reformie rolnej. Świetny przykład wzorcowego domu o powierzchni zaledwie nieco ponad 40 metrów kwadratowych. Wchodzi się doń z narożnego podcienia o jednym słupie. Mieści sień, z której są wejścia do kuchni i do sypialni. Kuchnia ma osobną spiżarnię i wejście do pokoju dziennego. Ten ostatni łączy się drzwiami z sypialnią. Jest jeszcze do wykorzystania strych pod wysokim dachem. To piękny i zgrabny mały dom. Powinien go zobaczyć każdy architekt i deweloper.

 

Trochę z boku odtworzono szachulcowy kościół z Lasek Wałeckich, z ciekawą drewnianą dzwonnicą i przykościelnym cmentarzykiem. Jest też murowana remiza strażacka. Na pagórku stoją trzy wiatraki, holenderski, polski koźlak i paltrak.

Całości ekspozycji dopełniają trzy ciekawe architektonicznie, ośmioboczne pawilony z rekonstrukcjami różnych form grobów odkrytych podczas badań wykopaliskowych. Wystawę uzupełniają pojedyncze gabloty ze wspaniałymi, ceramicznymi urnami. Chciałoby się oglądać tu więcej eksponatów z wykopalisk. Trochę tu pusto.

ROMANTYCZNA SIELANKA

Skansen w Osieku warto odwiedzić w czasie licznych imprez plenerowych. Na Dzień Dziecka, majówkę, pożegnanie lata, czy festyn etnograficzny. Wtedy starą krajeńską wieś wypełnia życie. Pracują warsztaty rzemieślników, gospodynie i gospodarze krzątają się jak kiedyś w swoich zagrodach. Jest też trochę żywych zwierząt, są konie i kozy. Jak w romantycznej sielance, bez charakterystycznych, nie zawsze przyjemnych wiejskich zapachów. Może i dobrze, że wyszynk nie działa. Tego jeszcze skanseny nie odtwarzają. Za to można się tu wybrać z dziećmi na któryś z warsztatów. Na wielkanocne związane z malowaniem jajek, na pieczeniem pałuckich pierników i wyrabianie chleba.

Wojciech Hildebrandt, Michał Kruszona, „Wielkopolskie muzea. Między szklaną gablotą a ekranem LED”, Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu, Departament Kultury, Poznań 2018

Polecam udać się do Muzeum Kultury Ludowej w Osieku w zwykły dzień. Można wtedy spacerować w ciszy i powoli zanurzyć się w przeszłość. Nic nie przeszkodzi w śpiewie ptaków, a widok sikorki wyskakującej przed nosem, z gniazda założonego w otworze po kołku w belce przy drzwiach do chałupy jest niezapomniany. Zwłaszcza gdy niedaleko, spomiędzy drzew spogląda ciekawska sarna.

 

Tekst pochodzi z książki Wojciecha Hildebrandta i Michała Kruszony pt. „Wielkopolskie muzea. Między szklaną gablotą a ekranem LED”, Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu, Departament Kultury, Poznań 2018.

 

WOJCIECH HILDEBRANDT – z wykształcenia architekt, dziennikarz portalu Kultura u Podstaw; nauczyciel akademicki, rysownik i fotograf. Prowadził Wielkopolską Szkołę Architektury i Sztuki. Autor programów edukacji artystycznej i architektonicznej dla młodzieży. Miłośnik Wielkopolski i jej dziedzictwa kulturowego, któremu poświęcił wiele artykułów. Pasjonat tradycji polskiego domu i obyczaju, znawca historii.

 

CZYTAJ TAKŻE: Przedmioty piękne i użyteczne

CZYTAJ TAKŻE: Kim była Maria Dąbrowska?

CZYTAJ TAKŻE: Między pastorówką a synagogą. Muzeum Okręgowe w Lesznie