fot. Mariusz Forecki

Zbrodnie nasze codzienne

Ten tekst będzie o kliszach, w które wpadamy i którymi się posługujemy. Nawet, jeżeli nie chcemy lub wydaje nam się, że jesteśmy na tyle tolerancyjni, na tyle wyedukowani, że nadbudowa stereotypów nas nie dotyczy. Kto z nas nie myślał o zbójach za kratami?

Sam od kilku lat aktywnie zajmuję się antysemityzmem tym dzisiejszym i tym, z którego wyewoluowała Zagłada; piszę o homofobii, krytykuję patriarchat, więc siłą rzeczy lepkie macki klisz powinny mnie nie dosięgać. Oczywiście, nic bardziej mylnego. Wszystko wydało się w poniedziałek.

Właśnie tego dnia poznańskie Centrum Kultury Zamek zainicjowało II Ogólnopolski Konkurs Więziennej Twórczości Teatralnej. Współzawodnictwo ma na celu rozpowszechnianie teatru i literatury wśród osób za kratami, tym samym pozwala im na rozwój aktywności twórczej, czyli w skrócie: innowacyjna metoda resocjalizacyjna. Chwalebna inicjatywa. Co nie zmienia faktu, że na spektakle poszedłem bardziej z ramienia redakcji, niż dla głębszych uniesień duchowych. Już przed Zamkiem przywitała mnie grupa łysych, barczystych facetów w bluzach z kapturem; takich, których nie chcę spotkać na ulicy, a tym bardziej przed budynkiem instytucji kultury i sztuki. Odwróciłem wzrok i wbiegłem po schodach. Zdążyłem.

Spektakl I

Sala Wielka do połowy pełna. Na scenie: dwa piętrowe łóżka, komódka z elektrycznym czajnikiem i papierosami, na środku stolik z czterema taboretami, na stoliku kubki, karty do gry, zeszyt z krzyżówkami, z tyłu zlew. Scenografia, nawet jeżeli w pełni autentyczna, bo pewnie z więzienia, dalej pozostaje zbiorem rekwizytów, czyli ułudą, konwencją. Gramy w odrealnienie, w którym to, czy widz pochyli się nad postaciami, zależy od wyrazistości i umiejętności aktorów oraz od scenariusza.

Spektakl Wierzchowskiej Grupy Teatralnej z Zakładu Karnego w Wierzchowie Pomorskim, zatytułowano „Teatrzyk”. Więźniowie nie tylko w niej grają, ale również odpowiadają za scenariusz, wspomnianą scenografię, dźwięk i wizualizacje. Gaśnie światło, z głośników słychać Perfect i jego „Chcemy być sobą”. Ta piosenka całkowicie oddaje klimat przedstawienia, koncentrującego się na dwóch protagonistach, którzy ukrywają przed więzieniem swoją prawdziwą naturę. Czarny jest zatem zły (pomiata współwięźniami), a Biały dobry (częstuje współwięźniów papierosami), chociaż tak naprawdę jest odwrotnie. Czarny tęskni za rodziną, marzy tylko o tym, by kupić babci kwiaty. A Biały pragnie dominacji, rządzenia, chce wyjść z pudła i zaszaleć na osiedlu z alkoholem i dziewczynami. Obaj udają tych, którymi nie są, za co srogo zapłacą na koniec. Pomiędzy nimi snują się koledzy z celi i oddziału, starający się, w tęsknocie za rodziną, przetrwać czas odsiadki, jednocześnie „pozostając sobą”.



Doceniam odwagę naturszczyków, grających w spektaklu. Nie jest łatwo stanąć przed tłumem i, poniekąd, wyznać, że nie tylko siedzi się za kratami, ale, za pomocą trudnej sztuki teatru, przechodzi proces resocjalizacji, być może, poznając coś, co na wolności nie było im dane doświadczyć.

Aktorzy Teatru Nowego w Poznaniu „Listy na wolność”, Centrum Kultury ZAMEK, fot. Mariusz Forecki.

Ewa Wójciak z Teatru Ósmego Dnia, jurorka w konkursie, powiedziała na otwarciu: „Ludzie osadzeni są tylko przechodniami w dość ponurym miejscu i są ludźmi, tak samo jak my, tylko stojący po tej drugiej stronie muru. Wszyscy razem chcemy wyprowadzić ich z tego miejsca, a samych siebie ustrzec przed tym, aby do tego miejsca nie dotrzeć”. Pomimo że rozumiem intencję twórców i organizatorów, a na twarzy aktorów, kłaniających się publiczności, widziałem prawdziwą dumę i radość z dobrze wykonanego zadania, to ciągle nie mogłem odpędzić od siebie myśli: „Ale co zrobiliście, że zostaliście zamknięci?!”.

Spektakl II

To pytanie towarzyszyło mi też podczas drugiego występu. Tym razem grupy żeńskiej „Widno-kręgi” z Oddziału Zewnętrznego w Turawie Aresztu Śledczego w Opolu. Wcześniej teatr stworzył spektakl m.in. o przemocy psychicznej i seksualnej wobec osadzonych kobiet. Gdy to usłyszałem, mój feminizm oszalał. Podjęcie takiej tematyki, pozostając w dalszym ciągu w areszcie, wymagało od aktorek nie lada odwagi! Nie tylko musiały to zagrać, ale jeszcze przyznać, że takie naruszenia mają miejsce i dotykają, jeżeli nie je osobiście, to ich współwięźniarki.

Tym razem, w spektaklu „Druga strona”, dziewczyny opowiadały o samotności, rozłące z bliskimi, a głównie z dziećmi. Przez komiczno-dramatyczne inscenizacje aktorki przedstawiają życie codzienne w więzieniu, walkę o telefon (niczym walkę o ogień – dosłownie!), nudną prozę ograniczonego życia, konflikty, czy listowne flirty z chłopakami z bloku męskiego.

 

Pomimo, zdawałoby się, zażyłości między więźniarkami, aktorki mówią, że tak naprawdę są same, nie ma prawdziwej przyjaźni, tylko zazdrość i tymczasowa sympatia.

Aktorzy Teatru Nowego w Poznaniu „Listy na wolność”, Centrum Kultury ZAMEK, fot. Mariusz Forecki

Nikt nie współczuje osadzonej, której sąd odebrał dziecko. Jednak raz jeszcze dramat tych kobiet rozbijał się w mojej głowie o ścianę uprzedzeń. Przecież nie poszłyby siedzieć, gdyby nie zrobiły „czegoś złego” (w spektaklu też brak takiej informacji).

Przecież istnieje hierarchia przestępstw, więc jeżeli matka ze spektaklu dilowała na dzielnicy, albo kradła, biła bogu winnych przechodniów, to, jaki przykład daje dziecku? Czy nie lepiej będzie maluchowi w rodzinie zastępczej? Pomstowałem w duchu za brak w Polsce możliwości adopcji dzieciaków przez gejów i lesbijki, na to, że procedury w domach dziecka są tak skomplikowane. Nawet, widząc uśmiech dziewczyn, spowodowany gromkimi brawami (faktycznie gratulowałem im tytanicznej pracy), ciągle miałem przed oczami patologiczne klisze.

Listy

Na to czekałem z zapartym tchem. Aktorzy, a głównie aktorki poznańskiego Teatru Nowego, prezentują „Listy na wolność” – efekt pracy warsztatów reporterskich z kobietami osadzonymi w Areszcie Śledczym w Lesznie. Sześć kobiet opowiada o swojej kondycji za kratami, związanej z tymczasowością, niepewnością, oczekiwaniem, tranzytowością. Każdą dopuszczono do głosu, dano możliwość, aby ich historie wybrzmiały. Wydało mi się to przedsięwzięciem nowatorskim, jakby artyści dotykali strefy zakazanej. Przecież o więźniach – teoretycznie – wiemy tak wiele, czy to z książek, czy filmów. W obowiązującym dyskursie męskość, nawet uwięziona, dominuje nad kobiecością, to pewne.

Aktorzy Teatru Nowego w Poznaniu „Listy na wolność”, Centrum Kultury ZAMEK, fot. Mariusz Forecki.

Nie tym razem. W „Listach na wolność” pochylono się nad losem zatrzymanych z różnego powodu. Niekiedy ze zwykłej naiwności, jak Monika, właścicielka szkoły językowej, która finansowo zaufała nie tej osobie, której powinna, do tego popadła w depresję przez wielokrotne poronienia i zwyczajnie – nikt jej nie pomógł, życie ją przerosło. Kolejna bohaterka, psychicznie męczona przez męża, marzyła tylko o tym, by wyprawić komunię synowi, taką, jaką będą mieli jego rówieśnicy. Zaczęła podbierać drobne sumy z poczty, w której pracowała. Mąż, mimo że dobrze zarabiał, nie specjalnie chciał się dzielić pieniędzmi, a na głowie kobiety był przecież cały dom.

Z drugiej strony dostajemy przypadki zupełnie skrajne, jak Paulina, żyjąca bez światła i wody, myjąca się w Starym Browarze, prostytuująca się miłośniczka rozbojów na napotkanych osobach. Co zastanawiające, z większości tych różnych historii, wyłania się wspólny mianownik – w podbramkowej sytuacji zabrakło życiowych partnerów kobiet, którzy zwyczajnie ze wstydu, nienawiści, odwrócili się od nich. A często byli tak samo winni, niekoniecznie przez współuczestnictwo w łamaniu prawa, mieli po prostu przerośnięte ego albo chcieli pokazać, kto jest panem domu.



„Listy...” stanowią dopełnienie dwóch poprzednich przedstawień, pokazują, nie tylko wielką klasę aktorek Teatru Nowego, ale przede wszystkim fakt, że moje myślenie o zbójach za kratami było myśleniem tylko i wyłącznie życzeniowym.

Pod koniec bohaterki wymieniają powody, za które można iść siedzieć. I uwierzcie mi te „małe” zbrodnie prawne popełniamy niemal każdego dnia. To ważne, by takie inicjatywy, jak opisywany konkurs, mieściły się w ważnych dla miast instytucjach kulturalnych, zmieniając opresyjne myślenie. Jakkolwiek patetycznie to brzmi, ale praca u podstaw potrzebna jest nie tylko wśród marginalizowanych – więźniów, więźniarek, ale także i nas – stale uczestniczących w wydarzeniach kulturalnych.

II Ogólnopolski Konkurs Więziennej Twórczości Teatralnej odbywa się od 13 do 17 kwietnia w Poznaniu.
Prezentacje konkursowe: Teatr Ósmego Dnia, Teatr Polski, Teatr Nowy oraz Centrum Kultury Zamek.
Organizatorzy: Areszt Śledczy w Poznaniu wspólnie z Urzędem Marszałkowskim Województwa Wielkopolskiego oraz Urzędem Miasta w Poznaniu.