fot. Maria Krześlak-Kandziora

Deszcz w krainie Liliputów

Wiało niepokojąco, ale taki szumiący las jest magnetyczny. Wiatr miał za chwilę dać za wygraną, tak mówiły prognozy. Zamiast ostrych podmuchów i szumu w koronach i uszach przyszedł deszcz. Deszcz zmywa zapach z ludzi, łanie uciekły, ale raczej niespiesznie. „Ciapaliśmy” w błocie śledząc naziemne życie lasu. Tropy borsuka wyszły na ścieżkę i wróciły w miękkie, „ciamkające” runo.

Zimowy las po deszczu staje się krainą grzybów, porostów i śluzowców. Gdy nie ma śniegu, a temperatura bezsensownie oscyluje w okolicach dziesięciu stopni, rezygnuję z wyczekiwania na śniegowe chmury. Zagłębiam się w pachnący las i uważniej patrzę pod nogi. Czuję się nagle jak wielkolud w krainie Liliputów, odzyskuję proporcje, kucając, przyklękając, wpuszczając palce w próchno i runo.

 

Zmysły dotyku i węchu są w kontakcie z przyrodą ogromnie ważne, zespalam się z całą tą otaczającą mnie wilgocią i ciszą.

Kiedy idziecie na leśny spacer, nie zapominajcie dotknąć drzew, obok których przechodzicie. Dzięki temu będziecie z nimi, a nie pośród nich.

Plechy, strzępki, kapelusze

Żeby wejść w świat grzybów dobrze jest zmienić perspektywę. To nie jest opowieść o borowikach, maślakach, podgrzybkach. Oprócz nich istnieje całe uniwersum grzybowych dziwaków. Niektórzy są jadalni w specyficznych warunkach, ale przede wszystkim warto zachwycić się ich formą. Zmianie perspektywy towarzyszy odwrót od antropocentryzmu. Można stanąć w mieszanym towarzystwie drzew Puszczy Zielonki, zamknąć oczy, wciągnąć powietrze i wyobrazić sobie, że wszystko tu prowadzi zupełnie jawny, ale przed nami skryty żywot.

 

„Gdybyśmy potrafili prześwietlić wzrokiem ściółkę, zobaczylibyśmy wzrost strzępek” – mówi mykolożka Marta Wrzosek w książce „W czym grzyby są lepsze od ciebie?” (wyd. Feeria).

 

Najmilszy jest las, w którym leży martwe drewno – ile faktur i konsystencji ma próchno, świeżo wyłamany z ziemi dąb, rozkładający się od lat świerk. Te wszystkie słowa mogą budzić zdumienie, może odrzucają – zgnilizna, próchno, rozkład. Wystarczy jednak kilka razy zagłębić się w tajemnice tego życia po życiu, żeby regularnie wpadać zachwyt, a grzybów, porostów i mchów szukać nawet w mieście.

Leśne siły specjalne

Omszałe pnie żyjących drzew, miękkie ciała tych leżących w runie – przyciągają wzrok. Jeśli wśród odcieni brązów, jesiennych zgniłych zieleni nagle błyśnie wam turkus – pochylcie się i weźcie do ręki ten kawałek brzozy. Turkus oznacza obecność chlorówki drobnej – grzyba zabarwiającego drewno dębów i niektórych innych drzew liściastych na niebiesko. Odnajduję ją zawsze na brzozie, w Puszczy Białowieskiej i w Puszczy Zielonce. Owocniki też są niebieskie, ale tym razem ich nie ma. Grzyb przyczaił się, czeka na przychylniejsze warunki.

 

Między liśćmi, na kawałkach drewna można spotkać wyciągające się ku górze białe „rączki” próchnilca gałęzistego, jest go dużo, rozglądajcie się. Próchnilec to sap-ro-trof, żywi się wyłącznie tym, co już umarło.

„Martwe drewno jest bardzo specyficznym środowiskiem życia. Ze względu na niewielką dostępność zawartych w nim substancji odżywczych może ono stanowić podłoże do rozwoju jedynie dla wyspecjalizowanych gatunków, o ściśle określonych wymaganiach pokarmowych” – opowiadają specjaliści w kapitalnej broszurze „Drugie życie drzewa” – Jerzy M. Gutowski, Andrzej Bobiec, Paweł Pawlaczyk i Karol Zub.

Chlorówka drobna - fot. Maria Krześlak-Kandziora

Chlorówka drobna, fot. Maria Krześlak-Kandziora

 

Grzyby to superbohaterowie lasu, cierpliwi, pożerający celulozę, ligninę i wodę, wchodzący w nieoczywiste związki z glonami, rozkładający materię. Niekiedy współpracują z drzewami, inne powoli je zabijają – grzybowe safari w zwolnionym, rozłożonym na lata tempie.

Galaretki i czułki

„(…) według szacunków w jednym gramie gleby mieści się między 240 a 350 metrów sznurów grzybniowych i strzępek” – wprawia w zdumienie Marta Wrzosek.

 

Niemal go zadeptałam – „czułki” sporysza żółtego zauważyłam w ostatniej chwili, podobny nieco do próchnilca wychynął, niczym rogate słoneczko, spomiędzy liści na ścieżce.

 

Na smutnym zrębie, na pniu po dorodnej sośnie umościła się malowniczo kozia broda. Bezradnie gapiliśmy się na nią zza siatki, którą otoczono zrąb, wyginałam się wściekle, próbując złapać ją zoomem aparatu. Kozia broda to ładniejsza nazwa szmaciaka gałęzistego – usmażony na patelni podobno smakuje nieco orzechowo.

W rozkładających się liściach leżą patyki, patyczki, gałęzie, gałązki, a na nich gwiazda mglistego, wilgotnego dnia – trzęsak pomarańczowożółty. Trudno się oprzeć, żeby go nie dotknąć – ma galaretowatą strukturę, przepiękny kolor świeżego żółtka. Parę dni później zobaczymy go w Wielkopolskim Parku Narodowym, ale będzie cały sczerniały, smutny jakiś. Listopadowe okazy w Zielonce są imponujące. Jednak to nie koniec sensacji.

Jej wysokość buławka

Chwytam gałązkę, odsuwam ją od twarzy, żeby przejść sarnią ścieżką bez szwanku, ale… zgniatam coś w palcach, gałązka zostaje na wysokości nosa, przytrzymuję ją i staję oko w oko z obcym. Rośnie wprost na żywym kawałku drzewa, wygląda jak jego fragment. Spieszyłam się, zrobiłam zdjęcia i kodując w pamięci dziwaczny twór, poszłam dalej. Trzeba było chwilę zostać, dokumentację zrobić nieco lepszą.

 

Bo to prawdopodobnie była buławka rurkowata – dość rzadka, widziana przeze mnie po raz pierwszy w życiu. Takie spotkania winno się celebrować.

Rozpoznawanie kolejnych gatunków jest jak gra terenowa. Tropię następne okazy, dokumentuję, a potem konsultuję ze znajomymi przewodnikami, przeszukuję internet, zaglądam do książek i broszur – ustalam tożsamość delikwenta. Fotografowanie porostów – złotorostu ściennego czy zachwycającego chrobotka koralowego – to czysta przyjemność. Spójrzcie na ich kształty, zobaczcie, jak rosną w symbiozach, w sąsiedztwie mchów, przeplatają się gatunkowo. Rafa koralowa lasu wciąga jak ukwiały plankton. Grzyby są wszędzie – w glebie, powietrzu i wodzie – przedziwny i zachwycający świat, pełen życia.

 

W poznawaniu świata grzybów, porostów i śluzowców od początku pomagała mi i pomaga Lucyna Żłobin – przewodniczka po Puszczy Białowieskiej, której bardzo dziękuję za życzliwość. Regularnie korzystam też ze wspomnianej w tekście broszury „Drugie życie drzewa”, wydanej przez WWF i dostępnej w sieci za darmo. Po wiedzę odsyłam również do wymienionej książki Marty Wrzosek i Karoliny Głowackiej „W czym grzyby są lepsze od ciebie?”.