fot. Mariusz Forecki

Do zobaczenia na dyskotece!

„Frekwencja na naszych dyskotekach wskazuje na zmęczenie muzyką typowo bitową, do której tańczy się w większości lokali. My też jesteśmy tym trochę znużeni i puszczamy polską muzykę piosenkową sprzed lat, bo do takiej sami chcielibyśmy się bawić” – mówią Bartosz Papierz i Jędrzej Szymanowski z poznańskiego duetu ABC Przygody.

SEBASTIAN GABRYEL: „Powiedz «A», a zaraz zacznie się, powiedz «B», będziemy bawić cię, powiedz «C», co dalej, cicho sza-a-a, ABC przygody poznaj sam!” – to refren „ABC Przygody” Seweryna Krajewskiego. Dlaczego to właśnie tytuł jego piosenki stał się nazwą waszego projektu? I o co właściwie w niej chodzi? [śmiech]

BARTOSZ PAPIERZ: Kiedyś, gdy jeszcze nawet nie było pomysłu na duet dyskdżokejski ABC Przygody, słuchaliśmy sobie wspólnie płyty „Dyskoteka Pana Jacka” i ten tekst bardzo nas rozbawił. Wydaje się świetnym zaproszeniem do imprezowania, a przy okazji całkiem błyskotliwym rozwinięciem skrótu ABC. Gdy zaproponowałem Jędrzejowi granie dyskotek z polskimi piosenkami z winyli, to była jego pierwsza propozycja nazwy. I tak zostało. A tak w ogóle, to jest supernumer!

JĘDRZEJ SZYMANOWSKI: To bardzo fajna nazwa od bardzo fajnej piosenki, która znakomicie wzbogaca nasze reggae’owe sekwencje na imprezach [śmiech]. Spodobało nam się, że ABC Przygody może – owszem – oznaczać „abecadło przygód”, jak chciałby Jacek Cygan, ale jednocześnie brzmi jak nazwa fikcyjnej spółki, jakby coś na kształt duchologicznych efemeryd biznesowych z początków kapitalizmu.

BP: Ja mam z nią jeszcze inne bardzo miłe skojarzenia, bo przypomniała mi o animacji „Dawid i Sandy”, którą miałem na VHS-ie w dzieciństwie. Ta piosenka była skomponowana przez pana Seweryna właśnie do tego filmu.

JS: Ja nie miałem pojęcia o istnieniu filmu, ale pamiętałem przygody Dawida i Sandy z zeszytu komiksowego, który zawsze pałętał się gdzieś w moim rodzinnym domu. Tak właśnie uzupełniają się nasze dziecięce wspomnienia.

 

Pamiętacie swojego pierwszego winyla?

Bartosz Papierz i Jędrzej Szymanowski z poznańskiego duetu ABC Przygody, fot. Mariusz Forecki

BP: Jeśli mówimy o pierwszej płycie, którą kupiłem, to w moim przypadku nie byli to polscy wykonawcy, ale polskie wydania. Na jakiejś giełdzie z duperelami nabyłem album Madonny „True Blue” i „Actually” Pet Shop Boys. Nie przypominam sobie bardziej „abecadłowej” płyty, którą kupiłem. Chociaż w dzieciństwie miałem album Jacka Skubikowskiego do filmu dla dzieci, który nigdy nie powstał, pod tytułem „Papuga Gaduła”. Mam ją do teraz i polecam kawałek „Twój Przyjaciel” – zdarza się nam grać go na dyskotekach.

JS: U mnie w domu rodzice mieli gramofon i płyty – jako dziecko, oczywiście, najbardziej interesowały mnie bajki i piosenki dla dzieci. Pamiętam, że najchętniej sięgałem po „Dziabąga” z piosenkami śpiewanymi m.in. przez Wiktora Zborowskiego. Zaś pierwszą „dorosłą” płytą, której odsłuchy jestem w stanie sobie przypomnieć, jest krążek już zdecydowanie – jak to mówi Bartek –„abecadłowy”, czyli „Nowy wspaniały świat” 2 Plus 1. Niedawno przywiozłem sobie nawet tę płytę do Poznania, żeby zapuścić na imprezce „Chodź, pomaluj mój świat”.

BP: Ej, ja też miałem „Dziabąga”! Powinien być gdzieś u rodziców, poszukam.

Na swoich dyskotekach serwujecie ulubione polskie piosenki. Podejrzewam, że w waszym przypadku słynne podchodzenie do DJ-a z koncertem życzeń jest na porządku dziennym [śmiech].

JS: Czasami nawet reagujemy na takie „requesty”, choć często są zbyt absurdalne...

BP: Tak, zdarza się, że ludzie proszą o Rihannę [śmiech].

JS: Ostatnio ktoś chciał Billie Eilish [śmiech].

Gwiazdy polskiej estrady w rodzaju Beaty Kozidrak czy Maryli Rodowicz to jedno, ale przecież muzyka z okresu ich świetności to również wiele perełek, które nie są powszechnie znane. Które z nich są waszym największym odkryciem?

BP: Pewnie Jędrzej będzie miał tutaj więcej do powiedzenia, bo współtworzył ranking Polskich Piosenek Wszech Czasów na portalu Screenagers.pl, z którego ja sam dowiedziałem się o wielu takich perełkach.

JS: To publikacja sprzed siedmiu lat, która jednak swego czasu rzeczywiście trochę namieszała w recepcji panteonu polskiej piosenki. Sam przy tej okazji, z polecenia redakcyjnych kolegów, poznałem wówczas sporo niesłyszanych wcześniej „wykopalisk”. Z tym większą satysfakcją odtwarzam dziś takie utwory jak przeszywający niepokojącą atmosferą „Balet rąk” wspomnianych 2 Plus 1, już po ich „zimnofalowym” przewrocie.

BP: Czasem faktycznie zdarzy mi się trafić na płytę czy piosenkę, której w ogóle nie ma w internecie. Z takich rzeczy pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to na pewno jedyny album girlsbandu Fiesta. Może nie wszystkie tracki są na nim warte uwagi, ale większość to świetne piosenki pop, z „W moim niebie nie ma gwiazd” na czele. Ostatnio chłopaki z The Very Polish Cut Outs wydali edit tego numeru, więc pewnie to im należą się zasługi za jego „wydiggowanie”.

JS: Kiedyś nabyłem w ciemno małą płytę tajemniczej wokalistki o pseudonimie Dorota. Wprawdzie „Przed bramą czarów” to nie jest polska kompozycja, tylko przetłumaczony na język polski cover, ale jego oniryczna aura doskonale pasuje do sztucznie zadymionych wnętrz, w których gramy.

BP: Niedawno, po długich poszukiwaniach, udało mi się też dorwać singiel Krystyny Giżowskiej „Będę gwiazdą”, który był samplowany przez PRO8L3M. Bardzo podobał mi się ten kawałek i chciałem go mieć na wosku. Okazało się, że na stronie B znajduje się nieistniejący nawet w najdalszych odmętach Chomika kawałek „Music Man” – szybki disco strzał, świetnie sprawdzający się na przykład pomiędzy hitami Kombi. Polecam serdecznie! Przy okazji zachęcamy do polubienia naszego profilu na Facebooku (facebook.com/abcprzygody). Tam od czasu do czasu szpanujemy różnymi piosenkowymi znaleziskami z naszych winylowych zbiorów.

 

Wspomnieliście o samplu wykorzystanym przez bardzo dziś popularny duet hiphopowy PRO8L3M. Co sprawia, że tak wielu wykonawców z dawnych czasów cieszy się dziś popularnością wśród młodych ludzi? Wystarczy przypomnieć niedawną modę na Zbigniewa Wodeckiego, później na Krzysztofa Krawczyka…

BP: Dzieje się tak, ponieważ to po prostu świetna muzyka, ale pewnie duży wpływ ma na to również memiczny pierwiastek wielu tych wykonawców i utworów. Jednak, nawet jeśli tak jest, to super, że więcej osób słucha dobrej muzyczki.

JS: Względnie dobra frekwencja na naszych dyskotekach może wskazywać też na pewne zmęczenie muzyką typowo bitową – techniczną elektroniką, do której jednak tańczy się w większości lokali, przynajmniej w Poznaniu. My też jesteśmy tym trochę znużeni i puszczamy muzykę czysto piosenkową, bo do takiej sami chcielibyśmy się bawić. A że specjalizujemy się przy tym w spuściźnie wyłącznie krajowej, to już osobna sprawa.

Sam trend odgrzewania polskich wykonawców sprzed lat jest praktykowany w przeróżnych odsłonach od dobrej dekady i większość tych przypadków bardzo nas cieszy, bo – jak wspomniał Bartek – to jest skarbnica fantastycznych piosenek. Z czego jeszcze to wynika? Nie wiem, z nostalgii? „A sentymenty jak balsam, jak mgła, nieuchwytne jak puch i kochane tyle lat” – śpiewała Dzidka Sośnicka.

No właśnie, Zdzisława Sośnicka kontra Halina Frąckowiak – zdecydowaliście już, którą kochacie bardziej? [śmiech]

JS: W naszym świecie są dwie królowe [śmiech].

 

Co daje nam wosk, czego nigdy nie da streaming? Co tkwi w czarnej płycie, że wciąż cieszy się takim zainteresowaniem, a często i nawet kultem?

JS: To zabrzmi banalnie, ale pewnie jej unikalna namacalność. Winyl to przecież ekstra przedmiot, który fajnie mieć. To wielkoformatowa oprawa graficzna plus cały „rytuał” związany z nastawianiem igły. Przy okazji swoje waży, szczególnie w ilości hurtowej, na co każdorazowo trochę psioczymy, transportując swoje kolekcje na zabawy.

 

Ale granie z winyli jest super – nawet  kiedy ktoś podczas tańca wpadnie w naszą didżejkę i przypadkiem całkowicie zmieni oblicze imprezy, mimowolnie przestawiając igłę w inne miejsce krążka. Bywa śmiesznie [śmiech].

BP: Nie jesteśmy też żadnymi dziadami z jakiejś „grupy winylowej” na Facebooku. Cały czas najważniejsze jest dla nas to, co na tych „plackach” jest nagrane. Mnie moda na winyl cieszy jeszcze z jednego powodu – dzięki jego wielkiej popularności, wydawcy decydują się na wypuszczanie na tym nośniku rzeczy, które ukazały się już w czasach, gdy rządziła „cyfra”. Skutek jest taki, że podczas zabaw ABC Przygody możemy wspólnie śpiewać „najntisowe” szlagiery Myslovitz czy Varius Manx.

Niedawno mieliście okazję zagrać w ramach poznańskiego festiwalu Spring Break. Jak zapamiętaliście ten występ?

BP: Uwielbiam Spring Break! Obaj bawiliśmy się na wszystkich dotychczasowych edycjach i każdą wspominam dobrze – jeśli nie ze względów muzycznych, to na pewno towarzyskich. Dlatego zajebiście było móc zagrać after w tym roku! Nie wiem, czy zdarzyło się coś wyjątkowego podczas tej imprezy, propozycji kontraktu z Kayaxem raczej nie dostaniemy, ale mam nadzieję, że każdy kto odwiedził Rewiry, bawił się dobrze.

 

Jakie będą dalsze przygody ABC Przygody?

BP: Nadal będziemy grać w naszych ulubionych i zaprzyjaźnionych miejscach w Poznaniu takich jak Kisielice, Rewiry czy Rum na Kościach. Poza tym w czerwcu będzie miała miejsce nietypowa dla nas sytuacja, bo zagramy na pikniku osiedla Grunwald Północ, organizowanym przez Generator Malta. No i szykują się pierwsze imprezy poza Wielkopolską. Śledźcie nasz profil na Facebooku – tam na bieżąco informujemy o kolejnych wydarzeniach. Do zobaczenia na dyskotece!

ABC PRZYGODY – poznański duet tworzony przez DJ-ów Bartosza Papierza i Jędrzeja Szymanowskiego. Jak sami podkreślają, potańcówki ze znakiem ABC Przygody zapewniają przyjemny wypoczynek, umożliwiają hobbystom wzbogacenie znajomości starych polskich przebojów i popularnych polskich wykonawców oraz urozmaicają spotkania towarzyskie. ABC Przygody to bogaty i różnorodny repertuar z wysmakowanej kolekcji polskich płyt gramofonowych. To projekt, który gwarantuje dobrą rozrywkę wszystkim melomanom bez względu na wiek.

CZYTAJ TAKŻE: Lecąc w otchłań. Rozmowa z Cyprianem Łakomym z In Twilight’s Embrace

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #12. Michał Giżycki, Molk i Poznański Chór Chłopięcy

CZYTAJ TAKŻE: Rebeka „Post Dreams”: Gwiazdy i niespełnione marzenia