fot. Atelier Loegler Architekci Sp. z o.o., Kraków (projekt). Reprodukcja: Mariusz Forecki

Nowy Teatr Muzyczny w Poznaniu – sukces czy porażka?

Miasto planuje wydać na budowę nowego Teatru Muzycznego 170 milionów złotych. Teatr będzie gotowy za cztery, może pięć lat. Wyróżnione projekty finałowe potwierdzają smutną prawdę o mizerii konkursów architektonicznych w Polsce.

Podkasana muza fika nóżkami w gestapowskiej katowni. To możliwe tylko w Poznaniu. Cóż, poznańska operetka od dziesiątków lat mieści się w dawnym Domu Żołnierza, w gmachu, który nawet nie jest jej własnością. Tutaj w czasie drugiej wojny światowej była siedziba Gestapo, niemieckiej tajnej policji państwowej. W podziemiach do dzisiaj są ślady hitlerowskiego więzienia, w którym torturowano i mordowano tysiące ludzi. Rozstrzygnięty właśnie konkurs na nowy budynek Teatru Muzycznego daje nadzieję na koniec profanacji miejsca martyrologii.

Zaraz po wojnie wydano decyzję o zburzeniu tego budynku o strasznej historii. Stało się jednak inaczej. Odbudowano go w nieco innej formie niż przed wojną i od 1956 roku był siedzibą poznańskiej operetki.

 

To tak, jakby na terenie obozu koncentracyjnego zrobić wesołe miasteczko. Zabawa w miejscu kaźni trwa nieprzerwanie już ponad 60 lat.

Zmieni się to dopiero po wybudowaniu nowego gmachu. I za to należą się wielkie podziękowania inicjatorom tego przedsięwzięcia i organizatorom konkursu architektonicznego na projekt nowoczesnego Teatru Muzycznego.

POWOJENNY PLAN ROZBUDOWY

Nowy Teatr Muzyczny w Poznaniu – sukces czy porażka?

I nagroda: Atelier Loegler Architekci Sp. z o.o. (Kraków). Reprodukcja: Mariusz Forecki

Przez 70 powojennych lat Poznań zyskał niewiele spektakularnych budowli zmieniających obraz miasta. Wymieniłbym tylko Okrąglak, hotel Merkury i halę Areny. Budynki wyższych uczelni wyrzucono poza miasto, wielkie inwestycje mieszkaniowe rozsadziły jego plan i rozlały się szeroko i bez logicznego sensu. Miasto niezdolne było do budowania teatrów, sal koncertowych czy muzeów.

Nic nie dorównało międzywojennym inwestycjom podjętym na okoliczność Powszechnej Wystawy Krajowej. Wielki, niemiecki plan zabudowy terenów pofortyfikacyjnych wokół Poznania, zwłaszcza ich części zachodniej, na sto lat utrwalił nową sylwetę Posen. Prusakom zależało na zbudowaniu nowej panoramy miasta, widocznej od zachodu – od strony Berlina.

To tutaj zlokalizowano monumentalny dworzec kolejowy i widok stąd stał się wizytówką miasta. Po lewej stronie powstały futurystyczna Wieża Górnośląska i rozległe tereny targowe, wystawy osiągnięć państwa pruskiego na jego wschodnich ziemiach. Wokół – monumentalna zabudowa mieszkalna nowych dzielnic: Wildy, Łazarza i Jeżyc.

 

Przybyły ze stolicy cesarstwa podróżny już na dzień dobry widział piękne i bogate miasto, z sylwetą najeżoną wieżami, z budowlami reprezentującymi cały przekrój wielkich stylów architektonicznych.

Od romańskiego pałacu cesarskiego z najwyższą wieżą, obecnego budynku filharmonii i dyrekcji poczty, przez renesansowe gmachy uniwersytetu, aż po rzymską operę i barokową siedzibę Hakaty.

Cała ta nowa dzielnica rezydencjonalna wyrosła jak spod ziemi w kilkanaście lat i skutecznie zmieniła wygląd miasta, fałszując jego polską przez wieki historię. No bo kto w lesie lśniących nowością monumentalnych budowli był w stanie wypatrzyć – gdzieś daleko – z tyłu miasta wieżę starego ratusza, schowanego za nowym, pruskim. Ukryła się w tej panoramie też katedra, zepsuta przebudowami.

Na zawsze przepadła wtedy – sto kilkadziesiąt lat temu – stara panorama Poznania, widziana przez Wartę od wschodu. Przyduszona masywem pruskiej cytadeli na północy, zasłonięta ścianami wielkich kamienic. Rozebrano stumetrową kolegiatę, wieża zamku sama się wcześniej rozpadła, piękna wieża ratusza i eleganckie wieże „bernardynów” wtopiły się w miasto, które odwróciło się w drugą stronę, na zachód, na Berlin.

Czasy po drugiej wojnie niewiele zmieniły. Potrafiono tylko porozbierać pruskie wieże, jakby ocalałych budynków było za dużo w zrujnowanym Poznaniu. A wielka dziura kolejowa, wycięta w poprzek miasta, zamiast być jego wizytówką, przynosi nam do dzisiaj tylko wstyd.

MIEJSKA REWOLUCJA

Nowy Teatr Muzyczny w Poznaniu – sukces czy porażka?

I nagroda: Atelier Loegler Architekci Sp. z o.o. (Kraków), projekt sceny i widowni. Reprodukcja: Mariusz Forecki

Po wojnie powstał jednak sensowny plan zmian centrum miasta. Zaproponowano nakrycie wykopu kolejowego płytą. Dałoby to miastu jakieś 200 hektarów świetnych terenów inwestycyjnych w samym centrum. Niestety, co było możliwe np. w Warszawie, w Poznaniu pozostało niespełnioną wizją.

 

Zamiast tego miasto w ostatnich latach zaczęło punktowo rosnąć w okolicach kolei. Jak tkanka nowotworowa pojawiła się kuriozalna narośl centrum handlowego zamiast dworca, który zamienił się ruinę.

Rosną w oczach apartamentowce, które skasowały na dobre dworzec autobusowy. Milionowa prawie aglomeracja straciła w krótkim czasie dwa centra transportowe – kolejowe i autobusowe. To katastrofa miasta, której pozbawiony prawdziwego planowania Poznań nie potrafił zapobiec.

Ostatnio w tym rejonie stanął monumentalny gmach nowego Bałtyku. To pełna kontrowersji rzeźbiarska bryła, która na wizualizacjach lśniła jak srebro, a po zbudowaniu okazała się czarnym klocem, obłożonym ordynarnym lastriko. Tyle że ten spektakularny budynek jest pierwszym istotnym elementem panoramy miasta od stu lat. Mimo niedostatków swej formy stał się ikoną nowoczesnego Poznania.

NOWY TEATR MUZYCZNY

I nagroda: Atelier Loegler Architekci Sp. z o.o. (Kraków), widok z góry. Reprodukcja: Mariusz Forecki

Podobne oczekiwania miało miasto, wyznaczając pod przyszły Teatr Muzyczny kiszkowatą działkę po przeciwnej stronie torów, obok siedziby Akademii Muzycznej i Uniwersytetu Ekonomicznego, naprzeciwko starej Auli Uniwersyteckiej. Ładnie to będzie wyglądać w takim towarzystwie zacnych instytucji kultury, rzut beretem od Opery i Centrum Kultury ZAMEK.

 

Nikt nie zawracał sobie głowy takim drobiazgiem jak hałas – pędzących dosłownie kilka metrów obok – pociągów. Nie zauważono, że ziemia tam drży co kilka minut.

Żadne skomplikowane rozwiązania techniczne nie zniwelują tych zakłóceń w czasie przyszłych koncertów i spektakli muzycznych. Nikt nie spytał, co myślą o tym ciężko doświadczeni sąsiedztwem torów kolejowych użytkownicy Auli Uniwersyteckiej i sal koncertowych Akademii Muzycznej. Bez znaczenia, czy to brak wiedzy, czy nieudolność decydentów. Wszyscy poniesiemy konsekwencje tej złej decyzji lokalizacyjnej.

Piszę to świeżo po długim marszu przez porzucone przez miasto rozległe tereny w centrum – obok dawnego miejskiego stadionu. Tandetne targowisko pełne śmieci i ruina stadionu, dzikie parkingowisko obok miejskiej pływalni i hali sportowej – jakoś nikogo nie rażą. Hektary zarastające chwastami da się bez trudu znaleźć w okolicach zasypanego koryta Warty. Można było znaleźć dobrą działkę na Teatr Muzyczny.

Nikt nie pytał architektów o zdanie. Oni mieli tylko zrobić swoją robotę tam, gdzie im kazano. Niektóre, nawet nagrodzone projekty wyszły naprzeciw hałasowi, proponując w projektach konkursowych ulokowanie gabinetów dyrekcji z oknami wprost na tory. Trzeba mieć dużo poczucia humoru, żeby zamiast umieścić tam np. magazyny, zmuszać pracowników teatru, by słuchali nieustającego stuku pociągów w drgających pokojach. Brawo.

Formuła konkursu skutecznie wyeliminowała zagranicznych architektów i młode, ambitne pracownie. Choć zgłosiło się aż 44 uczestników, to wymogi formalne zredukowały tę liczbę do 23 zakwalifikowanych do pierwszego etapu. Z tej ciągle jeszcze licznej grupy, pełnej świetnych architektów, wyłoniono finałową 6.

Taka procedura, piętrząca wymagania wstępne, prowadzi do dominacji w konkursach kilku wielkich pracowni, ze szkodą dla architektury. Te pracownie architektoniczne, rozgrywające między sobą wszystkie ostatnie polskie konkursy, mają w swoim dorobku świetne projekty i realizacje. Ale nie to jest w tych zawodach najważniejsze. Jakość projektu liczy się mniej niż mistrzowsko roztaczane czary na wizualizacjach.

Jury o zróżnicowanym, czasem nieprofesjonalnym składzie, nie weryfikuje chwytliwych, ale pozbawionych sensu modnych haseł w opisach. Ma być eko, błyszczeć w nocy i ogólnie dawać po oczach. I tak potem, w realizacji, inwestor przyoszczędzi, zamiast tytanu da ocynk, zamiast stali cortenowskiej pomaluje na pomarańczowo i nikt tego nie będzie sprawdzał.

 

Wystawione właśnie w korytarzu Urzędu Miasta nagrodzone i wyróżnione projekty finałowe Teatru Muzycznego w Poznaniu potwierdzają smutną prawdę o mizerii konkursów architektonicznych w Polsce.

Miejsce na budynek teatru ma niespotykaną ekspozycję widokową. Potrzebuje spektakularnej elewacji wejściowej od ulicy, od północy. Wymaga też doskonałego opracowania długiej elewacji zachodniej, świetnie widocznej przez tory kolejowe od strony Mostu Dworcowego, Targów i Bałtyku. Musi wytrzymać konkurencję zarówno pruskich realizacji dzielnicy rezydencjonalnej, jak i nowoczesnej bryły nowego Bałtyku.

I nagroda: Atelier Loegler Architekci Sp. z o.o. (Kraków), widok z góry. Reprodukcja: Mariusz Forecki

Żeby sprostać tej trudności, projektowany budynek musiałby być świetnie opracowaną rzeźbiarsko bryłą. Żaden z zaprezentowanych finałowych projektów nie spełnia tego warunku. Uhonorowany pierwszą nagrodą projekt Atelier Loegler jest najbliżej tego celu. Daje miastu ciekawą, zębatą linię elewacji wzdłuż torów – z odniesieniem do podobnie pociętej linii dachu w świetnym projekcie filharmonii szczecińskiej. Tyle że w projekcie poznańskim pretekstem do całej zabawy przestrzenią jest zwykła pozaginana kartka. Być może atrakcyjna jeszcze w skali makiety, niekoniecznie piękna w skali wielkiego budynku. Nie jest dobrze, gdy architektura wygląda najlepiej z nieba. A tak właśnie działa nagrodzony projekt.

Efekt interesujących w kształcie dachów i intrygującej elewacji bocznej psuje się jednak w widoku od strony wejściowej. Tu pognieciony dach wbija się w ziemię i łamie, jakby autorowi zabrakło pomysłu i zakończył przypadkowo bryłę teatru. Elewacja wejściowa nie wytrzymuje porównania z żadnym budynkiem z jego otoczenia. Z widocznymi przez wielkie szyby absurdalnymi pochylniami w holu wygląda jak lotniczy terminal po trzęsieniu ziemi. Krzywy plac przed wejściem dopełnia tej katastrofy.

 

Z szóstki propozycji żadna nie jest piękną rzeźbą. Niektóre są wręcz rzeźbiarsko nieudolne, grzęzną w chaosie pokrzywionych ścian, udając zigguraty lub przemysłowe magazyny.

Problemem nie do przejścia okazała się też wysoka nadbudowa sceny, czasem stercząc jak betonowy silos, a kiedy indziej maskowana dziwaczną dekoracją. Niektóre zespoły miały nawet elementarne problemy z podziałem rozległych powierzchni na pomieszczenia i z logiczną komunikacją wewnętrzną.

Tylko w jednym projekcie udało się dobrze rozwiązać elewację wejściową. Wyróżniłbym tu rozwiązanie zaproponowane przez Autorską Pracownię Architektoniczną ARPA Jerzego Gurawskiego i Ski Studio Błażeja Szurkowskiego, które otrzymało trzecią nagrodę w konkursie.

Autor nawiązał tu owalną, przeszkloną formą ściany wejściowej do swojej własnej realizacji Auli Novej, sąsiedniej Akademii Muzycznej. To jedyna zaproponowana w konkursie elewacja wejściowa, która wytrzymuje porównanie z reprezentacyjnymi gmachami w swoim otoczeniu. Niestety długa elewacja od strony torów w tym projekcie nie ma już tak spektakularnego wyrazu i gubi się w rytmie pionowych pasów. Projekt Jerzego Gurawskiego jako jedyny zgrabnie zaznaczył w dachu położenie głównej sali teatru. Mimo swojej elegancji propozycja ta niewątpliwie nie jest tak spektakularna jak Romualda Loeglera, która wygrała konkurs.

Miasto planuje wydać na budowę nowego Teatru Muzycznego sumę 170 milionów złotych. Teatr będzie gotowy za cztery, a może pięć lat. Pożyjemy, zobaczymy. Na pewno będzie się działo!

 

Konkurs na projekt architektoniczny Teatru Muzycznego w Poznaniu

I Nagroda Atelier Loegler Architekci Sp. z o.o.

II Nagroda Jems Architekci Sp. z o.o.

III Nagroda ARPA Architektoniczna Pracownia Autorska Jerzego Gurawskiego Ski Studio Błażej Szurkowski

Wyróżnienie Studio Architektoniczne „Kwadrat” Sp. z o.o. Sp.k.

Wyróżnienie KD Kozikowski Design Pracownia Architektoniczna Marcin Kozikowski

Wyróżnienie DRDH Architects Ltd Atelier Starzak Strębicki – Pracownia Architektury s.c. Jolanta Starzak, Dawid Strębicki

 

CZYTAJ TAKŻE: „Sieczenie u pręgierza”

CZYTAJ TAKŻE: Światowa architektura w Kaliszu

CZYTAJ TAKŻE: Nieomylne chlaśnięcie pędzlem... Zofia Stryjeńska