fot. Marta Baszewska

Piosenki i inne szlagiery. Poezja Edwarda Pasewicza

Edward Pasewicz jest poetą sumiennej formy – skrupulatny wobec wierszowych transkrypcji czerpiących z muzycznego zapisu. Poeta blizn i zranień, a jednocześnie miłośnik ludzi, barw, dźwięków, zapachów.

Edward Pasewicz urodził się 9 czerwca 1971 roku w Kostrzynie nad Odrą. To muzyk, poeta, autor siedmiu zbiorów wierszy, w tym m.in. „Dolna Wilda” (2001), „Henry Berryman Pieśni” (2006), „Drobne! Drobne!” (2008) i ostatnio: „Och, Mitochondria” (2015). Autor powieści kryminalnej „Śmierć w darkroomie” (2007), utworów teatralnych – by przywołać tytuły dwóch jego sztuk – „Dzikie szczury” (2014), „Gry Państwowe” (2014) oraz muzycznych. Laureat VIII Konkursu im. Jacka Bierezina (2000).

IMPRESJE NA INSTRUMENTY STRUNOWE

Bar Café 2000. Akwarium, a w nim rybka. Z wyłupiastymi oczami, gruba jak kiełbaska. W rogu siedzi poeta, pracuje nad sposobami widzenia. Przygląda się: znajomej lesbijce z dziewczyną, studentowi, brzuchaczowi, barmanowi. Rozgląda się po knajpie, niezobowiązująco (zawsze do czasu). Czułość zawieszona w powietrzu, kurtka na wieszaku. Stop-klatki obramowane dymem. Chwila wycięta z czasu jak zegar z kartonowego pudła. Zbiera się na wyznania.

Lubię barowy klimat poezji Edwarda Pasewicza, przydymione pomieszczenia, myśli płynące w tempie relaksacyjnej muzyki, serce bijące w tych wersach – jak wielkopowierzchniowy sklep, w którym mieści się wszystko. Nonszalanckie pięknoduchostwo w parze z filozoficznym tłem.

Autor „Dolnej Wildy” to typ poetyckiego wojerysty, czerpiącego przyjemność z podglądania sąsiednich stolików, niedalekich ławek, bliskich ludzi. W wierszu „Kantyczki Pana Sommera” czytamy:

 

Szaleję za tym momentem w ciągu
dnia, gdy ruch już przygasa
i czas zdaje się lekko utykać
(jak ten brudny chłopiec) w biegu.

ZBIÓR PROSTYCH MELODII

Edward Pasewicz, „Muzyka na instrumenty strunowe, perkusję i czelestę”, WBPiCAK, Poznań 2010

Edward Pasewicz przepisuje – „z odległego” „na teraz”, patrząc na tych, którzy stoją, i na tych, którzy idą. Pomiędzy tymi, którzy odchodzą.

Treść staje się tematem wiersza, a zużyte formy – pożywką dla pamięci. „Wiersz jest jak zespół luster”, czyli poezja jako miejsce odsyłające do innych miejsc, obraz pomnożony w obrazie, punkt, z którego idzie się do innych punktów, powierzchnia niezakreślająca granic.

Scena – tu nic nie schodzi z afisza. Wszystko może być przywidzeniem, każda ścieżka może okazać się już czyjaś, umysł może podsuwać nam obrazy z przechodzonych matryc. I tak bez końca. I dlaczego nie miałoby to być piękne? Na to pytanie Edwarda Pasewicza niech każdy „położy” swoje. Potem przyjdą odpowiedzi. W wierszu „Strofy żalu” czytamy:

 

Tutaj nie ja jestem ważny,
raczej iskrzenia na styku,
raczej linie, podziały.
Chcę czulej kołysać się nad horyzontem.

NIC POZA WŁASNYM BRZMIENIEM

Pasewicz wchodzi w kolejne złudzenia. Łazi od a do z. Mówi: „Ciułam słówka, / jakbym znał ich grozę”. Rezygnowanie z rzeczy jest pomnażaniem wolności. Mądrość polega na odejmowaniu, a nie kumulowaniu. Siła tkwi w prostocie, w nieukierunkowanym spojrzeniu, w zachwycie detalem – by w nim znaleźć jakąś cząstkę, sobie bliską, pokrewną.

W poetyckiej ciemni Pasewicza, na kliszach wyciąganych z koreksu, widać: drobiny kurzu lecące w dół, śnieg kończący się przy wyższych temperaturach, granice między szafką a kanapą, porysowany lakier na paznokciach, owady kąsające brzemienne kobiety. „Psalm”:

 

Zbiór jest nieskończony, zbiór nie dąży nigdzie.
Zwyczajny płomyk, co pali się lekko
i tak samo gaśnie.

PARTYTURY I REPRYZY

Wiersze Edwarda Pasewicza dążą do momentu ciszy – kiedy wygaszają się zmysły, rzeczywistość zwalnia ze swoimi obrotami. Szukają takiej pory, momentu, nieledwie trwania, zaledwie bycia. Jedności z tym, co jest wokół. Pojedynczości w tym, co odnajdują u innych. Łączności z treściami napierającymi na świadomość, jakiegoś z nimi kumpelskiego zrozumienia, bez którego słowa obijają się o swoje intencje.

To poezja opowiadająca przygodne przygody ciała, wyrozumiała wobec jego podrygów, gotowa otworzyć się na jego kaprysy, chęci, pobudki. Królestwem miłości jest jawa.

 

Edward Pasewicz to poeta powściągliwie metafizyczny, szukający pierwiastków duchowych w rzeczywistości, w świecie podległym politycznej presji poprawności, sztucznych wymyków i profanowanych symboli.

To również poeta zmysłowy, jego wiersze często „orientują się” erotycznie, opowiadają o swoich podnietach i pragnieniach, nie zapominając, że człowiek to również suma popędów, skrytych i tajonych potencji.

Wreszcie to poeta sumiennej formy, skrupulatny wobec wierszowych transkrypcji, czerpiących z nutowego, muzycznego zapisu. Poeta blizn i zranień, a jednocześnie miłośnik ludzi, barw, dźwięków, zapachów. Intensywnie szukający komitywy z rzeczywistością, przy czym stale pamiętający o negatywnym potencjale wpisanym we wszystko, co mieści się i nie mieści nam w głowie. „Jeszcze nad ranem”:

 

Jeszcze nad ranem, ale już po nocy,
taka inna pora, tak inna, że niespokojnie
na ulicach, nic nie szeleści, nic nie oddycha,
jakby się wszyscy zmówili, żeby właśnie
przestać, a tu ja zamykam pub i wybieram
się w drogę przez zakola ulic, skwerki, klomby,
żadnych tramwajów, taksówek, rowerów.
Firanki gdzieniegdzie wychylają się z okien,
pomruk słychać głośnej lodówki.

ZAGRAJ TO JESZCZE RAZ, ED

Pasewicz wie, że nie da się myśleć o języku bez jego rewersu, że zwątpienia wracają z tą samą siłą, z jaką zostały odegnane. Wśród głośnego towarzystwa poeta chce wyłowić imię! Powołuje kolejne światy, choć wie, że tego „tu” nie zmieni. Wie, że wchodząc w cienie, one stają się coraz większe. Chciałby wypełniać luki w rozmowie, nadawać ostrość rozmytym obrazom, w pospolitych tematach odkrywać nowe brzmienia.

Zastanawiamy się wraz z nim, czy z rozpryskującej się wody da się coś odczytać? Poeta pyta, kto z nas jest żywy w końcówkach wierszy? „Jaką roślinę / wybrało twoje serce?”. Dyskretnie nazywa, „w nocy śpi, w dzień konfabuluje”.

Przeczytajmy na koniec wiersz „Vers libre”:

 

Na zamulonym kanale resztki mgły
układają się w pasy startowe dla owadów.

Wróble w chmarach szaleją na ścierniskach,
jest piątek i to nie ma znaczenia

Nie zrobisz makijażu całej okolicy,
pisz mnie łącznie ze wszystkimi obcymi.

 

Wszystkie cytaty z wierszy Edwarda Pasewicza za wydaniami: „Muzyka na instrumenty strunowe, perkusję i czelestę” (Poznań 2010), „Och, Mitochondria” (Kraków 2015).

 

CZYTAJ TAKŻE: Twarze literatury: Och, Edward

CZYTAJ TAKŻE: W żyznym kraju, w świętym mieście. „Dziewięć dni w ścianie” Jakuba Kornhausera

CZYTAJ TAKŻE: W poświacie przelanego akwarium. Poezja Joanny Żabnickiej