fot. Tomasz Koszewnik

Strefy komfortu / zony strachu

Gdy piszę tę recenzję, świat zachodni żyje jeszcze pożarem katedry Notre Dame w Paryżu. Media społecznościowe zalewa fala postów zmieniających status budynku z realnego zabytku w monumentalny ideologiczny instrument, na którym wygrywane są najróżniejsze kulturowe narracje i światopoglądy.

 HOMO VITRUVIANUS W ROZKROKU 

Gdy piszę tę recenzję, świat zachodni żyje jeszcze pożarem katedry Notre Dame w Paryżu. Media społecznościowe zalewa fala postów zmieniających status budynku z realnego zabytku w monumentalny ideologiczny instrument, na którym wygrywane są najróżniejsze kulturowe narracje i światopoglądy.

Prawicowa strony publicznej debaty na podstawie spirytystyczno-mistycznych skojarzeń wiąże pożar z „diabelstwem”, karą Bożą za multikulturalizm, „chorą laicyzacją” czy „gej barami”. Choć na lewicy przeważają odczytania racjonalizujące, to tu też nie brakuje myślenia magicznego, można też usłyszeć wypowiedzi w tonie odwetowym, łączącym pożar z „karą za pedofilię” i inne „kościelne zbrodnie”. Biorąc pod uwagę chociażby niedawne zaangażowanie lewicy w krytykę „symbolicznego spalenia bożków” [czytaj: książek przez katolickiego księdza w Gdańsku], hasło „niech płonie” nie broni się wcale.

W lawinowo narastających jedno- i wielowersowych postach i tweetach najskromniej pod względem liczebności wypadają te najmniej egzaltowane, które mówią o przypadku czy przygodności, a także i te pragmatyczne, uznające za przyczynę pożaru techniczną usterkę. Obserwując media, odnoszę zatem wrażenie, jakby na ruszt płonącej katedry znaki czasu projektowała jakaś Jenny Holzer napiętego do granic możliwości zbiorowego umysłu: „płonący symbol chrześcijańskiej Europy”, „pogrzeb chrześcijańskiej Francji”, „perła średniowiecza”, „symbol klas uprzywilejowanych”, „fetysz kultury i tożsamości europejskiej”, „dzieło ludzkiego geniuszu”, „francuski 11 września” etc.

 

Okoliczność pożaru katedry otworzyła nowy rozdział truizmów mówiących o nas więcej, niż jesteśmy sobie w stanie uświadomić. 

Choć w dżungli interpretacji tego pożaru przed oczami wyobraźni stanął mi również wirtualny Homo Vitruvianus w symetrycznym rozkroku, nie pójdę jednak jak w dym (sic!) za kolektywną narracją o kryzysie ludzkiej cywilizacji i ważących się na naszych oczach losach świata. Gołym okiem widać, że zarówno dramatyczne oceny przeszłości, jak i teorie spiskowe dotyczące teraźniejszości, wedle których wywołanie pożaru miało być – dla przykładu – sposobem na stłumienie protestu „żółtych kamizelek”, mają antropocentryczny charakter.

Rysunek „Porządek” Huberta Czerepoka. Fot. Tomasz Koszewnik

Jak niehumanitarna jest nasza litość, pokazują z kolei zestawienia zdjęć płonącego zabytku kultury zachodniej z fotografiami zniszczonej Gazy, dymiącej się Syrii czy wojny w Jemenie. Obok witruwiańskiego człowieka przysiada więc chimera schyłku antropocenu. Zwraca uwagę świata na cyniczną strategię whitewashingu niemieckiej kompanii węglowej RWE AG, która współfinansuje odbudowę katedry, a jednocześnie za sprawą swojej działalności odkrywkowej jest odpowiedzialna za zniszczenie neoromańskiego kościoła w jednej z niemieckich wsi.

Apokaliptyczny obraz pożaru zapala dyskurs posthumanistyczny, który łączy zwęgloną konstrukcję architektoniczną z topniejącymi wieżami lodowców, wymierającymi gatunkami zwierząt czy pożarami lasów spowodowanymi zmianą klimatyczną. Uf, na szczęście pszczoły zamieszkujące dach katedry ocalały. Z tym się zgadzam i tu pasuję.

Obecny w mediach społecznościowych przeważająco zero-jedynkowy dyskurs pokazuje, że nasze strategie przetrwania cywilizacyjnego kryzysu nie są aż tak skomplikowane jak złożona konstrukcja gotyckiej katedry, a historie ludzkich emocji kryją w sobie więcej pułapek niż porządku. Wspólnym mianownikiem dla uparcie toczących się wojen kulturowych jest odczuwanie zagrożenia, niepokoju, schyłku, poczucia choroby, katastrofy i zadawanie sobie nawzajem palących ran.

TAM, GDZIE SPOTYKA SIĘ POCZĄTEK I KONIEC LUDZKIEJ CYWILIZACJI

Rysunek „Porządek” Huberta Czerepoka. Fot. Tomasz Koszewnik

W czasie, w którym unerwiony system sklepień katedry Notre Dame staje się częścią mniej widocznego systemu naczyń łączących ze sobą różne strony barykady dogorywających, późnokapitalistycznych społeczeństw, w poznańskiej galerii Skala trwa oszczędna, bo złożona zaledwie z trzech prac wystawa Huberta Czerepoka „Porządek”.

Jej tematem są początki ludzkiej cywilizacji widziane z perspektywy maszyn. Punktem wyjścia do pokazanego na niej filmu „Początek”, a także rysunku i neonu, była refleksja nad wykopaliskami archeologicznymi prowadzonymi na wzgórzu Karahan Tepe w południowo-wschodniej Turcji, kryjącego w sobie ruiny neolitycznej świątyni – jednego z najstarszych miejsc kultu stworzonych przez człowieka. Rysunek terenu wykopalisk powstał na podstawie zdjęcia lotniczego; neon przedstawia natomiast pająka ze wzoru wydłubanego przez człowieka neolitycznego w skale.

O sztuce Czerepoka miałam już okazję pisać, przyglądając się jego dawnej pracy „Muzeum” (2002). Była ona fikcyjną rekonstrukcją relacji patriarchalnej władzy w jednym ze współczesnych muzeów sztuki współczesnej w Niderlandach, z którego dyrektor zrobił sobie własny folwark. Artysta posłużył się w pracy hiperbolizacją, nieprawdopodobieństwem i pastiszem po to, by przybliżyć emocjonalny obraz hierarchicznych stosunków panujących w tej instytucji sztuki.

Projekt „Porządek” w pewnym sensie jest kontynuacją strategii i zainteresowań artysty skupiających się na historii oraz relacjach między sztuką, nauką i władzą.

 

Teren archeologicznych wykopalisk, tradycyjnie kojarzący się z miejscem poszukiwania historycznej, obiektywnej prawdy o przeszłych cywilizacjach, Czerepok pokazał jako wyzutą z form życia przestrzeń eksperymentu poznawczego, prowokującego pytania na temat systemów wiedzy przyszłości.

Rysunek „Porządek” Huberta Czerepoka. Fot. Tomasz Koszewnik

Otwierający wystawę film „Początek” powstał z inspiracji „Stalkerem” (1979) Andrieja Tarkowskiego, reżysera, którego interesowało to, jak wiara podtrzymuje przy życiu mózg człowieka w społeczeństwie sowieckim. Tematem filmu Czerepoka jest futurystyczna wyprawa badawcza trzech łazików po terenie starożytnych wykopalisk. Magma 2, Red i Next relacjonują obraz ekspedycji, eksplorują teren, dokonują jego pomiarów i pobierają do badań próbki wysuszonej na wiór i spieczonej czerwonym słońcem gleby. Sondy budzą skojarzenia z drapieżnymi zwierzętami przyszłości, konkurującymi ze sobą o dane i informacje.

O takich zwierzętach-cyborgach nie słyszał nawet David Attenborough, który w najnowszej produkcji Netflixa, „Nasza Planeta”, z przejęciem godnym lepszej sprawy snuje dość patetyczną, humanistyczną opowieść na temat losów Ziemi. Dokonując kolonizatorskiego podboju przeszłości z przyszłości, maszyny bardziej przypominają brutalnych bohaterów amerykańskiego, animowanego serialu science fiction „Miłość, śmierć i roboty”. Nie obejrzałam jeszcze wszystkich odcinków tego serialu, ale już po kilku czułam przesyt heavymetalowymi wizjami dla nastoletnich męskich graczy komputerowych, podniecających się animacjami „gołych babek” w 3D. 

Neon na wystawie „Porządek” Huberta Czerepoka. Fot. Tomasz Koszewnik

Neon na wystawie „Porządek” Huberta Czerepoka. Fot. Tomasz Koszewnik

 

Oglądając film Czerepoka, do głowy przyszedł mi również jeden oldskul – odnosiłam wrażenie, że na wyobrażanej przez artystę wiedzy przyszłości piętno odcisnął amerykański, industrialny land art spod znaku „Spiral Jetty”.

Artyści używali wówczas maszyn, które znacząco ingerowały w krajobraz. Dlatego pomyślałam: czy naprawdę na grunt przyszłości trzeba od razu przeszczepić cały ten chropowaty złom? Czy zimny militaryzm maszyn to jedyne, co nas czeka w nauce?

Wtedy dotarły do mnie jednak narracje łazików, które mówiły głosami niemieckiego archeologa, „Stalkera” Tarkowskiego, Nicoli Tesli czy krakowskiego blogera łączącego teorie powstania świątyni na wzgórzu Karahan Tepe z neolitycznymi rzeźbami na Ślęży, mówiły o czymś innym. W maszynowej symulacji naukowej prawdy znalazły miejsce motywy zaczerpnięte z matriarchatu i pogaństwa. Uderzające były powiązania tworzonego przez maszyny obrazu wiedzy przyszłości z wiarą i nadzieją, wyrażone w chociażby pojawiającej się na ekranie sentencji: „najważniejsze to uwierzyć”. Przypomniała mi się „sałata komentarzy”, na którą przerobiona została tak zwana kultura symboliczna człowieka po pożarze katedry w Notre Dame…

OPEN CALL NA WIZJE PRZYSZŁOŚCI

Neon na wystawie „Porządek” Huberta Czerepoka. Fot. Tomasz Koszewnik

Neon na wystawie „Porządek” Huberta Czerepoka. Fot. Tomasz Koszewnik

Do projektu Czerepoka powróciłam myślami chwilę po tym, jak w jednej z modnych nadmorskich knajp ze znajomymi artystkami i artystami ekologami – dostrzegającymi, że nasze dni straciły już idealne kreski nad oczami – toczyliśmy dyskusję na temat trwałości ruchu eko w sztuce. Zastanawialiśmy się, czy przyniesie on poważne zmiany obyczajów, postaw i świadomości, czy okaże się trendem obnażającym koniunkturalne zajawki artystycznego środowiska, którego część zainteresowała się aktywizmem.

Pół żartem, pół serio rozpisaliśmy wirtualny open call na wystawę „Notre Dame w sztuce”, prognozując, jakie projekty mogłyby na nią nadejść. Z jednej strony wyobrażaliśmy sobie te pożądane, egalitarnie „uziemiające” katedrę w horyzontalnych relacjach między różnymi gatunkami stworzeń, z drugiej obstawialiśmy, że na wystawę spłyną te podstępne projekty wykorzystujące kościelne ambony do strzelania do zwierząt. Komponentami naszych spiskowych teorii na temat koniecznej przebudowy cywilizacji była zarówno wiara w lepszą przyszłość, jak i ułuda, że stary porządek myśliwych da się całkiem obalić.

Przyznam, że „Porządek” Czerepoka jakoś specjalnie by mnie nie poruszył, gdyby nie dopełniająca go w mojej świadomości społeczna historia pożaru Notre Dame, która swoją apokaliptyczną totalnością plasuje się jednak gdzieś obok epoki fake newsów, medialnych konfabulacji, manipulacji, „jechania na cheatach” i siejących chaos trolli i botów.

 

Oczywiście szczerze interesuje mnie, czy w przyszłości ludzkie umysły podtrzymywane będą przy życiu przez światłowodowe kable i czy kara za grzechy stanie się wówczas najlepszym montypythonowskim dowcipem.

Jednak wciąż żyjemy w bezpiecznych bańkach naszych małych społeczności przejętych losami planety; naszych małych zonach komfortu, w których namacalne i pożyteczne działania przeplatają się z niewydolnością systemu, o czym mówią niezliczone wydarzenia spod znaku ekologicznej katastrofy, w których nie jesteśmy już w stanie uczestniczyć.

Wyobrażam sobie również, że „powrót Realnego” na miarę przyszłych czasów oznaczać będzie koniec lękowych wizji spod znaku „10 w skali Beauforta”. Znacznie skromniejsza skala strachu: 4, 3, 2, 1, może prowadzić do bardziej afirmatywnych wizji, odbudowujących poczucie bezpieczeństwa.

 

„Porządek” Huberta Czerepoka to jedna z kilku wystaw zorganizowanych w ramach projektu „Archeologia. Pamięć. Sztuka”, którego organizatorami są Wydział Edukacji Artystycznej i Kuratorstwa UAP, Instytut Filozofii UAM, Instytut Archeologii UAM, Instytut Wschodni UAM, Galeria Skala, Miejskie Galerie UAP.

Kurator: Marek Wasilewski

Wystawa odbywała się od 20 marca do 13 kwietnia 2019 r.

 

CZYTAJ TAKŻE: Ćwiczenia ze społecznej rehabilitacji. Recenzja spektaklu „Rewolucja, której nie było”

CZYTAJ TAKŻE: Ekstazy, orgazmy i toasty. Wystawa „Sygnalista” Macieja Olszewskiego w Galerii TAK

CZYTAJ TAKŻE: Przemyślmy nasze podróże przez życie, cz. I