fot. Mariusz Forecki

Światło na Zajączkowską

Pył z Sahary niesie się nad Amazonią. Grawitacja działa wciąż. Nie ma co się puszyć. Nie ma co zadzierać nosa – mówiła Urszula Zajączkowska, botaniczka i poetka, laureatka tegorocznej Nagrody Literackiej Kościelskich podczas uroczystości wręczenia nagrody w Miłosławiu. Nagrodę wręczył laureatce François Rosset, prezes Fundacji Kościelskich.

Uroczystość uhonorowania Urszuli Zajączkowskiej odbyła się w Miłosławiu, w byłym pałacu Kościelskich, w którym obecnie funkcjonuje gimnazjum im. Juliusza Słowackiego. Pierwsza część związana była z samym wręczeniem prestiżowej nagrody, przyznawanej od 1962 przez Fundację Kościelskich z siedzibą w Genewie.

Na początek burmistrz Miłosławia Zbigniew Skikiewicz przywitał gości, widzów i niezwykle ciepło – samą laureatkę. List gratulacyjny od Marka Woźniaka, Marszałka Województwa Wielkopolskiego oraz bukiet kwiatów wręczył laureatce Włodzimierz Mazurkiewicz, dyrektor Departamentu Kultury Urzędu Marszałkowskiego w Poznaniu. Urszula Zajączkowska patrząc na kwiaty powiedziała: „Piękne, ale zaraz umrą”. Na co prowadzący uroczystość Andrzej Ogórkiewicz dorzucił: „Może Pani Urszula znajdzie sposób, żeby je uwiecznić…”.

Jednym z kolejnych mówców był François Rosset, prezes Fundacji Kościelskich i przewodniczący jury, który nawiązując do twórczości laureatki i szwajcarskich kontekstów nagrody, wygłosił zgrabny mini-wykład z historii kultury, przywołując m.in. Ernesto Sabato, Friedricha Schillera i Giuseppe Verdiego. „Literatura nie zaciera różnic pod pretekstem uniwersalnego przekazu. Na odwrót – wyjaśnia je, doprecyzowuje. Warto o tym wspomnieć w dobie umacniania i rozrastania się separatyzmów, ksenofobii i nacjonalizmów” – powiedział na koniec. Miłosław nazwał miejscem „otwartym na różnorodność świata i gotowym na podjęcie ryzyka spotkania”.

Po przemówieniu, którego część skierował po francusku do przedstawiciela ambasady Szwajcarii, François Rosset wręczył poruszonej Urszuli Zajączkowskiej – „biolożce z Wołomina” tegoroczną Literacką Nagrodę Kościelskich. Zabrzmiały brawa, błysnęły flesze, zrobiło się wzruszająco i uroczyście.

Laudację na cześć laureatki wygłosił Tomasz Różycki. „Prześwietlając pod mikroskopem fizyczną strukturę liścia, jej wiersze stają się meta-fizyczną rozmową z czytelnikami” – mówił. Nazwał Urszulę Zajączkowską naukowcem takim, jak Leonardo da Vinci, sprzed czasów „rozdarcia” języka nauki i literatury, „szalonym botanikiem”, który obiekty badań opatruje wierszami. Dużo uwagi w swojej mowie poświęcił obecnemu w tomiku „minimum” motywowi metamorfozy, „tanecznej figurze przemian”, wplatając m.in. cytat z opisu poetki do rysunku glonów „Niech się staje albo ginie. Płakać nikt nie będzie (…)”.

Potem głos oddano laureatce. Poruszające wystąpienie poetka oplotła wokół motywu światła – światła odbitego („w pewnym sensie odrzuconego”), dzięki któremu widzimy „liść, własne dłonie, czyjeś oczy”. Wypunktowując drobną różnicę w składzie atomów w barwniku krwi człowieka i zielonym barwniku roślin, wyprowadziła wywód o „wszechobecnej zależności istnienia”. Przesłanie przemowy, podważające nieuzasadnione przekonanie człowieka o swojej wyższej, uprzywilejowanej pozycji w świecie natury – wybrzmiało mocno w ostatnich słowach: „Pył z Sahary niesie się nad Amazonią. Grawitacja działa wciąż. Nie ma co się puszyć. Nie ma co zadzierać nosa”.

W uroczystości wręczenia nagrody wzięli także udział m.in. Starosta Powiatu Wrzesińskiego Dionizy Jaśkiewicz, zasiadający w jury prof. Włodzimierz Bolecki, poprzedni laureaci nagrody – Magdalena Tulli i Tomasz Różycki.

Drugą pozycją w dniu, który w Miłosławiu nazywany jest „świętem literatury”, była dyskusja „Czy można się nauczyć pisania?” z udziałem prof. Ingi Iwasiów, Magdaleny Kostrzewskiej, Piotra Bojarskiego i Krzysztofa Siwczyka. Dyskusję moderował Jarosław Borowiec.

Różnorodność punktów widzenia na kwestię zaakcentowaną w pytaniu czyniła dyskusję bardzo ciekawą. Dzięki staraniom prof. Ingi Iwasiów – literaturoznawczyni, krytyka, poetki i pisarki – na Uniwersytecie Szczecińskim uruchomione zostały w tym roku trzyletnie studia „z nauki pisania”. „Dla mnie to powrót do rozmawiania – o literaturze, pisarzach, słowie, pisaniu… Możliwość powrotu do takiego, szerokiego myślenia o pisaniu wydawała mi się piękna” – powiedziała. Z kolei Magdalena Kostrzewa organizuje warsztaty dla tych, którzy mają jakąś historię (np. rodzinną) i chcą nauczyć się ją zapisać. „Uczę rzemiosła, nie zastanawiam się nad tym, czy ktoś ma talent” – mówiła.

Piotr Bojarski, dziennikarz, autor kryminałów i książek historycznych mówił o różnicy między pisaniem dziennikarskim, a pisaniem powieści. O podstawach, których musi nauczyć się każdy początkujący dziennikarz. Krzysztof Siwczyk, poeta, pracownik Instytutu Mikołowskiego, okazjonalnie aktor, podkreślał kilka razy coraz wyższy poziom tych, którzy zgłaszają się na warsztaty i konkursy literackie. Wskazał, że umiejętność obserwowania jest pierwotna wobec umiejętności pisania.

Mowa była o tym, czy wytykać uczniom braki talentu i warsztatu, o wysokich aspiracjach tych, którzy uczą się pisania, a także o tym, z czego wynika potrzeba pisania (czy pisanie jest np. zastępczą formą terapii…). O natychmiastowej weryfikacji, jaką daje umieszczenie swojego tekstu w internecie. Czy można więc nauczyć pisania? Jedno jest jasne – talentu nikt w trakcie warsztatów czy studiów nie nabędzie… 

Na zakończenie dnia odbyło się tradycyjne „Wielkie nocne czytanie” z  udziałem tegorocznej laureatki oraz poprzednich laureatów Nagrody Literackiej Kościelskich: Magdaleny Tulli, Krystyny Dąbrowskiej, Jacka Podsiadło, Krzysztofa Siwczyka i Macieja Płazy.

Wydarzeniom literackim towarzyszył akcent muzyczny – koncert Anity Lipnickiej, który odbył się w pobliskim Bugaju.

 

 

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0