fot. Mariusz Forecki

Szydercy płyną pod prąd

Chcemy, żeby widz wyszedł ze spotkania z Szydercami w dobrym nastroju, ale czemuż by się ten nastrój nie mógł podczas spektaklu zmienić? – mówią Dominika Dobrosielska, Krzysztof Dziuba i Przemek Mazurek, członkowie poznańskiego kabaretu literackiego Klub Szyderców Bis.

SEBASTIAN GABRYEL: Klub Szyderców był popularnym kabaretem literackim w latach 1932–1935. Dlaczego postanowiliście zrobić go „na bis”?

DOMINIKA DOBROSIELSKA, KRZYSZTOF DZIUBA i PRZEMEK MAZUREK: Wszystko zaczęło się od naszych twórczych poszukiwań podczas comiesięcznych Wieczorów z Piosenką Nieobojętną, które już piąty rok organizujemy na poznańskich Jeżycach. Przy tej okazji spotkała się grupa ludzi o podobnych spojrzeniach na piosenkę i kabaret.

 

Musimy zaznaczyć, że bliżej nam do kabaretu w jego klasycznej formie, czyli miejsca spotkań literackich i muzycznych, znanych chociażby z paryskiej i berlińskiej tradycji kabaretowej XIX wieku (jak i późniejszych: krakowskiego Zielonego Balonika czy warszawskiego kabaretu Momus).

Historia poznańskiej satyry, nieproszona, sama podpowiedziała nam nazwę. Skoro bliska jest nam estetyka retro, a do tego tworzymy w Poznaniu, to zdecydowaliśmy się nawiązać do przedwojennego Klubu Szyderców.

 

Co warto powiedzieć na temat historii „oryginalnego” Klubu Szyderców? Podobno był „jednym z najpopularniejszych, najbardziej rozbudowanych artystycznie i najbardziej kontrowersyjnych kabaretów poznańskich doby międzywojennej”.

Z tego, co nam wiadomo, historia poznańskich kabaretów międzywojnia jest dość skromnie udokumentowana – w dużej mierze były to spotkania literatów i malarzy. Ich twórczość odnosiła się do aktualności, a satyrycy często podejmowali tematy związane z Poznaniem, czego można było doświadczyć chociażby podczas komediowych szopek bożonarodzeniowych (wzorowanych na zielonobalonikowych). Warto wspomnieć co najmniej dwie postaci – współtwórców Klubu Szyderców, którzy jednocześnie stali się patronami naszego kabaretu, a mianowicie Jana Sztaudyngera i Artura Marię Swinarskiego.

 

Wasz Klub działa od trzech lat. Jesienią ubiegłego roku wystawialiście spektakl pod tytułem „ZIELONY BAtaLiONIK, czyli kabaret na froncie”, teraz występujecie w ramach muzycznego przedstawienia „Czyj ten benefis?”. Co w obu tych spektaklach prezentujecie?

Krzysztof Dziuba, Dominika Dobrosielska, Przemek Mazurek, fot. Mariusz Forecki

„Czyj ten benefis?” to de facto nasz pierwszy program, wymyślony właśnie podczas wspomnianych Wieczorów z Piosenką Nieobojętną. Powstało dużo utworów, dla których szukaliśmy wspólnego mianownika. Idealnie sprawdził się tu dawny pomysł Przemka, czyli przedstawienie w formie benefisu. Z tą różnicą, że nigdy nie wiemy… czyj ten benefis. Jest to program w pełni autorski, w którym usłyszeć można – na wzór przedwojennego Klubu Szyderców – m.in. odniesienia do rzeczywistości lokalnej (np. piosenki „Na Kaponierze” czy „Podkoziołek”).

 

„ZIELONY BAtaLiONIK, czyli kabaret na froncie”, to z kolei spektakl muzyczny, podczas którego przenosimy widza do 1915 roku, na front w okolice Sandomierza, gdzie stacjonują Legiony Polskie.

Tam też, na prośbę kapitana, korzystając z chwilowego spokoju na polu bitwy, legionista Lulek tworzy spektakl kabaretowy. Jest to ukłon w szczególności w stronę pierwszych polskich kabaretów oraz początków polskiej piosenki w takiej formie, jaką znamy dziś. I choć „ZIELONY BAtaLiONIK” nawiązuje do życia legionistów w przededniu odzyskania niepodległości, to w warstwie tekstowej traktuje o Polsce, Polakach, ludziach i ich przywarach, co czyni spektakl jak najbardziej aktualnym.

Które z waszych dotychczasowych występów najbardziej zapadły wam w pamięć? Odnoszę wrażenie, że spektakle kabaretowe zawsze są polem do „niespodzianek” – zarówno ze strony występujących, jak i publiczności.

Krzysztof Dziuba, Dominika Dobrosielska, Przemek Mazurek, fot. Mariusz Forecki

Każdy spektakl jest inny, więc też i wspominamy go z innego powodu. Na pewno najważniejsze są premiery, kiedy po raz pierwszy sprawdzamy, czy to, co nam wydaje się ciekawe i odpowiednie dla publiczności, faktycznie takie jest.

 

Mile wspominamy również każdy Wieczór z Piosenką Nieobojętną, bo każdy wypełniony jest różnymi wrażeniami.

Szczególnie dla nas ważne – choć jeszcze nieliczne – są udziały w konkursach, czyli m.in. wyjazdy na Spotkania z Piosenką Kabaretową OSPA do Ostrołęki, gdzie możemy zderzyć się z różnymi spojrzeniami na tę formę piosenki, a przy okazji poddać się ocenie „klasyków gatunku”.

Jeszcze większym wyzwaniem jest udział w festiwalu PAKA, gdzie mierzymy się z kabaretami „skeczowymi” czy stand-uperami. W krakowskim festiwalu najtrudniejsze jest dla nas to, by w dwadzieścia minut pokazać się z jak najlepszej strony, przedstawić kwintesencję Klubu Szyderców Bis.

Waszą specjalnością jest piosenka literacka. Często spotykam się z opinią, że to trudna forma. Łatwo w niej o blamaż?

Głównym problemem piosenki kabaretowej jest sposób znalezienia odpowiedniej formy do treści. Często udaje nam się, chociażby dzięki umiejętnościom literackim Bartka Brede i kompozycyjnym Przemka Mazurka, uzyskać dobrą literacko piosenkę. Ale to tylko połowa sukcesu.

Jeśli uznalibyśmy, że to wystarczy, nasze występy przypominałyby bardziej koncert piosenki literackiej, a nam zależy na przenoszeniu widza do różnych miejsc i sytuacji. Dlatego też nadajemy naszym piosenkom konkretnych bohaterów, a gdy trzeba, postaci otrzymują strój czy rekwizyty. I tu faktycznie nietrudno o blamaż, ponieważ łatwo można przesadzić z formą lub stworzyć formę nieadekwatną do tekstu.

 

Wspomnieliście o stand-uperach. Jaka, waszym zdaniem, jest największa różnica pomiędzy humorem prezentowanym przez kabareciarzy działających w okresie międzywojennym a tym, który serwują nam współcześni polscy komicy? Wiele osób twierdzi, że ten drugi jest zwykle raczej niskich lotów…

Krzysztof Dziuba, Dominika Dobrosielska, Przemek Mazurek, fot. Mariusz Forecki

Nie nam oceniać współczesnych polskich komików, zwłaszcza że do tego grona należą zarówno ci, których moglibyśmy słuchać godzinami, jak i ci, na których widok przełączamy kanał w telewizorze. Od tych pierwszych staramy się czerpać jak najwięcej, ci drudzy pokazują nam, jak nie powinien wyglądać kabaret.

Podstawową różnicą między kabaretem dwudziestolecia a tym współczesnym jest – naszym zdaniem – przyczyna powstania żartu. Wielu współczesnych kabareciarzy buduje skecz tylko po to, aby wywołał jak najwięcej salw śmiechu – podobnie jak w sitcomach. I w sumie nie ma w tym nic złego, przecież nawet tradycja komedii slapstickowej na tym się opierała, jednak w naszym przypadku nie jest to głównym celem.

 

Oczywiście chcemy, żeby widz wyszedł ze spotkania z Szydercami w dobrym nastroju, ale czemuż by się ten nastrój nie mógł podczas spektaklu zmienić – czasem w nostalgię, smutek, zamyślenie…?

 

No właśnie, zadałem to pytanie po części dlatego, że natrafiłem na opinię, że wasze występy nie tylko śmieszą, ale nierzadko również wzruszają. Czy nie tego właśnie brakuje wielu polskim kabaretom?

Z jednej strony, możemy ubolewać nad tym, że wielu komików spłyca tę warstwę emocjonalną – przecież człowiek jest znacznie ciekawiej skonstruowany. Z drugiej strony, istnieje duże grono odbiorców, którym czasami właśnie tego trzeba: nieskomplikowanej rozrywki. I chwała tym, którzy taką rozrywkę dostarczają. Martwią nas tylko dysproporcje, a skoro nas martwią, staramy się naszą mrówczą pracą te dysproporcje choć trochę wyrównać.

„Klub ten był niejako wentylem, przez który płynął w zastygłe tradycjonalizmem życie kulturalne Poznania ożywiony prąd postępu” – tak o Szydercach pisał zmarły w latach 80.  lekarz, bibliotekarz i polityk, Feliks Widy-Wirski. Czy współczesny Poznań płynie z prądem postępu?

Współczesny Poznań jest chyba znacznie bardziej skomplikowany, jego życia społecznego czy artystycznego nie da się ocenić w jednym zdaniu. Tutaj każdy – miłośnik tradycyjnego teatru, meloman, słuchacz chórów, performer, widz teatru współczesnego – znajdzie coś dla siebie. Na pewno z prądem postępu nie płynie Klub Szyderców Bis, celowo cofając się od ściany, pod którą niebezpiecznie zabrnęło słowo „kabaret”. I póki idzie za nami coraz większe grono osób, którym jest po drodze z takim kabaretem, to – cytując klasyka – róbmy swoje.

 

*KLUB SZYDERCÓW BIS – poznański kabaret stylistyką nawiązujący do kabaretów międzywojnia. Specjalizuje się w piosence, a jego twórcy wielokrotnie odnosili sukcesy w dziedzinie piosenki literackiej. Do Szyderców należą: Dominika Dobrosielska (wokalistka), Krzysztof Dziuba (aktor, wokalista), Przemek Mazurek (autor scenariuszy, kompozytor, autor tekstów i wykonawca) oraz Bartłomiej Brede (poeta, konferansjer).

50. Wieczór z Piosenką Nieobojętną w wykonaniu Klubu Szyderców Bis odbędzie się 1 kwietnia o godz. 19 w Teatrze Animacji w Poznaniu (ul. Święty Marcin 80/82).

 

CZYTAJ TAKŻE: Ambient dla otwartych umysłów

CZYTAJ TAKŻE: Paluch: Czerwień i platyna

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #9