fot. Dobromiła Tenerowicz-Grądzka

Warzywobranie – czas późnego lata

O dziwo, najmniejszą szkodę tegoroczne upały wyrządziły warzywom. Buraków nie brakuje, cukinii i kabaczków w bród, obfitość pomidorów. Polne uprawy zasypane są złotymi jabłkami.

Susza odcisnęła na polach swoje ostre piętno. Zwłaszcza zboża i kukurydza źle to zniosły. Wielkopolska w tym roku ucierpiała najbardziej. O dziwo, najmniejszą szkodę upały wyrządziły warzywom. Ogórki obrodziły jak głupie – mojemu przyjacielowi, Rafałowi Dendkowi, zaczęło brakować słoików, by je upychać. Okazało się, że huty szkła popodpisywały kontrakty na dostawy butelek do piwa na Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, które odbywały się u naszego wschodniego sąsiada, więc kiedy nastała pora produkcji słoików, musiały ogłosić przerwę technologiczną na renowację linii. Ot, taka przypadłość!

Buraków nie brakuje, cukinii i kabaczków w bród, obfitość pomidorów. Polne uprawy zasypane są złotymi jabłkami (fr. pomme d’or). W tym bogactwie natury specjalizują się Słowianie południowi – Bułgarzy i Serbowie. Stąd mamy gjuwecz czy leczo.

Wielkopolskie gospodynie też sroce spod ogona nie wypadły. Ot, chociażby moja, wielokrotnie już tu cytowana, babcia nie miała pojęcia o bogactwie bałkańskiej kuchni, ale sama z siebie warzyła różnorakie warzywne paciaje. Pracowała równocześnie na dwóch patelniach. Na jednej obsmażała kurzęcinę, najlepiej do tego celu nadawały się odkostnione udka. Najpierw na rozgrzany olej sypała przyprawy – pieprz ziołowy, suszoną bazylię i cząber. Potem wkładała na to pokrojone w dużą kostkę mięso. Pozwalała mu się obtoczyć w oleju i z każdej strony obrumienić. Szkoda, że pisaniną nie można przekazać zapachu, który już wtedy zaczynał zalewać kuchnię. Na drugiej patelni też na olej kładła pokrojonego kabaczka, małą dynię, paprykę i pomidory. Gdy te puszczały sok, pozwalały się reszcie smakowicie dusić. W momencie rozpadania się warzyw łączyła zawartości obu patelni, dokładając jeszcze pokrojoną w piórka cebulę. Całość posypywała świeżymi posiekanymi ziołami. Wtedy ogień był skręcany na malutki, pyrkający i tak potrawa przez niecałą godzinę dochodziła do siebie, przenikając się smakami.

Pisząc te słowa i przywołując sobie smaki dzieciństwa, dostaję ślinotoku, a w oczach kręcą mi się łzy. Wszak babci już tak długo nie ma, a moje kubeczki smakowe wciąż ją pamiętają. Więc na jej cześć na mojej kuchni powstaje każdej jesieni taka potrawa. Nie może się do niej przyczepić żaden dietetyk, bo co jak co, ale tłusta to ona nie jest, za to zdrowa ze wszech miar, pożywna niezwykle. Do tego wszystkiego w upalne dni znika z prędkością światła.

W kuchni mojej babci nic nie mogło się zmarnować. Ten warzywny gulasz przygotowywała zawsze w dużych ilościach. To, czego rodzina nie dała rady, jak się to mówi po naszemu „spucnąć”, zamykała w słoikach i zostawiała w spiżarni. W razie potrzeby wyciągało się takie gotowe danie i wystarczyło je lekko podlać sokiem z pomidorów, by nie przylgnęło do patelni, a obiad przypominający smaki i zapachy lata był gotowy w pięć minut.

Wiem, może i jestem marudny, może to przypadłość wieku i moje smętne rady do mieszkańców Mordoru nie przemówią. Wszak korporalsi nie mają na nic czasu. Łatwiej jest wskoczyć do fast fooda albo innego sushi baru i szybko, bo czas to pieniądz, wrzucić coś na ruszt.

Przypomnicie sobie o moich gawędach dopiero, gdy zacznie Was gonić nadkwasota, a stres związany z takim trybem życia wywoła żołądkowe przypadłości.

CZYTAJ TAKŻE: Korbola daj mi luby

CZYTAJ TAKŻE: Zapraw to czas, czyli ogórasy!

CZYTAJ TAKŻE: Jedz jarmuż, bo zdrowy

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0