fot. Mariusz Forecki

Wiedzą, w jakie dudy dąć!

Połajewo, miasteczko położone nieco ponad pięćdziesiąt kilometrów na północ od Poznania. Małe sklepiki, szkoła, dom kultury, późnobarokowy kościół w centrum. Czas jakby stanął w miejscu. Raz w roku w miasteczku robi się głośno, a życie nabiera tempa. Dudziarze przyjechali!

Do Połajewa pojechaliśmy z zamiarem uczestniczenia w tym najbardziej hałaśliwym dla miasteczka dniu – w Międzynarodowych Spotkaniach Kolędników-Dudziarzy. Dudziarskie kolędowanie ma tu długą tradycję, w tym roku minęło równo piętnaście lat od pierwszego spotkania.

W miasteczku powitał nas korowód kolędników. Przyjechali nie tylko z różnych miejsc Polski, także z Czech, Słowacji oraz Belgii. Na czele korowodu stanął pasterz z kolorową gwiazdą, nawiązującą do ludowej symboliki kolorów: zieleni, złota i czerwieni. Nie zabrakło, oczywiście, głowy kozła wystruganej w drewnie i przymocowanej do długiego drzewca. Dalej kroczyli aniołowie, Maryja, trzej królowie i muzycy w tradycyjnych strojach ludowych.

Głośny i barwny korowód przemierzał miasteczko w kierunku kościoła św. Michała Archanioła. To tu, po mszy pasterskiej, mieli się zaprezentować soliści i zespoły.

W drodze do świątyni rozbrzmiewały nie tylko kolędy, nie brakowało innych ludowych utworów. Szczególnie przypadła mi do gustu Kapela Dudziarska „Świecary” z Nowego Kramska, która zagrała pogodny marsz „Z kozłami, z kozłami na drugą wieś”. Gra zespołu natychmiast zapada w pamięć, a to za sprawą doskonale rozumiejących się muzyków, którzy potrafią popisać się celującą intonacją, synchronizacją w czasie i bardzo trudną umiejętnością tworzenia oryginalnej harmonii.

Wielkie emocje publiczności wywołali goście z zagranicy: czeska rodzina Reżnych ze Strakonic, oraz słowacki Zespół z Podpoljania, kierowany przez Lubomira Tatarkę. Ten ostatni urzekł słuchaczy niezwykle wzruszającą, solową interpretacją kolędy „Cicha noc”, wykonaną na fujarze pasterskiej.

Ludowy (w większości) repertuar przełamał element barokowy – muzyka dworska w wykonaniu, znanego w całej Europie, Jeana Pierre’a van Hessa.

Podhalański wigor wniosła Kapela Lassaków z Janem Karpielem-Bułecką, która doskonale wiedziała, jak zachęcić publiczność do śpiewania. Kiedy górale zaintonowali liryczną kolędę „Oj maluśki, maluśki”, tłum w kościele spontanicznie przyłączył się do śpiewających.

Koloryt wielkopolskiego folkloru podkreśliły występy młodzieżowych kapel dudziarskich z Szamotuł, Stęszewa, Starego Gołębina, Poznania, a także występ gospodarzy dudziarskiego święta – Młodzieżowej Kapeli Dudziarskiej z Połajewa.

Trudno wyobrazić sobie wielkopolski folklor bez istnienia dud, które od pokoleń nadawały fundamentalny kształt muzyce ludowej naszego regionu. Towarzyszyły weselom, pogrzebom, dożynkom, świętom religijnym i kolędowaniu, spajając nie tylko lokalne społeczności w obrzędach, ale stając się także nośnikiem informacji kulturowych, zapewniając trwałość tradycji na przestrzeni kolejnych pokoleń.

Dudy to instrument stary i dość popularny, do Europy trafił z Azji w czasach mrocznego średniowiecza. Zasadniczo dudy przypisuje się instrumentarium ludowemu, choć urokowi ich brzmienia nie oparły się także barokowe kapele dworskie. Czasami dudy, mimo zasadniczych różnic w budowie, błędnie nazywane są kobzą. Pierwsze są instrumentami dętymi, natomiast drugie to typowy przykład instrumentu strunowego. Fałszywa nazwa jest dziełem zabawnej pomyłki. Otóż, w niektórych regionach Polski dudy, zwyczajowo nazywane kozą, zostały mylnie wprowadzone w obieg literacki młodopolan z dodaną literą „b”, z czego powstała nieszczęsna kobza.

Dzięki połajewskim Międzynarodowym Spotkaniom Kolędników „Do szopy, hej pasterze”, tradycja gry na dudach w Wielkopolsce nie tylko nie zamiera, ale zyskując ciągle nowych sympatyków.

Zdjęcia z 25. Spotkań Kolędników-Dudziarzy w Połajewie, 18.01.2015 r.