fot. materiały prasowe

Więźniowie jednego krajobrazu („Papier ścierny” Aleksandry Francuz)

Wiersze Aleksandry Francuz próbują opowiadać o bliskości między ludźmi, o tym, co ze sobą dzielą, a co ich dzieli. O nieustannym kluczeniu między tym, co w nas podobne, a tym, co nas od siebie separuje i różni.

Aleksandra Francuz, urodzona w 1981 roku w Drawsku Pomorskim, eseistka i krytyczka literacka na co dzień związana z Poznaniem, zadebiutowała właśnie tomem „Papier ścierny” wydanym przez Bibliotekę „Toposu”. Tomikiem nader skromnym, oszczędnym, na który złożyło się dwadzieścia osiem wierszy. To teksty o potrzebie oswojenia najbliższej przestrzeni, uporządkowania i nazwania zjawiającego się w pojedynczej świadomości świata oraz o stawaniu się jako procesie, który dopiero ujawni kształty, nada bieg zdarzeniom, wydobędzie słowa z anonimowości.

SYGNATURA SIEBIE

Na swojej ostatniej płycie „Post Pop Depression” (2016) Iggy Pop, w jednym z utworów śpiewa: „I’ve nothing but my name”. W książce „Papier ścierny” Aleksandra Francuz w otwierającym całość wierszu „księgi”, zapisuje kursywą: „szukaj po imieniu / wszystko poza nim tracimy”.

 

Imię jak znamię. Znak naszej obecności, akustyczny dźwięk bycia. Nadawanie imion jest oswajaniem przestrzeni. Ruchem myśli, który w desygnowaniu przybliża „ja” do „ja”, czyli zjednuje świat.

Mieć imię – znaczy nie być już obcym. Imię poszerza krąg naszej wspólnoty, zaprasza do współbycia. Nie idzie tu o podporządkowywanie, ale czas zawiązywania sensu, próbę odbicia, moment, kiedy wiązka nie załamuje się w pryzmacie. Bo imię jest naszą pojedynczą sygnaturą, której ślad odciskamy w przestrzeni. To wizytówka skończonego losu, wpisanego w koło zdarzeń, aż po ostatnią prostą, od której nie ma odwołania. Szukamy dla siebie wyrazu, próbujemy nadać jakiś kierunek kołowaniu poza to, co jest. Chcielibyśmy znaleźć rytm – a od biedy i rym – do tego, co może być, a czego jeszcze nie ma.

Nasze życie zamknięte jest między pierwszą kartką z kalendarza a twardą tekturą przy końcu. Kolejne kartki są jak ruchomy alfabet umierania. Życie rozgrywa się pośród codziennej krzątaniny, wobec obojętnej historii, zalega w pauzach, prowadzi od snu do snu, wtedy metrum zdarzeń jest prostsze.

Wszystko podzielone jest na fazy i cykle, w myśl których zjawiają się zdarzenia, przychodzi do nas świat. Imiona rozsiane jak nasiona pędzone wiatrem. Wiemy tyle o sobie, ile usłyszymy z ludzkiego gadania. W mówieniu jest nasza przystań. W słowie – schron. Po oś świata: „smak utraty / niezmiennie stoi / tam gdzie stało centrum” („axis mundi”). Dom jest zawsze sklecony na moment. Rozpada się razem z chwilą. 

LUDZIE I WIERSZE

Aleksandra Francuz, „Papier ścierny”, Sopot 2018, Biblioteka „Toposu”, t. 162.

Jesteśmy zamknięci w jednym krajobrazie, ze zmieniającymi się porami roku. Wpisani w koło zdarzeń, gdzie początek z końcem zawiązuje się ostatnią pętlą nie do przetrzymania („roboty malarskie”). W czasie, kiedy mówienie jest traceniem, a życie gubieniem. Poetka pisze, że z ludźmi jest jak z wierszami: zrodzone, uciekają w swoje życia, a pamięć ich początków jest niejasna. Sami o sobie wiedzą tyle, ile usłyszą z ludzkiego gadania. Żyją z interpretacji i na jej warunkach. Nic za to nie płacą, bo znaki i symbole to waluta, o której wiedzą mgliście i od święta.

 

w ilu dniach
będziesz się odbijać jeszcze
żeby dojrzeć
w końcu siebie

 

Aleksandra Francuz pisze o dziedziczeniu traum i niepokojów, o opowieściach, które krążą przez pokolenia będące spoiwem rodzinnej historii, z jej zwichniętym czasem, ze zniesionym podziałem na to, co stanowi środek, a co lokuje się na zewnątrz (zob. wiersze: „strzegła przepisu na kruche” czy „pieczęć”). Stale obracane w pył.

Jej wersy traktują o tym, że ciągle przekraczamy i forsujemy granice – po najdalsze rozstaje. I chodzimy od tablicy szkolnej do tablicy nagrobnej, w długich rzędach, w sfatygowanych łachach, w minorowych nastrojach. A ściąganie miary z ciała jest umowną próbą zakreślenia jego granic, wpisania go w swoje terytorium.

Przede wszystkim jednak to tomik o podstawowej szorstkości, bez której delikatność nie miałaby swojej ceny, wagi, urody. To poezja zakorzenienia. Frazy raz napiętej i skondensowanej do granic, innym razem rozwiązłej, o wylewnych wersach. Choć zdecydowanie częściej słowa są tu ciche, wersy trafiające w punkt. W wierszu „międzywęźla” czytamy:

 

mierzę tętno
pulsuje ból –
na szczęście –
przewierca się
na drugą stronę
potrąca słowami
liniami wiersza

PODOBNE/INNE

 

Aleksandra Francuz w przygaszony, kameralny – chciałoby się powiedzieć: porcelanowy – sposób pisze również o ciele, o kobiecych porach, drogach i korytarzach. O płynach, o wyrastaniu ciasta, pokiereszowanych losach, rodzeniu, wydawaniu życia, o życiu.

To wiersze momentami domowe i intymne, odsłaniające żeńskie znamiona. Poetka chciałaby, żeby domy trzymały dłużej ciepło, żeby międzypokoleniowa sztafeta nie ustawała w biegu, a tajemnica dotyku była tą chwalebną. Aby w spisie nie zabrakło nikogo i w poduszkach nie brakowało piór, aby ta sama goryczka zapowiadała piołun (jak w wierszu „dobranoc”).

Wiersze Francuz próbują opowiadać o bliskości między ludźmi, o tym, co ze sobą dzielą i co ich dzieli. Stale kluczymy między tym, co w nas podobne, a tym, co separuje, co się wymyka, co jest inne. Nasze prywatne światy scala język, wspólne słowa, pomieszkująca w nich pamięć. Próbujemy odnaleźć swój świat w drugiej osobie i szukamy naszych światów – w ludziach, historiach, nieobecności („przechodzi się z ust do ust”).

 

Aleksandra Francuz, „Papier ścierny”, Sopot 2018, Biblioteka „Toposu”, t. 162.

Wszystkie cytaty według tego wydania.

 

CZYTAJ TAKŻE: Przy wierszach, przy tomach („Nowe wiersze wybrane”)

CZYTAJ TAKŻE: Do błysku, do biegu. „Nie oddany uśmiech” Krystyny Miłobędzkiej

CZYTAJ TAKŻE: Świat załamany w pryzmacie. („Ucho Igielne” Wiesława Myśliwskiego)