fot. Dawid Tatarkiewicz

Wykrot, czyli jak to powinno wyglądać

Szedłem swobodnie znaną ścieżką leśną i nagle, zupełnie niepodziewanie, w oddali, zamajaczył przed moimi oczami wielki „znak stop”. No tak - pomyślałem - w nocy wiało, rano wiało, kilka drzew powyrywało. Ten „znak stop”, to był właśnie świeżutki wykrot. Jak się wkrótce okazało: niejeden.

Przyzwyczajeni jesteśmy, że las wygląda jak z żurnala. Wertykalnie (pionowo) ustawione drzewa, stosowne odległości między nimi – swoisty drzewny dystans społeczny. W dodatku w Wielkopolsce często jest to las sosnowy, świetlisty, w którym w trakcie słonecznego dnia widoczność sięga całkiem daleko.

 

Taki las znamy, do takiego chodzimy na grzyby. Lepszy rydz niż nic.

Nasze lasy to takie uprawy drzew, pewnie niekiedy – paradoksalnie – coraz młodsze. Tak jest przynajmniej w jednym miejscu, które znam dość dobrze: starodrzew znika w nim w zastraszającym tempie. Można by powiedzieć, że to takie pielęgnowane przydworskie parki, gdyby nie fakt, że w parkach różnorodność gatunkowa drzew jest zwykle większa, a i starodrzewia nie można tam usuwać bezrefleksyjnie i bezkarnie. To wspomniane wyżej znane mi miejsce sprowokowało mnie do sformułowania żartu, który wyzwala śmiech i wyciska łzy. Oto zarządca terenu leśnego stawia tabliczkę: Uwaga przechodniu! Jeśli zobaczysz drzewo w lesie, dzwoń natychmiast!

Zdrowy las

Są jednak na szczęście miejsca, i może jest ich więcej, niż nam się wydaje, gdzie te leśne uprawy są prowadzone w warunkach zbliżonych do naturalnych. Moim zdaniem (ale przecież nie tylko moim), tylko taki las może odwdzięczyć się człowiekowi zdrowym, wartościowym i pięknym drewnem. Co to znaczy „warunki zbliżone do naturalnych”? Oznacza to tyle, że pozwalamy lasom rozwijać się tak, jak one by tego chciały, a nie jak my byśmy tego chcieli.

 

Powalone drzewo to nie problem - da się je obejść. A dzięki niemu las wygląda prawie jak w Białowieży, chociaż to Poznań

Powalone drzewo to nie problem – da się je obejść. A dzięki niemu las wygląda prawie jak w Białowieży, chociaż to Poznań

Zdrowy las to taki, w którym zachodzą naturalne procesy przyrodnicze: pozwalamy drzewom, by się zasiewały, pozwalamy im rosnąć swobodnie i w sposób naturalny kończyć życie.

Czasem w wyniku starości, a czasem w wyniku innych procesów. Jednym z nich jest silny wiatr (nie wnikam teraz w dyskurs na temat zmian w przyrodzie, skutkujących zmianami w klimacie, które człowiek powoduje swą wszechwładną potrzebą nieograniczonego konsumpcjonizmu; stwierdzam tylko, że w przyrodzie zdarzają się wichury).

Na taką pełną swobodę i dowolność pozwalamy przyrodzie łaskawie tylko w rezerwatach ścisłych i parkach narodowych. To za mało! Co mówiąc nie twierdzę, że wszystkie miejsca ze środowiskiem przyrodniczym w roli głównej, trzeba od razu otaczać taką prawną, sformalizowaną ochroną (choć powiem też od razu, że wielu obszarom, z korzyścią dla ludzi – którzy jednak niepotrzebnie się tego boją – przydałoby się to natychmiast, w trybie pilnym, póki jeszcze jest co chronić).

 

Zazwyczaj wystarczyłaby większa świadomość społeczna w dziedzinie ochrony przyrody. Chyba że zgadzamy się na traktowanie lasów jako miejsca przemysłowej produkcji drzew.

Wówczas jednak ani my, ani „las” nie będziemy usatysfakcjonowani. Oczywiście, można pójść na kompromis i jeśli już ktoś się upiera, że musi las przemysłowo uprawiać, zostawmy go w spokoju. Ale w żadnym razie nie powinno tak być wszędzie i systemowo. Jak jest obecnie? – nie jestem pewien, czy można na to pytanie udzielić prostej odpowiedzi.

„Ojejej” i bioróżnorodność

A co z doznaniami estetycznymi i aksjologicznymi? Co z człowiekiem, która trafi do lasu i zobaczy świeżo wywrócone drzewo? – Ojejku, jejku… – pomyśli zapewne niejedna osoba o gołębim sercu na widok niecodzienny (niestety!) w lesie, czyli na widok wykrotu (co równoznaczne jest z wyrwanym z korzeniami drzewem), o kilku nie wspominając. I od razu spieszę ją pocieszyć i wyjaśnić. Tak to powinno wyglądać! W naszych lasach powinno być zdecydowanie więcej drzew w pozycji horyzontalnej (poziomej). Leżących, obumierających, gnijących. Oczywiście drzewa obumierają również na stojąco. Przyznajmy, gnicie nie kojarzy nam się dobrze. Ale powiedzmy to raz wyraźnie i dosadnie: jest niezbędnym elementem w łańcuchu życia, które znamy. Niezbędnym dla zachowania jego ciągłości.

 

Spękane drewno, fot. Dawid Tatarkiewicz

Spękane drewno, fot. Dawid Tatarkiewicz

Proponuję rebus. W słowie „równo”, proszę wymienić literę „w” na głoskę „ż”. To wiele zmienia. Wychodzi rdzeń wyrazowy: „różno”. Dodajmy przedrostek bio- oraz znaczącą końcówkę: -rodność. I już mamy słowo klucz: bioróżnorodność.

Nie dajmy się nabrać na narrację, według której obumierające drzewo powinno być natychmiast wycięte i wywiezione z lasu. To nie jest takie proste. Drzewo obumarłe jest gwarantem rozwoju całej gamy organizmów (roślinnych, zwierzęcych, grzybów, bakterii, pierwotniaków) potrzebnych w lesie do tego, by na bazie rozkładanej materii organicznej powstało nowe życie. Generalnie można powiedzieć, że im większa jest naturalność ekosystemu, tym bardziej harmonijna, dopasowana do środowiska jest jego bioróżnorodność, a tylko to daje gwarancję równowagi dynamicznej w ekosystemie. Równowagi, dzięki której będzie się on sam regulował. Zwłaszcza, jeśli otoczony jest przez inne ekosystemy odpowiednio działające, a nie stanowi tylko samotnej wyspy w otaczającym go krajobrazie antropopresji stosowanej. No właśnie, dochodzimy do sedna konfliktu interesów.

 

Zdrowy las nie zna pojęcia szkodnika.

Tu (w takim lesie) przykładowo owad, który chciałby się nadmiernie rozmnożyć, będzie w swoich zapędach regulowany przez naturalnych wrogów. Jeśli nawet uda mu się dokonać pewnego spustoszenia, to natura poradzi sobie z tym sama. Naturalnie! Dlatego taką świętością jest Puszcza Białowieska, las w pewnym sensie pierwotny (oczko wyżej w hierarchii przyrodniczej od ekosystemów naturalnych, które też należałoby bezwzględnie chronić; pierwotny, czyli – tu: w pewnym sensie – nietknięty ręką człowieka).

 

Im więcej kombinacji i interwencji człowieka w naturalny ekosystem, tym gorzej dla natury i człowieka.

 

Las przemysłowy, o ograniczonej różnorodności, czyli plantacja czy pole drzew, której nie zabezpiecza naturalna bioróżnorodność, to młyn na wodę owadów, które nie mając w otoczeniu naturalnych wrogów – hamulców (wyeliminował je człowiek, tworząc swoją ingerencją sztuczny ekosystem), a więc te owady albo się nadmiernie rozmnożą – powodując realne straty w leśnej uprawie przemysłowej (pojawia się pojęcie „szkodnika”), albo szybko wyeliminuje je człowiek (np. używając „odpowiednio sprofilowanej” chemii, która – nie czarujmy się – nie działa tylko na „szkodnika”). Słowem: jeśli abstrahujemy (w znaczeniu: odchodzimy) od procesów przyrodniczych w uprawie, nakręcamy spiralę nienaturalnych, w rezultacie szkodliwych dla wszystkich działań (jedna ingerencja człowieka pociąga za sobą i tłumaczy, choć nie usprawiedliwia, kolejną). Historia dostarcza aż nadto przykładów.

Uczenie się na błędach i puenta

Naturalną jest rzeczą, że uczymy się. Często na błędach. Szereg błędów już popełniliśmy i mamy je za sobą. Jeśli każde pokolenie będzie je powielać, nie możemy mówić o postępie (ten jest widoczny tylko w warstwie rozwoju cywilizacyjnego, za co też wiele osób płaci wysoką cenę), ale raczej o regresie. Najwyższa już pora wyciągnąć wnioski i przejść na gospodarowanie oparte na naturze, szeroko rozumianych procesach naturalnych. Nikt nie mówi, że będzie to proste, choć technicznie dużo prostsze, niż może się wydawać. Proste nie będzie ze względu na fakt, że zapewne dłużej poczekamy na stosowne efekty. Za to będą to satysfakcjonujące efekty.

 

Przyrody nie należy poganiać, czego człowiek chcący szybkich zysków nie przyjmuje do wiadomości.

 

Podstawowa może być też bariera mentalna, psychologiczna („- Nie tak nas uczono…” – choć to akurat prawdopodobnie się zmienia). Pouczający jest przykład gospodarstw ekologicznych. W gruncie rzeczy, jeśli rzeczywiście mają funkcjonować jak należy (a nie tylko opierać się na marketingowo nośnym sloganie), muszą sprowadzać swoją działalność do naturalnych sposobów uprawy czy hodowli.

Czy nie da się tego podejścia, opartego – powtórzmy – na procesach naturalnych, z korzyścią dla obu stron, ludzi i przyrody, zaimplantować w przypadku lasów? Z pewnością się da i wygra ten włodarz lasu, czy szerzej: ten naród, który to pierwszy zrozumie i zastosuje.

 

 

I jeszcze jedno. Proszę zauważyć: w powyższym akapicie dla uproszczenia napisałem o dwóch stronach, ale w istocie strona jest tylko jedna. Nie ma osobno: ludzi i przyrody. Są ludzie w przyrodzie. Tylko przyroda może istnieć bez ludzi. Odwrotnie się nie da!

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0