fot. Andrzej Grabowski

Zbliża się koniec Ziemi

W ramach „Roku Wyklętych” Polski Teatr Tańca zaprasza na spektakl „Obiecana Ziemia Obiecana”. Czym jest to wyklęcie? Można na nie patrzeć z różnych perspektyw: wyklinających i wyklinanych. A wyklęte może być dzisiaj wszystko.

Polski Teatr Tańca postawił sobie wyjątkowo trudne zadanie programowe: stworzyć teatr tańca, formę, która dzisiaj już nieco trąci myszką (bo jest zbyt teatralna, zbyt ilustracyjna w kontekście współczesnych poszukiwań i projektów tanecznych), a jednocześnie wpisać ją we współczesne dyskursy, toczące się debaty, istotne społecznie tematy.

RYZYKOWANIE I NA CZASIE

Nie chodzi jedynie o estetyczną przyjemność kreowania wyrafinowanych obrazów scenicznych czy dążenie do ruchowej perfekcji – raczej o stworzenie dzieła, które za pomocą tańca będzie w stanie opowiedzieć o czymś ważnym.

Takie działanie niesie ze sobą ryzyko porażki, jak każdy eksperyment. Imponująca jest jednak konsekwencja, z jaką Iwona Pasińska tworzy program poznańskiej instytucji, zapraszając do współpracy reżyserów teatralnych i proponując spektakle luźno ze sobą powiązane w ramach koncepcji „roków”. Był „Rok Guślarzy”, „Rok Bogów”, obecnie trwa „Rok Wyklętych”.

Czym owo wyklęcie właściwie jest? Trudno powiedzieć, bo można, jak piszą organizatorzy, patrzeć na to zjawisko z różnych perspektyw: wyklinających i wyklinanych. Jak się dobrze zastanowić, wyklęte może być dzisiaj wszystko.

 

Katarzyna Raduszyńska (scenariusz i reżyseria) oraz Artur Bieńkowski (choreografia) opowiedzieli o wyklętej planecie, czyli Ziemi. Wyklętej przez ludzi ją zamieszkujących. Temat, w obliczu kryzysu ekologicznego, bardzo na czasie.

Wiadomo, że działalność człowieka niszczy bioróżnorodność, codziennie wymierają kolejne gatunki fauny i flory. Zagrożony jest także homo sapiens, który podcina gałąź, na której siedzi.

CO/KTO DOMINUJE?

Twórcy „Obiecanej Ziemi Obiecanej” opowiadają więc historię planety, jednak interesuje ich przede wszystkim człowiek. To chyba podstawowy problem tego spektaklu – w pewnym momencie historia ludzkości i historia Ziemi stanowią jedno i to samo. A przecież niekoniecznie tak jest.

Nie znam dokładnych badań, ale przecież gdyby rasa ludzka wyginęła, to jakieś życie na Ziemi by jeszcze zostało, a natura podobno byłaby w stanie w pewnym zakresie się odbudować. Twórcy spektaklu jednak zacierają w finale różnice między człowiekiem a resztą świata, która w tym wypadku wydaje się jednak kluczowa.

 

Antropocentryzm dominuje w spektaklu, było to jednak nie do uniknięcia, bowiem teatr tańca jest formą opartą wyłącznie na człowieku i jego ciele. W „Obiecanej Ziemi Obiecanej” mamy zatem całkiem sporo scen, które opierają się – chcąc nie chcąc – na antropomorfizacji.

Role roślin i zwierząt odgrywają tancerze, czasem w nieznośnie „ilustracyjnych” układach choreograficznych. Węże się wiją, ptaki machają ramionami, sarny skaczą długimi, pięknymi susami. Czy dało się to zrobić inaczej? Pewnie tak, choć nie w ramach zaproponowanej przez twórców, celowo naiwnej i upraszczającej narracji, która narzuca formę choreografii.

ZMIERZCH

„Obiecana Ziemia Obiecana”, Polski Teatr Tańca, fot. Andrzej Grabowski

„Obiecana Ziemia Obiecana”, Polski Teatr Tańca, fot. Andrzej Grabowski

Na scenie widzimy Pana/Panią Ziemię (Paweł Malicki), która/który opowiada swoją historię (za pomocą działań, ale także monologów puszczanych z offu). Jest to rodzaj odpowiedzi na oskarżenia, które słyszy w jednej z pierwszych scen. Otóż Pan Ziemia został oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości (i tutaj właśnie tkwi błąd, bo to ludzkość powinna zostać oskarżona o zbrodnie przeciwko planecie, nie odwrotnie).

W półtorej godziny dostajemy niemal wszystko: wykształcenie się życia na Ziemi i początki wspólnot plemiennych, narodziny i zmierzch religii (chrześcijańskiej), wojny i wyścigi zbrojeń, coraz mocniejszą władzę kapitału, wreszcie – totalne rozprzężenie obyczajowe, społeczne i kulturowe połączone z zupełną degrengoladą ekonomiczną i ekologiczną.

 

Otrzymujemy to, co już mamy – naszą współczesną apokalipsę, ostatnie podrygi ludzkości przed zupełnym (samo)unicestwieniem.

Widocznym znakiem działalności człowieka na scenie jest scenografia (Paweł Walicki): coraz więcej rekwizytów i kostiumów zostaje w spektaklu użytych, a potem pozostawionych. Akumulacja obiektów sprawia wrażenie coraz większego bałaganu i niechlujstwa. Wreszcie – w finałowej, bardzo efektownej i dosłownej partii – Paweł Malicki zaczyna sprzątać: zrywa kolejne płaty baletowej podłogi i zwija je, zostawiając widoczne czarne, puste deski sceny. Płat po płacie, przestrzeń gry zostaje ogołocona. Pozostali tancerze coraz bardziej nerwowo tłoczą się na skrawkach podłogi, w jakimś niewiarygodnym ścisku. Za chwilę zabraknie już dla nich przestrzeni do życia.

MIĘDZY MINIMALIZMEM A ROZBUCHANIEM

„Obiecana Ziemia Obiecana”, Polski Teatr Tańca, fot. Andrzej Grabowski

„Obiecana Ziemia Obiecana”, Polski Teatr Tańca, fot. Andrzej Grabowski

Fabularne i myślowe uproszczenia łączą się tutaj z ogromną ilością pomysłów, którymi spokojnie można by obdarować kilka spektakli. Każda kolejna scena utrzymana jest w innej stylistyce, operuje innym rodzajem ruchu, co – choć wyraźnie oddziela od siebie kolejne etapy opowiadanej historii i podejmowane tematy – sprawia wrażenie estetycznego chaosu. Na przykład bardzo długi epizod poświęcony wojnie przedstawiony został w stylistyce cyrkowego występu: tancerki wykonują efektowne grupowe układy, w tle przygrywają im instrumenty dęte, a w centrum wielki pluszowy miś (Adrian Radwański) śpiewa przerażającą rymowankę o tym, jak cudownie jest dać ojczyźnie ofiarę z krwi.

Obok tego oglądamy scenę, w której jedna tancerka (Evelyn Blue) na rozkaz innej (Victoria Kennet) powtarza w nieskończoność, w ciszy, układ choreograficzny.

 

Takie minimalistyczne sekwencje mieszają się z rozbuchanymi inscenizacjami – często nie widziałem w tym żadnego uzasadnienia. W wielu momentach wygląda to tak, jakby twórcy nie potrafili skutecznie dokonać selekcji wypracowanego materiału.

Umiejętność rezygnacji ze swoich pomysłów jest trudna, ale potrzebna, bo potrafi wzmocnić siłę wyrazu. W „Obiecanej Ziemi Obiecanej” artyści chcą opowiedzieć o wszystkim i w tym nadmiarze gubi się, szlachetna przecież i potrzebna główna myśl.

 

„Obiecana Ziemia Obiecana”, Polski Teatr Tańca, Premiera: 29 kwietnia 2019 r., Aula Artis w Poznaniu
Scenariusz i reżyseria: Katarzyna Raduszyńska
Choreografia: Artur Bieńkowski
Scenografia, wideo i kostiumy: Paweł Walicki
Muzyka: Wojtek Zrałek-Kossakowski
Warsztaty głosu: Grzegorz Wierus

Współtworzą i występują: Amy Basley, Evelyn Blue, Julia Hałka, Paulina Jaksim, Victoria Kennett, Katarzyna Kulmińska, Katarzyna Rzetelska, Sandra Szatan, Emily Wong, Kacper Bożek, Jerzy Kaźmierczak, Dominik Kupka, Paweł Malicki, Brage Nordang, Michał Przybyła, Adrian Radwański, Dominik Więcek

CZYTAJ TAKŻE: Taneczna improwizacja. To nie takie proste

CZYTAJ TAKŻE: Ambicja. O „Jumpcore” Pawła Sakowicza

CZYTAJ TAKŻE: Taniec współczesny: sztuka patrzenia