fot. Dobromiła Tenerowicz-Grądzka

Zielona Góra gości Wielkopolskę

Gdy otrzymałem zaproszenie na Targi Dobrego Jedzenia i Życia w Zielonej Górze, zapakowałem się do samochodu i wyruszyłem w drogę. Nieskromnie powiem – zielonogórzanie chętnie próbowali wielkopolskich przysmaków.

Niedawno w Poznaniu odbyły się Smaki Regionów. Miałem przyjemność zdawać Ci, Szanowny Czytelniku, z nich relację. Smakowicie było niezwykle i od wystawców gęsto. Lubuskie stawiło się jak zawsze licznie i z odpowiednią reprezentacją. Toteż gdy dostałem zaproszenie na Targi Dobrego Jedzenia i Życia, nie wypadało odmówić. Zapakowałem się zatem do samochodu i wyruszyłem w drogę. Na szczęście z mojej wioski do Zielonej Góry nie jest daleko, zwłaszcza że droga zaczyna się autostradą, a potem przechodzi w eskę – jedzie się jak po maśle, nie to co kiedyś. W mieście winobrania mamy przyjaciół, więc wyjazd był tym bardziej atrakcyjny.

Miejscem wystawienniczym była piękna hala rekreacyjna połączona z pływalnią. Po liczbie samochodów na parkingu można było sądzić, że zielonogórzanie korzystają bardzo licznie z tych sportowo-rekreacyjnych miejsc. Na Targach okazało się, że Wielkopolanie zajmują kilka eksponowanych stoisk. Nic w tym dziwnego. Jeżeli chodzi o dobre jedzenie, mamy się z czym pokazać. Na pierwszym miejscu świecił bakę mój znajomek z Rynku Bernardyńskiego, Kolio Tzanev. Tak naprawdę, to sam już nie wiem, któż on – czy Poznańczyk o bułgarskich korzeniach, czy Bułgar mieszkający w Poznaniu i ożeniony z Polką. Dzięki niemu mieszkańcy naszej metropolii mają okazję poznać paletę smaków znad Morza Czarnego. Warzywa, przede wszystkim kabaczki, bakłażany i papryki przerabiają jego krewniacy w małych, rodzinnych przetwórniach. On zaś dodaje etykiety i posyła na rynek. Ubrany w tradycyjny strój ludowy prezentuje się jak barwny ptak. Jego czereśniowe pomidorki w solnej zaprawie towarzyszą mi przez całą zimę. Pomidorówka z nimi smakuje słońcem i powietrzem letnim. Tym bogactwem podzielił się teraz z zielonogórzanami.

Na Targi dojechał również Bartek Dendek z rodziny najstarszych ekologicznych gospodarzy w Polsce. On sam zaś jest bartnikiem. Kocha te swoje małe robotnice i wie o nich wszystko. Dzięki bratu, który w imieniu rodziny gospodarzy na ziemi ma odpowiednie areały gryki, facelii i innych miododajnych roślin. Na jego stoisku można więc znaleźć bogaty asortyment płynnego złota. Do tego jeszcze pyłek i pierzga. Ta ostatnia jest bardzo cenna – to poddany fermentacji mlekowej w warunkach ula pyłek pszczeli. Niewielu jest fachowców, którzy umieją ją podebrać pszczołom, stąd i wysoka cena. Jako naturalny lek w schorzeniach wątroby jest wprost niezastąpiona.

Do Zielonej Góry przybyły również wytwarzane metodą gospodarczą w małej firmie różnego rodzaju pasztety i smaluszki. Nieskromnie powiem – zielonogórzanie próbowali chętnie wielkopolskich przysmaków. Dodatkową atrakcją Targów był przyjazd Grzesia Łapanowskiego, mojego serdecznego komilitona, medialnego kucharza, który gotowanie dzieciom i przekazywanie im swojej wiedzy na temat zdrowego odżywiania traktuje jak misję i obowiązek. Chwała mu za to.

Ponieważ, jak wspomniałem na wstępie, Zielona Góra to miejsce pobytu naszych przyjaciół, znalazła się także i wieczorna atrakcja. Zostaliśmy zaproszeni na pożegnalny koncert naszego znajomka, Waldka Rzepki, który rozstał się z zawodowym graniem na harmonijce w bluesowej kapeli, by poświęcić się w całości swojemu powołaniu, czyli pieczeniu chleba. I dziś jest właścicielem najlepszej zielonogórskiej piekarni. Miłośnicy klubowej muzyki mają czego żałować. Instant Blues bez Waldka to już nie to samo!

CZYTAJ TAKŻE: Smak Regionu zostaje na języku
CZYTAJ TAKŻE: Barszcz i pierogi
CZYTAJ TAKŻE: Przy Królewskim Stole