fot. materiały prasowe

Druzgotanie iluzji („Bestia i powódź” Magdaleny Gałkowskiej)

Magdalena Gałkowska po czterech latach przerwy wydała nowy tomik pod tytułem – inspirowanym cytatem z pism Virginii Woolf – „Bestia i powódź”. To już czwarta książka poznańskiej poetki, laureatki XIV edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina (2008) i XIV Tyskiej Zimy Poetyckiej (2014).

Nowa publikacja składa się z trzech części: z „Bestii”, „Powodzi”, „Bestii i powodzi”. Całość liczy dwadzieścia jeden wierszy, sporo z nich opatrzonych jest fragmentami z innych poetów (Eliot, Lowell) czy wersami „przepisanymi” z piosenek: The Cure, Depeche Mode czy Florence and the Machine.

Poetka – w rozmowie z Rafałem Czachorowskim – przyznała, że to jej ostatnia książka z wierszami. Bo ma już dość „wypruwania sobie flaków”, bo poezja konfesyjna rodzi się w bólu i bazuje na doświadczeniach, a pisze się ją – jak w wypadku Gałkowskiej – kompulsywnie, intensywnie, nie przejmując się kosztami, jakie autor za nie ponosi.

ZDZIERANIE ZASŁON

Dla Gałkowskiej pisanie wierszy to zdzieranie kolejnych, koturnowych masek, które fałszują prawdziwe oblicze i wykrzywiają twarz w upozowanym grymasie. Poetka stawia słowa przeciwko pozom i wystudiowanym gestom.

Kobieta w tych wierszach nie chowa się za precyzyjnie nałożonym makijażem, raczej obnaża przed nami swoje ciało, naznaczone bólem, odsłania psychikę. Mówi dużo o swoich bolączkach i traumach, bo tylko dzięki wierszom jest w stanie się od nich oddalić, umknąć spodziewanym ciosom.

 

Autorka „Fantomu” pisze z trzewi, niespokojnie, rozedrganie, momentami brutalnie. Bywa niepoprawna i bezkompromisowa. Nie musi się podobać.

Dużo tu fragmentów dotykających damskiej cielesności, przeżywania własnej kobiecości, strof konfrontujących poetkę z własną biologią. W wierszu „wściekłe psy” trzecia i ostatnia strofa brzmi tak:

 

dorosła, ma córkę i wierzy, że przekazała
jej coś więcej niż strach, coś więcej niż
niechciane tajemnice i obcą woń. okaleczona
skrzynka na komodzie czeka na swoją kolej.

kiedy się kocha, szepcze urywane słowa
albo krzyczy, jakby nie mogła wytrzymać.

BENEFICJENCI NICZEGO

Magdalena Gałkowska „Bestia i powódź”

Magdalena Gałkowska, „Bestia i powódź”, Fundacja Duży Format, Warszawa 2018.

Żeby mniej bolało, należy oddzielić umysł od własnego ciała. To poezja o tym, jak życie wdziera się do rzeczywistości. Wiersze o nieujarzmionych popędach, odcinających myślenie i o kobiecie podporządkowującej się męskiej sile. Wiersze w jakiś sposób obnażone, obnoszące się z własnym bólem, burzące dobre samopoczucie. Przesadnie brzydkie, osadzone w sferze popędów, wydane podnietom napędzanym brukową wyobraźnią. Mało teatralne, do szpiku kości przejmujące.

Poezja Gałkowskiej wyrasta ze sprzeciwu wobec instrumentalnego traktowania kobiet, stanowi opozycję przeciwko prostackiemu, szowinistycznemu myśleniu, że kobieta jest pojemnikiem dla mężczyzny, ma reagować na jego zachcianki, spełniać oczekiwania, a jej ciało – którego jest chwilową ajentką, bo przecież należy do mężczyzny – ma swoje chwile spokoju, gdy ten wyjdzie do pracy. Zamiast brać – czuć! Oto dewiza Gałkowskiej!

 

zero podmiotów – same orzeczenia.
nie myśl, a jeśli musisz, to
się z tym nie zdradzaj. nie mów,
a jeśli musisz, to byle nie głośno.

nie zapalaj światła, bo gdy zobaczy
– zawsze przyjdzie.

 

Być może dziedziczymy tylko strach i niechciane tajemnice? Gałkowska opisuje życie pozbawione przyszłości, gdzie jedyną aspiracją jest bycie mniej pogruchotanym.

Świat jej poezji – proszę wybaczyć truizm – to świat wielu z nas. Ludzi pragnących przetrwać, jakoś zawiązujących koniec z końcem, których marzenia są jak stare kartony wyniesione z promocji. Których w galeriach onieśmielają czyste witryny, a toalety to miejsca, skąd można wynieść darmowy papier.

CISZA PO BURZY

Gałkowska to poetka alergicznie reagująca na krzywdę ludzką, zapuszczająca się z wierszem na margines, przyglądająca się dołom społecznym ze zrozumieniem, na ostatnich szczebelkach społecznej drabiny dostrzegająca dramaty i problemy, które dla ludzi pierwszego świata są jak historie wyjęte z prozy naturalistów. Odległe, nieprawdopodobne, pokazujące się jak paski w dołach plazmowych ekranów: „prości ludzie / prosto załatwiają sprawy. worek, / rzeka, cisza, rozpacz i żal. komu to / potrzebne?”.

 

Są tu też wersy przypisane zwątpieniom, w których autorka zapisuje spostrzeżenia dotyczące starzenia się, tracącego wigor ciała. To nie są wersy sprzeciwu, raczej cichej zgody, akceptacji tego, co czyni z nami czas.

To również opowieść o zgodzie, pogodzeniu popędów i potrzeb ciała z intelektualną szermierką. Opowieść o punkcie, skąd idzie się dalej, nie dziwiąc się zmianom, nie poświęcając całej uwagi rozczarowaniom.

Poezja Gałkowskiej to literatura o tym, jak wypełniać w sobie pustkę. Im ona większa, tym coraz mniej zostaje nam możliwości. Próbujemy wchodzić w czyjeś buty: „czekała nucąc try walking in my shoes”.

 

Magdalena Gałkowska, „Bestia i powódź”, Fundacja Duży Format, Warszawa 2018.

Wszystkie cytaty według tego wydania.

 

CZYTAJ TAKŻE: Przy wierszach, przy tomach („Nowe wiersze wybrane”)

CZYTAJ TAKŻE: Do błysku, do biegu. „Nie oddany uśmiech” Krystyny Miłobędzkiej

CZYTAJ TAKŻE: Tego dzisiejszego wieczoru („Nikt nie idzie” Jakuba Małeckiego)