fot. redakcja

Na jednego solistę. „Karaoke” Dawida Junga

Poezja Dawida Junga jest pomostem pomiędzy zagrzebaną w pamięci przeszłością a chwilą obecną. Poeta, mówiąc metaforycznie, z martwego morza czasu wybiera kolejne skorupy, opłukuje je na brzegu, zapisuje ich głos – z daleka.

Mam w ręku trzecią książkę z wierszami Dawida Junga, poety, wydawcy (związanego z Gnieznem i „Zeszytami Poetyckimi”, których jest redaktorem naczelnym i założycielem), śpiewaka operowego (tenor), piszącego o literaturze i teatrze, współautora przewodnika po Gnieźnie („13 pomysłów na Gniezno i okolice”). Uhonorowanego wieloma nagrodami, w tym Nagrodą im. Bolesława Leśmiana (2017).

NIE KAŻDE CIEPŁO WARTE JEST ZACHODU

Najbardziej zaangażowane w poznawanie i doświadczanie siebie i świata są u Dawida Junga zmysły, a w zasadzie jeden z nich: dotyk. Dotyka się tu słowem rzeczy, tak jakby materialny świat musiał uzyskać sankcję w rzeczownikach, które go poświadczają. Dotyka się spojrzeniem faktury powierzchni, krajobrazu, formy, aby wyłuskać, wyłapać, poświadczyć o czymś, co na moment wymknie się z ustalonych porządków, w samym centrum ładu i harmonii.

 

 

Świat – jak pisze w wierszu „piosenka o pięknie” poeta – ma więcej widoków niż my czasu, by dać zadość wszystkim barwom czy odcieniom. Rozgościła się przeszłość w tych wierszach – i co rusz zakłóca porządki spraw teraźniejszych i dziennych.

Czytając kolejne wiersze, wykonujemy ruch wstecz, oglądając album, od świeżo wklejonych zdjęć po te, o których już dawno temu zapomnieli ich autorzy. Dotyka się tu spraw intymnych, związanych z bliskością, z fascynacją kobiecym ciałem, z seksem, jego porami i temperaturą, by z wolna przyglądać się jak miłość staje się słowem. Te wiersze opisują również erotyzm w stanie zagrożenia, chucie pod okupacją, gorączkę ciał próbujących ustalić znak równości pomiędzy swoimi temperaturami, jak w wierszu „piosenka urzędnika pocztowego”, pisane kursywą:

 

aniele zbliża się front a ty nie odpisujesz

ponoć będzie tu nowy kraj a ja jeszcze nie miałam ciebie w środku

 

EPITAFIUM Z TRZASKÓW I CISZY

Dawid Jung, „Karaoke”, Biblioteka Arterii, Łódź 2018

Dawid Jung, „Karaoke”, Biblioteka Arterii, Łódź 2018

Dotyka się tu myślą spraw przeszłych: wracają co rusz, nie pozwalając zapomnieć, zaklinają teraz. Być może na człowieka bardziej – mówi autor „Poematu o mówieniu prawdy” – składa się to, co za nim niż to, co przed. Język to więcej niż ból” – czytamy w jednym z wierszy, czy zatem bardziej boli niż pamięć?

Poezja Dawida Junga jest pomostem pomiędzy zagrzebaną w pamięci przeszłością a chwilą obecną. Poeta, mówiąc metaforycznie, z martwego morza czasu wybiera kolejne skorupy, opłukuje je na brzegu, zapisuje ich głos – z daleka. Zdaje nam sprawę z nużącej monotonii przemijania, choć „magellan wciąż płynie”.

 

Wiersze Junga opisują rodzenie się podniet, myśli, nastrojów związanych z pierwszymi, formatywnymi doświadczeniami.

Ich bohater „wywołuje” z przeszłości widokówki z dzieciństwa, intensywne od barw, mocne od smaków, nieoddalające się od niewinności. Wolne od tautologii, która z każdym rokiem, zajmować będzie coraz więcej miejsca.

To wiersze ostentacyjnie czerpiące z tradycji kultury wysokiej, kłaniające się cieniom mitycznych postaci, zauroczone klasyczną frazą, akceptujące cenę językowej poprawności, poetyckiego kursu, który jakoś można przewidzieć. Czasami przeszłość zakryje widnokrąg ciemnym chałatem, jak w wierszu „piosenka o nagonce”.

SZUKAĆ STRATY

„Karaoke” to również książka o rozstaniu, o pustce, której nie sposób wypełnić niczym. O stracie, kiedy przepaść miedzy sobą a teraźniejszością staje się tym większa, im bardziej myślami zwracamy się w przeszłość.

 

piosenka o powrocie ojca i syna z lasu

 

wyzna ojcu że pokochał rzekę z wzajemnością że co noc ucieka z domu

by zaznać jej szczęścia bo wleje się w niego pełnia od której już nigdy

nie ucieknie ojciec opowie mu za to jak goethe natchnął go by tanio

kupić samochód i będzie to ostatni moment ich wspólnego życia

później krew rozleje się na dwa osobne koryta

w jednym zasychając

ZAŚPIEWAJ TO JESZCZE RAZ, DAWIDZIE

Dawid Jung długo każe nam czekać na swoje poetyckie książki. W jego najnowszym tomie rozgrywa się dramat rozstania mężczyzny z kobietą, ciała z ciepłem, namiętności z seksem. Wiersze z wytęsknieniem wypatrują przeszłych wcieleń, przyglądają się formom, które dziś nierzadko wydają się czytelnikom mało atrakcyjne. Wiele wersów zaświadcza o poczuciu osamotnienia, o wciąż rozpalonej wyobraźni, o pamięci czyjeś obecności.

 

Opisują gorączkę ciała, które z powiększającą się samotnością, stygnie.

Śmiałe obyczajowo, nieznośnie intymne, w erotyce widzą swoje moce sprawcze. Poeta podkreśla znaczenie ciała, jego porywy, podrygi, determinacje. Nie może się od nich całkowicie uwolnić, może im jedynie sprzyjać albo starać je od siebie odsunąć, odrzucić.

Jung buduje swoje wiersze z różnych wątków, klisz, tradycji. Kugluje tematami, intonuje fragmenty różnych pieśni. Próbuje po swojemu zagrać raz jeszcze to, co pogrzebała konwencja, wyświechtana metafora, wcześniej skreślona puenta. Bawi się skalą, interpretuje ograne motywy, śpiewa tak, jak potrafi. Jego wiersze to piosenki o miłości, rozpisane na nieprzystające do siebie historie, wrażliwości, czasy. Szukające czegoś uniwersalnego w uczuciach, które bez względu na porę nie tracą nic ze swojej siły i  powabu. Poeta śpiewa prawdy stare jak świat.

 

Dawid Jung, „Karaoke”, Biblioteka Arterii, Łódź 2018. Wszystkie cytaty według tego wydania.

 

CZYTAJ TAKŻE: Syn ziemi. Poezja Wojciecha Bąka

CZYTAJ TAKŻE: Przy wierszach, przy tomach („Nowe wiersze wybrane”)

CZYTAJ TAKŻE: Do błysku, do biegu. „Nie oddany uśmiech” Krystyny Miłobędzkiej