fot. redakcja

Silesius: Poznań rozbija bank

Maj dla literatury to znak otwarcia kolejnego sezonu festiwali i nagród. I choć zbliża się ważny dla miasta festiwal Poznań Poetów, to uwaga czytelników skupia się na stolicy Wielkopolski – jeszcze zanim do CK Zamek zjadą się twórcy i krytycy.

A wszystko to dzięki ogłoszonym niedawno nominacjom do 4. edycji Silesiusa. O nagrodzie słów kilka: Wrocławska Nagroda Poetycka Silesius służy wyróżnieniu i promowaniu najważniejszych dzieł i ich autorów, odznaczających się na tle polskiej poezji. W tym roku towarzyszący nagrodzie 4. Międzynarodowy Festiwal Poezji Silesius został również festiwalem partnerskim Poznania Poetów (tegoroczna edycja PP odbywa się w dniach 14–18 maja).

 

Silesius wręczany jest w trzech kategoriach: za całokształt twórczości, książkę roku i debiut poetycki.

To właśnie druga kategoria jest powodem całego zamieszania. Do miana książki roku nominowano siedem tomów poetyckich, z czego aż pięć tytułów wydała wielkopolska oficyna – Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury.

O nominowanych książkach mówić i pisać trzeba, bo choć każda odsłania inny fragment poetyckiej rzeczywistości, wyłaniający się z tej mozaiki obraz języka i świata pozwala bacznie przyjrzeć się codzienności, w której funkcjonujemy, obejrzeć ją pod różnymi kątami i obnażyć rządzące nią mechanizmy. Nominowanym pozostaje przyklasnąć i kibicować do finałowej gali, która odbędzie się 18 maja, a czytelników zaprosić do rozmowy z poezją i o poezji, na festiwalach i poza nimi.

„Z samego końca świata macham do was warzywem”
TOMASZ BĄK, „Utylizacja. Pęta miast”

Tomasz Bąk, „Utylizacja. Pęta miast”, Wydawnictwo WBPiCAK, Poznań 2018

Tomasz Bąk, „Utylizacja. Pęta miast”, Wydawnictwo WBPiCAK, Poznań 2018

Książki Bąka rażą konsekwencją. Są zamkniętą i dopracowaną całością, w której wielu dopatrywało się zadziorności manifestu. Nazywany głosem pokolenia lat 90. Bąk odsłania kolejne poziomy uwikłań równolatków (ale przecież nie tylko) w kapitalistyczne stosunki pracy, tkankę monstrualnego miasta i sieć skomplikowanych międzyludzkich relacji; komentuje rzeczywistość społeczną, skupiając się na tych obszarach, które nakładają pęta na jednostkową wolność.

 

Egzystencjalnym rozedrganiom towarzyszy także całkiem poważny namysł nad kształtem literatury, kondycją wiersza, ale też nad pytaniem, gdzie w tym wszystkim znajduje się jeszcze miejsce dla poety.

Przez „Utylizację” przewija się także muzyka, czasem w kryptocytatach i nawiązaniach do znanych kapel, gdzie indziej w krótkiej, dosadnej i rytmicznej frazie, na brawurowym dla poezji coverze antywojennego tekstu Allena Ginsberga kończąc. Następna książka poetycka w przygotowaniu.

„dorosły człowiek ukrywa się w łazience”
KAMILA JANIAK, „wiersze przeciwko ludzkości”

Wiersze Kamili Janiak z pozoru brzmią podobnie do tekstów Bąka. „wiersze przeciwko ludzkości” zamieniają jednak analizy socjologiczne na tok jednostkowej opowieści, snutej przez wyraźne kobiece „ja”. Poezja Janiak to efekt śniegowej kuli – suma codziennych rozczarowań, złości i irytacji, czy to z powodu głupoty biurowych współpracowników, czy zaciągniętego kredytu.

 

To wszystko składa się na gniew i bezsilność wyższego rzędu, wynikające z niemożliwych do zatrzymania zmian klimatycznych, które jak po równi pochyłej wiodą środowisko i igrającą z nim ludzkość na skraj zagłady.

Obok tak zarysowanej głównej osi tomu znalazło się w nim miejsce dla tekstów zupełnie odmiennych – bardzo literackich i plastycznych. To w utworach skupionych wokół figury matki i ciała kobiety szczególnie silnie zaznacza się sensualność poezji Janiak. I chociaż wydawać by się mogło, że katastrofy już nic nie zdoła zatrzymać, poezji tej zdarzają się zaskakujące chyba ją samą momenty epifanii w postaci tekstów afirmatywnych, których źródłem jest zachwyt poranną grą światła słonecznego.

zbliżenie: obfitość”
MAŁGORZATA LEBDA, „Sny uckermärkerów”

Małgorzata Lebda, „Sny uckermärkerów”, Wydawnictwo WBPiCAK, Poznań 2018

Ostatni tom poetycki Małgorzaty Lebdy, w połączeniu z „Granicą lasu” i „Matecznikiem”, staje się skrzydłem tryptyku o mitycznej (i mistycznej) wsi, relacjach z pozaludzką przyrodą, widmem śmierci i wspomnieniem ojca.

 

Poetycka dykcja Lebdy na tle współczesnej poezji jest wyjątkowa: to odwrót od politycznych stratyfikacji na rzecz zrehabilitowania czułości i sposobu mówienia o emocjach, który, jak się okazało, nie musi balansować na granicy obciachu.

Poetka z niezwykłą czujnością dokonuje obserwacji świata przyrody i relacji, które łączą człowieka ze sprawami lasu – zwłaszcza w „Snach uckermärkerów”, gdzie każdy wiersz jest fotograficznym zbliżeniem przyszpilonego fragmentu rzeczywistości.

Uwaga poetki skupia się na żyjącym ciele, jego mięśniach i zapachach, rytuałach obłaskawiania przyrody, polemice z wiarą, w której została wychowana, czy chorobie i śmierci, które zawsze zaburzają tak mozolnie wypracowaną równowagę pomiędzy lasem a człowiekiem.

„ty właśnie tylko oglądasz”
ALDONA KOPKIEWICZ, „Szczodra”

Książka Aldony Kopkiewicz uderza przede wszystkim kompozycją. Dostajemy bowiem zapis jednego utworu, który poetka podzieliła na numerowane kolejno części, rozciągając snutą opowieść na następujące po sobie rozdziały. Każdy wiersz jest więc i osobną całostką, i niezbywalną częścią nadrzędnego poematu, do którego rangi urasta tom „Szczodra”.

Aldona Kopkiewicz, „Szczodra”, Wydawnictwo WBPiCAK, Poznań 2018

We wrażeniu „piosenkowości” umacnia też formalny rygor narzucony wierszom przez poetkę. Fraza jest tu krótka i silnie zrytmizowana, a teksty raz po raz zarysowują sytuację śpiewania, mówienia, milknięcia i tworzenia muzyki do słów. Kobieta narratorka unosi się nad kolejnymi tekstami, balansując na granicy snu i jawy, skupienia i rozproszenia, w rytmie nuconej melodii, szumu fal, porywu wiatru i trzasku ognia.

 

Wiersze Kopkiewicz sprzeciwiają się reżimowi racjonalności, są pieśnią ruchu oporu wobec manii porządkowania.

Kolejne teksty to poniekąd wpisy do dziennika – dokumentują podróże, w których bohaterka ściera się z żywiołami, błądzi, gubi cel, żeby zaraz znowu zerwać się do biegu i walczyć z otaczającą ją rzeczywistością o prawo do głosu i ocalenie od zapomnienia.

„Zatłoczony korytarz miłości”
ADAM KACZANOWSKI, „Cele”

Podobnie jak w przypadku „Szczodrej” Kopkiewicz „Cele” Adama Kaczanowskiego są rozpisaną na poszczególne teksty naczelną opowieścią. Tym razem nie piosenką, ale cyklem miniatur o filmowym, a wręcz dokumentalnym charakterze. Kaczanowski rozszerza poetyckie „ja” na szeroką kategorię „my”, zapraszając czytelnika do ustanowionej gry.

 

Razem z poetą widzimy, podglądamy, obserwujemy scenki rodzajowe, które przypominają narrację lektora filmu przyrodniczego.

Tak zbudowany wyższościowy dystans do opisywanej rzeczywistości, oparty początkowo na wzajemnym puszczeniu oka na linii autor–odbiorca i poczuciu bycia poza kadrem, załamuje się, gdy bohaterowie scenek burzą czwartą ścianę. Podglądane postaci zabierają głos, a wypowiadane przez nich przeważnie krótkie, ale egzystencjalnie niepokojące zdania wytrącają czytelnika z pozornie komfortowej pozycji, którą przyjął – zwłaszcza kiedy jedna czterolatka szepcze do drugiej: „Wolałabym nie być”.

Teksty Kaczanowskiego są wizualizacją ślepej uliczki, w którą zabrnął rozpędzony kapitalizm, diagnozują też kryzys wspólnotowości oparty w dużej mierze na nieumiejętności komunikacji. Dialog jest tu markowany, a zachowaniem sterują wyuczone rytuały i szybki bilans, co wypada, a czego nie wypada.

 

CZYTAJ TAKŻE: Program lojalnościowy. Rozmowa z Tomaszem Bąkiem

CZYTAJ TAKŻE: Małgorzata Lebda: Ćwiczenia z uważności. Rozmowa z Małgorzatą Lebdą

CZYTAJ TAKŻE: W stronę konkretu. Rozmowa z Kamilą Janiak