fot. Maria Krześlak-Kandziora

Śladami profesora

Jana Sokołowskiego czytywali i Wisława Szymborska, i Jerzy Ficowski. Swoimi książkami i broszurami zostawił ślad w całym pokoleniu. To były gawędy o wielkopolskich lasach, o pasikonikach, notatki znad rysunków.

Dzisiaj stałby w księgarni obok Bernda Heinricha i przewodnika Collinsa. Wpisałby się w chętnie czytany nurt literatury przyrodniczej. Biolog, ornitolog, fotograf, grafik, profesor, zapełniający sale wykładowe po brzegi. Autor ważnej broszury „Ochrona ptaków”, w której pisał: „Nie powinniśmy umyślnie psuć i niszczyć i mieszać się w przyrodę, gdyż nie tylko, że nie mamy do tego prawa, lecz tem samem zaniedbujemy obowiązek zachowania natury w jej nieskazitelności”.

 

„Panie profesorze Sokołowski

pan nie był ornitologiem

pan był ptakiem

wszystkich gatunków i odmian

uczył nas pan prawiedzy

wicia gniazd

i poprawnej wymowy

ptasich dialektów

[…]”

Jerzy Ficowski

 

RODZI SIĘ CZŁOWIEK PTAK

Dakowy Mokre, dwór. Fot. Tomasz Kandziora

24 maja 2019 roku przypada 120 rocznica urodzin Jana Bogumiła Sokołowskiego. Dlatego zabieramy ze sobą wszystko, co o nim wiemy, lornetkę, atlas ptaków i jedziemy zobaczyć „dobra dakowsko-wojnowickie”, którymi pod koniec dziewiętnastego wieku zarządzał – na zlecenie Eulogiusza Potockiego – Aleksy Sokołowski, ojciec przyszłego biologa.

To nie będzie typowa wycieczka, to „poszerzanie pola ciekawości”, okrywanie na nowo świata, w którym majątki Potockich przeplatają się z majątkami Mielżyńskich czy Raczyńskich.

 

W tej historii strzela się do żon i kochanków, dobra liczą tysiące hektarów, a Aleksy Sokołowski wydaje się podręcznikowym przykładem zaangażowanego zubożałego ziemianina, inwestującego w nowoczesne rolnictwo.

Za paręnaście lat to wszystko się zmieni, świat utopi się w wojnie. Tymczasem Aleksy jest społecznikiem zaangażowanym w politykę, pracowitym zarządcą majątku. W 1899 roku rodzi się jedno z czworga dzieci Aleksego i Zofii – Jan.

DZIECIŃSTWO MIĘDZY POLAMI A WSIĄ

Łąki pod Dakowami Mokrymi. Fot. Tomasz Kandziora

Na polu pod Dakowami Mokrymi ubieram kalosze i brnę przez wysokie trawy. Jest wilgotno, rano padał deszcz, nad falującymi polami śmigają jaskółki, jak nad zielonym morzem. Melodyjnie gwiżdże wilga – „iglio digilio”. Wilga ma tu doskonałe warunki: wysokie topole odgradzają bujną kępą łąkę i pola od wsi. Od głównej drogi odbija gruntówka okalają ją drzewa, zielona aleja. Na przydrożnym słupie żółci się trznadel, wieje wiatr, jest ciepło.

 

Dakowy Mokre to mała wieś, nic specjalnego, ale czy zawsze musi być specjalnie? Na polach wzdłuż drogi witają nas uszy saren czujnie wystawione nad wierzchołkami zbóż. Chowają się, jakby ich nie było, drzemią, trawią, czekają na zmierzch.

Dakowy Mokre, widok z parku na Kościół św. Katarzyny. Fot. Tomasz Kandziora

Niskie bloki mieszkalne z warzywnymi ogródkami i neorenesansowy kościół z 1904 roku, a naprzeciwko kościoła dwór neoklasycystyczny z pięknie zapuszczonym parkiem, w którym ptasi gwar ogłusza. Dwór pełni dziś funkcję domu seniora, wycofujemy się więc dyskretnie. Nad kościołem znów jaskółki, na dachu przysiadają wróble, w parku uwijają się kwiczoły, kosy, hałasują szpaki, spod nóg zrywają się zięby. I właściwie tyle.

Jan Sokołowski uczy się w domu, potem w Wojnowicach i Łagwach. W 1909 roku rozpoczyna naukę w świetnym Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczym im. Gotthilfa Bergera (mieściło się tam, gdzie dziś przy ul. Strzeleckiej stoi budynek Politechniki Poznańskiej) w Poznaniu. Najlepiej radzi sobie z przedmiotami przyrodniczymi oraz rysunkiem.

W 1914 roku zapada na zdrowiu i całą wiosnę spędza na wsi. Na lato i jesień rodzice wysyłają go w Tatry. Prawdopodobnie są to bardzo szczęśliwe dla Janka miesiące. W tym samym roku Maciej Mielżyński strzela do swojej żony – Felicji Potockiej – a Aleksy Sokołowski rezygnuje z zarządzania ich dobrami i przenosi się z rodziną do Poznania.

W DRODZE NA UNIWERSYTET

Dakowy Mokre, Kościół Św. Katarzyny, fot. Maria Krześlak-Kandziora

W Wojnowicach parkujemy przy stadionie. Po soczyście zielonej murawie kroczą gawrony, szpaki metodycznie zagłębiają dzioby w trawę. Siadamy na ławeczce na trybunach, tyłem do płyty boiska, z widokiem na pola i wąski ciek wodny, na horyzoncie – las. Nad strumykiem uwijają się wróble, nad polem jaskółki, lejtmotyw wiejsko-rolniczego krajobrazu, są niemal wszędzie. Pliszki w polnym pyle wyglądają jak ruchome grudki ziemi.

Jan Sokołowski po wakacjach znów ląduje w Poznaniu, ale nie zabawia tu długo. Wszystko już pobrzmiewa zbliżającą się wojną, Jan nie zdąży zdać matury, wyjeżdża za to do Monachium uczyć się przez chwilę malarstwa. Wraca niebawem, bierze udział w powstaniu wielkopolskim, co zostało uwiecznione na tablicy pamiątkowej przy kościele w Dakowach Mokrych.

Skaczemy gwałtownie w tej historii i pomijając sporo faktów, trafiamy na 1919 rok. Powstaje Wszechnica Piastowska, która wszak dziś obchodzi 100-lecie – to Uniwersytet im. Adama Mickiewicza. Tak splatają się wątki.

 

Sokołowski nie ma matury, ale decyduje się na studia przyrodnicze. Robi więc coś, co brzmi, jakby do Polski zaleciał sęp płowy – w ciągu jednej zimy nadrabia zaległości i zdaje egzamin maturalny z dziewięciu przedmiotów. Pozytywnie.

I tak: od dziecka zafascynowanego przyrodą wsi, przez młodzieńca ćwiczącego się w sztuce rysunku staje się Sokołowski studentem biologii na Wydziale Filozoficznym.

CHICHOT KUKUŁKI

Wojnowice. Fot. Maria Krześlak-Kandziora

Mijam parking przy wojnowickim kościele i wędruję główną ulicą. Już z daleka rozpoznaję charakterystyczne zabudowania spółdzielcze. Tu stał pewnie kiedyś dwór, bo lśni dachówka ułożona w szachownicę. Dach jest po remoncie, ale to musi być budynek byłej rządcówki, o której wspomina internetowa encyklopedia.

Bociany siedzą na gnieździe, a każdy samozwańczy fotograf zrobiłby kilka zdjęć malowniczo podupadających zabudowań gospodarskich. Muczą krowy, napis informuje, że funkcjonowała tu spółdzielnia ogrodniczo-pszczelarska.

Robię zdjęcia i ruszam na pola. Po drodze myślę, że te ziemie należały kiedyś do Opalińskich, później do Raczyńskich, Potockich z Będlewa, a po 1913 roku do wybuchu drugiej wojny światowej – do Mielżyńskich. Bywał tu podobno August Cieszkowski.

Wojnowice. Fot. Maria Krześlak-Kandziora

Krajobraz obrzeży wsi to pola, rzeczka Mogielnica, trochę trzcin, aleje drzew przy gruntowych drogach. Obserwuję świat przekształcony przez człowieka, ale jeszcze trochę przyjazny. Pola przerwane zadrzewieniami, to z jednego z nich nadciąga prosto na mnie kukułka. Wszyscy wiemy, że kukułka kuka, ale że robi to tylko samiec? Samiczka również się odzywa. Sokołowski pisze, że to „wysoki chichot

bribribribribri”. Collins dodaje, że samiec w locie między kukania wplata „gardłowe ochrypłe gokh-cze-cze” jak z horroru. No więc lecą, kukają, chichoczą, chrypią, mam wrażenie, że zaraz dojdzie do jakiejś awantury, posypią się pióra… I nagle zapadają w krzewy. Cisza.

 

Nad pole wzlatuje błotniak stawowy, z trzcin odzywa się trzcinniczek: „tiri tiri tiri tir tir tir cek cek cek cerr cerr cerr tiri tir tiri dszerk dszerk dszerk hajd hajd hajid tret tret tret…”. Czy to był krajobraz i „krajogłos”, w którym wychowywał się Sokołowski? Czy bardzo się zmienił?

MALARZ I PRZYRODNIK

Jan Sokołowski, „Ptaki ziem polskich”

Jan Sokołowski, „Ptaki ziem polskich”, PWN 1972. Fot. Maria Krześlak-Kandziora

Żeby zdążyć w jednym tekście domknąć historię Jana Sokołowskiego, wybieram kilka faktów: jest bardzo dobrym studentem, świetnie preparuje i rysuje ptaki.

W 1925 roku zdaje egzamin przed Państwową Komisją Egzaminacyjną, w której zasiada m.in. Adam Wodziczko. Zajmuje się ornitologią, entomologią, bada prostoskrzydłe (pasikoniki!). W 1927 r. żeni się. Marię Ozdowską poznaje w księgarni legendarnego duetu wydawców i księgarzy Gebethnera i Wolffa. Sklep znajduje się przy ulicy Ratajczaka 36 – tak wynika z fotografii strony tytułowej „Katalogu dzieł nakładowych Gebethner i Wolff”.

Sokołowski realizuje stypendium w Niemczech, potem przez dziesięć lat pracuje w Rawiczu.

 

W 1936 roku habilituje się na podstawie „Ptaków ziem polskich”. Dwutomowe dzieło to dzisiejszy „raryt”, szukany przez fanów na aukcjach internetowych i w antykwariatach.

Docent ornitologii rozpoczyna pracę w Państwowym Pedagogium w Poznaniu w 1937 roku. Mieszka przy ul. Słonecznej, później przy Senatorskiej. Wojnę Sokołowscy spędzają przymusowo na Kielecczyźnie. Jan angażuje się m.in. w prowadzenie tajnych kompletów. Przy okazji wędrówek po okolicy obserwuje i opisuje lokalnie występujące motyle, cały czas realizuje również swoją drugą pasję – rysunek. Po wojnie rodzina wraca do Poznania. Z tutejszą uczelnią, dzisiejszym Uniwersytetem Przyrodniczym, Sokołowski będzie związany już do końca swojej kariery zawodowej.

PASJA I CZUŁOŚĆ

Wojnowice, stadion. Fot. Maria Krześlak-Kandziora

Podróż z profesorem to długa wycieczka przez historię Wielkopolski. Ślęczymy nad mapami, sprawdzamy, gdzie był dwór czy spółdzielnia, rozpoznajemy rody, nazwiska, miejsca, wędrujemy po dawnym, czasem już nieistniejącym Poznaniu.

Ale przecież wyszliśmy ze szkoły Sokołowskiego – zauważamy i rozpoznajemy ptaki, na wsi szukamy cennych zadrzewień śródpolnych, odnotowujemy gatunki drzew, biotopy i biocenozy, tak ważne związki w przyrodzie.

 

Tych kilkanaście książek na mojej półce to literatura czuła, pełna pasji, nieantropocentryczna i nieantropomorfizująca, wskazująca konieczność poznawania i chronienia przyrody.

Jan Sokołowski, „Zwierzęta z mojego szkicownika”

Jan Sokołowski, „Zwierzęta z mojego szkicownika”, Nasza Księgarnia, Warszawa 1961. Fot. Maria Krześlak-Kandziora

Druga część opowieści powinna zagłębić się w pisanie Sokołowskiego. Fachowe lektury to równocześnie fascynujące gawędy, momentami trącą myszką, a w części opowiadają historie o już nieistniejących ptasich światach. Ale właśnie dlatego mają przeogromną wartość.

Z Sokołowskim możemy zajrzeć na dawne Morasko w poszukiwaniu świerszczy, zagłębić się w Wielkopolski Park Narodowy, spotkać zwierzęta ze starego poznańskiego zoo, posłuchać ludzi, komentujących rysunki profesora, rozczytywać w nieskończoność frazy ptasich głosów, w których naśladowaniu i rozpisywaniu profesor był mistrzem.

W życiu i twórczości profesora tropów jest tak dużo i są tak ciekawe, że zakończymy ich śledzenie właśnie tu. Może prowokacyjną zwrotką trzciniaka: „ryba ryba ryba, rak rak rak, świerzbi świerzbi świerzbi, drap drap drap, stary stary stary, kit kit kit.”, a może tęsknym wołaniem dzięcioła czarnego – „kljuk kljuk kljuk klijee”. Wszystkiego dobrego w dniu urodzin, panie Profesorze.

WYCIECZKA

Okolice Wojnowic. Fot. Maria Krześlak-Kandziora

Do Dakow Mokrych i okolic pojechaliśmy tym razem samochodem. Przyczyna była banalna – męczył nas koszmarny katar sienny. Ale jeśli ktoś ma siłę i ochotę „przejrzeć” tamte strony, może ruszyć pociągiem z Poznania i wysiąść choćby w Wojnowicach. Najlepiej zabrać ze sobą rower, lornetkę i sakwę z drugim śniadaniem.

Wąskie drogi wśród zalesień i pól to przyjemna trasa dla cyklisty. We wsiach i miasteczkach trafiają się ścieżki rowerowe. Odpocząć można na łąkach, obiad i lody zjeść w Opalenicy. Turystyka nieco alternatywna, śladami dawnej i dzisiejszej wsi, rodów i majątków. I jednego niezwykłego ornitologa.

W BIBLIOTECE

Podręczna biblioteczka. Fot. Maria Krześlak-Kandziora

Biografię Jana Bogumiła Sokołowskiego zaczerpnęłam z książki Andrzeja Bereszyńskiego i Magdaleny Wrońskiej „Jan Bogumił Sokołowski – życie i dzieła”, Wydawnictwo Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu 2002.

Fakty dotyczące poszczególnych miejscowości wyczytałam i zabrałam z Wikipedii.

Dzieje poznańskiego oddziału księgarni „Gebethner i Wolff” wyszukał nieoceniony Tomasz.

Głosy ptaków cytowane oczywiście za atlasem „Ptaki ziem polskich” Jana Sokołowskiego, PWN 1972.

Fragment wiersza „Do autora Ptaków ziem polskich” Jerzego Ficowskiego pochodzi z tomu „Zawczas z poniewczasem”, Wydawnictwo Literackie 2004.

Słowo „krajogłos” pierwszy raz słyszałam u Michała Książka, więc to jemu je zawdzięczam.

Książki (poza wspomnianym atlasem) Jana Sokołowskiego, które uważam za dobrą drogę do poznania autora i których używam nawet nieświadomie, pisząc i mówiąc o Sokołowskim: „Zwierzęta z mojego szkicownika”, Instytut Wydawniczy Nasza Księgarnia, Warszawa, 1961; „Ochrona ptaków”, Państwowa Rada Ochrony Przyrody, Kraków 1928; „Tajemnice ptaków”, Instytut Wydawniczy Nasza Księgarnia, Warszawa 1980.

 

CZYTAJ TAKŻE: W dolinie trzcin i bażantów

CZYTAJ TAKŻE: Szlakiem dębów i ptaków

CZYTAJ TAKŻE: Osowa Góra. Torami nad jeziora