fot. materiały prasowe

Musicale bez wstydu

W ostatnich dniach karnawału Biblioteka Raczyńskich zaprosiła do podróży w czasie i przestrzeni: do lat 20. i 60., na West End i Broadway, ale również do współczesnej Warszawy. Wszystko to za sprawą książki „Ale musicale. Złote stulecie: 1918–2018”, a właściwie jej autora – Daniela Wyszogrodzkiego.

 

„Człowiek frazy muzycznej, którą recenzuje; frazy słownej, którą tłumaczy; teatru, w którym spędził pół życia i teatru musicalowego, o którym napisał «Ale musicale»” – tak prowadząca spotkanie Katarzyna Wojtaszak przedstawiła gościa. Wyszogrodzki był m.in. długoletnim współpracownikiem warszawskiego Teatru Muzycznego ROMA, gdzie brał udział w polskich produkcjach najsłynniejszych światowych tytułów, a także tłumaczył największe musicalowe hity, np. „Koty”, „Upiora w operze” czy „Mamma Mia!”. Jest również autorem przekładów Boba Dylana i Leonarda Cohena.

PASJA OD DZIECKA

Wyszogrodzki rozpoczął spotkanie słowami: „We wszystkim, co robię, jestem samoukiem. Jako dziecko bardzo dużo czytałem. Myślę, że to spowodowało, że w późniejszym życiu przygotowałem wiele spektakli teatralnych i napisałem książki.

 

Moja edukacja była komedią omyłek – ukończyłem klasę matematyczną, studiowałem medycynę, zrobiłem dyplom na psychologii. Wszystko to stało obok tego, czym się interesowałem.

Porywanie się na różne aktywności było zatem wynikiem moich pasji, które po drodze zmieniły się w zawód. Poza tym książka «Ale musicale» jest również moim doktoratem”.

Katarzyna Wojtaszak zauważyła, że jeszcze do niedawna pisanie o musicalach, jak i popkulturze, nie było uznawane w środowiskach akademickich za prestiżowe – stąd trudno o materiały naukowe i książki na temat przedstawień muzycznych. Publikacja Wyszogrodzkiego jest zatem wyjątkowa. Dlaczego dopiero teraz się ukazała? Autor odpowiedział, że dopiero teraz miał czas, by ją napisać. I nie ukrywając dumy, przyznał, że takiej książki bardzo na rynku brakowało.

POCZĄTKI

Daniel Wyszogrodzki, fot. Mariusz Forecki

„My, widzowie nie zdajemy sobie sprawy, jakich wielkich pieniędzy potrzebuje teatr, aby wystawić musical. Teatr przestaje kojarzyć się ze świątynią sztuki, jest to po prostu biznes, o czym pan również pisze…” – kontynuowała prowadząca, a Wyszogrodzki skomentował: „Musical zaczynał jako teatr czysto komercyjny. Narodził się w Stanach Zjednoczonych, po 1918 roku, kiedy żołnierze amerykańcy zaczęli wracać z frontu I wojny światowej. Miało to zasadniczy wpływ na tamtejsze społeczeństwo, które stawało się bardziej świadome siebie, bardziej pragmatyczne. Teatr musiał się z tym liczyć, bo mieszkańców wielkich miast już mało interesowały problemy bohaterów operetki – czy hrabina zdąży na bal, czy nie? Nagle okazało się, że teatr musi być o życiu, o sprawach prawdziwych…”.

 

Nawiązując do niechęci środowiska akademickiego do popkultury, autor zauważył, że w Polsce mamy tendencję do patrzenia na pop z góry:

„W dalszym ciągu używamy rozróżnienia na sztukę wyższą i sztukę niższą. Teatr w naszym kraju jest dramaturgiczny, publiczny i repertuarowy, co stoi w sprzeczności z teatrem muzycznym, w którym nie ma zespołu, a aktorów wybiera się na zasadzie castingu”.

ZMIANY

Daniel Wyszogrodzki, fot. Mariusz Forecki

Tak działa Teatr ROMA, któremu władze Warszawy pozwoliły pójść broadwayowskim tropem i zbyt często nie zmieniać repertuaru, odkąd wystawiono „Upiora w operze”, na premierę którego przybył jego autor, sam Andrew Lloyd Webber – i był zachwycony przedstawieniem. Katarzyna Wojtaszak dodała, że również poznański Teatr Muzyczny wybiera aktorów i aktorki w castingach. Wyszogrodzki przypomniał, że w Poznaniu powstaje właśnie w świetnej lokalizacji Teatr Muzyczny. Zauważył też, że

Prowadząca spotkanie wyraziła nadzieję na zmianę w postrzeganiu musicalu jako ubogiego krewnego teatru dramaturgicznego.

 

W Polsce coraz częściej pojawiają się kierunki wokalno-aktorskie na akademiach teatralnych i wydziały stricte musicalowe na akademiach muzycznych, również w Poznaniu.

Wyszogrodzki również obserwuje tę nową tendencję i to, że przynosi ona rezultaty: „Wykładam na warszawskiej Akademii Teatralnej i widzę, że wielu z moich studentów z poprzednich lat już wychodzi na scenę, wygrywa castingi… Na zajęciach przypominam: «Pamiętajcie! Musicie umieć dużo więcej od swoich kolegów z innych kierunków, bo nie tylko musicie posiąść warsztat aktora dramatycznego, ale również nauczyć się śpiewu i tańca»”. Uzupełniając, Katarzyna Wojtaszak zażartowała: „Bo to nie jest piosenka aktorska, kiedy aktor gra, że śpiewa”.

SUKCESY

Daniel Wyszogrodzki, „Ale musicale. Złote stulecie: 1918–2018”, Marginesy, Warszawa 2018

Zapytany, z czego wynika popularność sceny musicalowej, gość zwrócił uwagę na jej otwartość, jak i inspiracje czy nowinki muzyczne. Z kolei kluczem do dobrego przedstawienia musicalowego jest – według niego – produkcja: „Teatr muzyczny musi być atrakcyjny, aby przyciągnąć rzeszę ludzi. W przeszłości były to efekty – w «Deszczowej Piosence» padał deszcz, w «Miss Saigon» spadał helikopter, w «Nędznikach» była ruchoma barykada. Dziś teatrowi zdarza się odchodzić od takich atrakcji, stawiając na świetny scenariusz i muzykę. Co mnie bardzo cieszy, bo kocham teatr w teatrze”.

Prowadząca dodała, że popularność teatru musicalowego jest konsekwencją „wychowywania sobie publiczności” i jej kształcenia, ponieważ możemy obejrzeć spektakle dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Podążając tym tropem, Wyszogrodzki powiedział: „Są takie musicale, które wyłamują się z drabinki «dziecko – nastolatek – dorosły»; przykładem może być jedno z największych sukcesów w historii musicalu, przedstawienie «Mamma Mia!», które adresowane jest jednocześnie do wszystkich grup wiekowych. Innym przykładem może być znakomity «Król Lew», który, uważam, będzie wiecznie grany. Jednak na pewno długo nie zobaczymy go w Polsce, ponieważ musielibyśmy spełnić wymóg czarnoskórej obsady, to nie mogą być artyści, których zamaluje się farbą” (sic!).

CO DALEJ?

„W swojej wydanej w latach 70. książce «Przetańczyć całą noc…» znawca teatru, Antonii Marianowicz, pisze, że właściwie musical się kończy, chociaż jest taki jeden facet, który może coś jeszcze zrobić, nazywa się Andrew Lloyd Webber. I zrobił. Czy teraz również mamy szansę na takie nowe otwarcie?” – zapytała Katarzyna Wojtaszak.

 

Wyszogrodzki wspomniał o kryzysie amerykańskiego musicalu w latach 80., który wykorzystała sztuka europejska, a dokładnie dwóch twórców: wspomniany Webber i Claude-Michel Schönberg.

Daniel Wyszogrodzki, fot. Mariusz Forecki

„Nawet zaczęto mówić o brytyjskiej inwazji, ponieważ na Broadwayu można było zobaczyć aż cztery spektakle Webbera. Popularność «Nędzników» czy «Evity» dowiodła, że musical niejedno ma imię, a twórcy «wylęgają się» w różnych miejscach. Jednak patrząc z historycznego punktu widzenia, ta europejska ekspansja nie trwała długo. Amerykański musical powrócił w glorii w latach 90., co pokazuje, że sztuka, niezależnie jaka, jest zawsze sinusoidą wzlotów i upadków”.

Autor książki „Ale musicale. Złote stulecie: 1918–2018” dodał, że musical posługuje się międzynarodowym językiem, jednocześnie będąc towarem eksportowym zachodniej kultury.

 

Spotkanie z Danielem Wyszogrodzkim, 26 lutego 2019, g. 18.00, Biblioteka Raczyńskich, pl. Wolności 19.

CZYTAJ TAKŻE: Język demokracji. Relacja z debaty „Język i Demokracja” w Centrum Kultury ZAMEK

CZYTAJ TAKŻE: Faux queen? Nie, dziękuję! Rozmowa z Małgorzatą Maciaszek vel Lolą Eyeonyou Potocki

CZYTAJ TAKŻE: Taniec współczesny: sztuka patrzenia